NASZ LOS PRZESTROGĄ

Wspomnienia, reportaże, relacje ....
JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

NASZ LOS PRZESTROGĄ

Postautor: JanuszStankiewicz » pn kwie 29, 2013 08:53



    Obrazek




    „NASZ LOS PRZESTROGĄ”

    W sobotę dnia 11 maja 1985 roku pracując przy odnowie Kopca Józefa Piłsudskiego w Krakowie, zostałem przedstawiony i miałem okazję poznać starszą panią - Zofię Pilatową, szwagierkę zamordowanego przez Niemców we Lwowie w dniu 4 lipca 1941 roku profesora Stanisława Pilata. Jego nazwisko jest wśród 24 innych osób na wrocławskim pomniku „NASZ LOS PRZESTROGĄ”, stojącemu koło Politechniki Wrocławskiej i poświęconemu zamordowanym profesorom lwowskim.
    Pani Zofia zaprosiła mnie do siebie na herbatkę. Poszedłem z bukietem kwiatów i w rozmowie dowiedziałem się, że jej siostra została we lwowskim więzieniu wielokrotnie zgwałcona przez rosyjskich żołdaków. Tuż po wojnie przyjechała do Wrocławia i rozpoczęła pracę na Uniwersytecie. Wkrótce zorientowała się, że w wyniku tych gwałtów, została zakażona chorobą weneryczną. Z rozpaczy popełniła samobójstwo skacząc z okna uczelni na bruk. Syn Pani Zofii – Tadeusz, od wielu lat mieszka w Szwecji w miejscowości Lanckrona i jest aktywnym działaczem polonijnym.
    Po powrocie do Wrocławia przesłałem pani Pilatowej w liście, tekst przemówienia prof. Stanisława Kulczyńskiego – pierwszego rektora Uniwersytetu i Politechniki - wygłoszonego 3 X 1964 roku podczas odsłonięcia wrocławskiego pomnika. Tekst poniżej:
    „Pomnik, który odsłonimy za chwilę, jest uczczeniem pamięci wszystkich pracowników nauki, którzy w ciemnych latach okupacji 1939—1945 padli ofiarą hitleryzmu. Jest tych ofiar kilka tysięcy, a wśród nich kilkaset osób, które trwale i zaszczytnie zapisały swoje nazwiska w światowej twórczości naukowej.
    Pomnik jest formą trwałego hołdu, jaki składa polski świat naukowy, a wraz z nim całe społeczeństwo, ofiarom faszystowskiego barbarzyństwa. Jest on protestem przeciwko ponurym siłom, które sponiewierały godność ludzką i usiłowały wdeptać w ziemię najwyższe wartości, jakie reprezentuje nowa myśl społeczna i sprzymierzona z nią nauka.
    Pomnik powstał z inicjatywy wrocławskiego ośrodka naukowego. Inicjatywa ta spotkała się z uznaniem wszystkich wyższych uczelni i instytutów naukowych w kraju. Projekt wrocławski przerodził się w zamierzenie ogólnopolskie i dzisiaj — w dwudziestym roku Polski Ludowej — znajduje swą realizację.
    Uroczystość dzisiejsza ma być ostrzeżeniem przeciwko odradzaniu się tych sił, które spowodowały gehennę ludzką, jaką była ostatnia wojna.
    Uroczystość dzisiejsza odbywa się we Wrocławiu, kolebce polskiego ruchu pokoju. Odbywa się w mieście, gdzie 16 lat temu, na Światowym Kongresie Intelektualistów, padły ze strony przedstawicieli kultury i nauki polskiej i światowej pierwsze apele w obronie powszechnego pokoju międzynarodowego.
    Pomnik staje we Wrocławiu, naukowej stolicy ziem zachodnich. Staje on w mieście, które zostało potwornie zniszczone przez ostatni kataklizm wojenny, — w mieście, którego nauka polska wkroczyła w tym samym dniu, w którym ludowa władza polityczno-admini-stracyjna objąła Wrocław — po wiekach odłączenia — w macierzyste posiadanie.
    Pomnik wznosi się na tym terenie miasta, na którym szaleńcza ręka hitlerowska — w czasie beznadziejnej obrony oblężonego Wrocławia w roku 1945 — wyburzyła kosztem wielu istnień ludzkich dzielnicę mieszkaniową dla stworzenia lotniska.
    Pomnik stoi na ziemi przesiąkniętej krwią ofiar faszyzmu — w pobliżu polską ręką wzniesionych nowych gmachów Politechniki.
    Nauka polska poniosła w ostatniej wojnie olbrzymie straty. Zniszczone zostały bezcenne zbiory naukowe, biblioteki, archiwa, muzea, instytuty badawcze i szkoły wyższe.
    Najbardziej niepowetowane straty poniosła nauka polska w ludziach.
    Z klęski tej zdołaliśmy się nie tylko podnieść, ale — w ciągu dwudziestolecia powojennego — rozwój badań naukowych, produkcję wydawniczą i szkolnictwo wyższe doprowadzić do stanu, jaki nie miał dotąd miejsca w naszym kraju. Fakt ten dowodzi żywotności i prężności nauki i kultury polskiej i świadczy o niespożytych wartościach twórczych naszego narodu.
    Zagospodarowaliśmy od podstaw ziemie zachodnie pod względem naukowym i kulturalnym. Nie przyszliśmy tutaj na nic gotowego. Zastaliśmy bowiem w nauce i kulturze ruiny i zgliszcza podobne jak w rolnictwie i przemyśle.
    Wszystko, co ożywia ziemie zachodnie, jest naszym dziełem.
    Dzisiaj uczelnie Wrocławia, z ich macierzą — Uniwersytetem, idą w pierwszym szeregu polskich szkół wyższych.
    Wkład ośrodków naukowych ziem zachodnich do polskiej nauki jest wielki i wartościowy. Na ziemiach zachodnich wcześniej niż gdzie indziej związaliśmy naukę z potrzebami przemysłu i rolnictwa. Uczelnie nasze uczestniczą twórczo w budownictwie Polski socjalistycznej. Kształcą się tutaj tysiące studentów, a liczne szeregi absolwentów Wrocławia zajmują odpowiedzialne stanowiska w życiu państwowym.
    Pomnik zostaje odsłonięty i oddany Miastu w posiadanie w przededniu dwudziestej rocznicy wyzwolenia Wrocławia, w chwili, gdy na wyższych uczelniach rozpoczyna się dwudziesty rok akademicki w Polsce Ludowej.
    Pomnik ten winien przemawiać do młodzieży akademickiej. Powinien przypominać i uczyć. Przypominać, że uczeni polscy zginęli na posterunku jako reprezentanci polskiej nauki, którą faszyzm hitlerowski postanowił doszczętnie wytępić. Powinien uczyć wytrwałości w walce o najwyższe wartości ludzkie, które reprezentuje budująca pokój i sprawiedliwość społeczną Polska socjalistyczna i służąca Prawdzie – Nauka.
    Obywatele!
    Zbrodnia zostawia ślady, które uczą i oskarżają.
    W odległej Hiroszimie uderzonej pierwszym pociskiem atomowym zburzone zostało miasto i bez śladu zginęło 140 000 ludzi. Ale na ocalałym fragmencie muru zachował się i ocalał niezwykły i niezatarty cień — materialny cień unicestwionego materialnie człowieka. Cień ten krzyczy ustami unicestwionych ludzi i ostrzega.
    Zbrodnia hitlerowska dokonana na naszym narodzie rzuciła niezatarty cień na duszę i świadomość naszego narodu. Cień ten krzyczy i ostrzega.
    Pomnik poległych w walce z faszyzmem uczonych polskich, który odsłaniamy, jest również cieniem.
    Jest on wizją artystyczną sceny — jednej z wielu tysięcy scen, jakie rozegrały się pod ścianami śmierci w okupowanej Polsce i daleko na wschód, aż po pola Stalingradu, i blisko na zachód, aż po nasze, grunwaldzkim zwane, pole we Wrocławiu, gdzie wbity został sztandar zwycięstwa.
    Pomnik nasz jest wizją sceny, jaka rozegrała się 4 lipca 1941 roku pod ścianą śmierci w piaskowni na Wólce we Lwowie.
    Jakkolwiek odległa jest ta chwila, pamiętam imiona i widzę oblicza kolegów moich i przyjaciół, którzy stanęli pod ścianą śmierci w piaskowni lwowskiej. Pamiętam słowa i myśli, które łączyły mnie z nimi w jedno z najżywotniejszych środowisk naukowych w Polsce. Poznaję ich twarze i słyszę ich krzyk.
    Imieniem tych ludzi otwierałem 18 lat temu Uniwersytet i Politechnikę we Wrocławiu. Miałem ich mandat. Byłem jednym z Nich.
    Widzę, jak osuwa się na kolana i wali w rów ostatni rektor lwowski Roman Longchamps i trzech jego synów, dziekan Ostrowski i jego żona, dziekan Rencki i chirurg Dobrzaniecki, internista Grek i jego żona, i osiemdziesięcioletni Sołowij i jego wnuk Mięsowicz, i pedriatra Progulski i jego syn, stomatolog Cieszyński i rektor Sieradzki, i dziekan Nowicki i jego syn, i położnik Mączewski, i Henryk Hilarowicz, i okulista Grzędzielski, i ksiądz Komarnicki, i Stanisław Ruff i jego żona, i jego syn, i Boy-Żeleński, i Edward Hamerski, i matematyk Ruziewicz, i ekonomista Korowicz, i Kazimierz Bartel, i matematyk Łomnicki, i Kasper Weigl i jego syn, i Włodzimierz Stożek i dwóch jego synów, i profesor Krukowski, i Kazimierz Vetulani, Roman Witkiewicz i Stanisław Pilat.
    Nie pozostał po tych ludziach ani ślad, ani grób. Ostał się cień.
    Patrzcie i odkryjcie głowy — zobaczycie za chwilę ich cień na tle jasnych murów zbudowanej polskimi rękami Politechniki”.
    Przed pożegnaniem się, pani Zofia Pilatowa obdarowała mnie obrazkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej z Wilna. Mam go do dziś z jej dedykacją.

    Andrzej Rumiński
    jarumin@wp.pl


Wróć do „WSPOMNIENIA, REPORTAŻE, RELACJE”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości