<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Różne informacje - część II

  • Bitwa o Dobre - 17 luty 1831 r.
  • Lista osób aresztowanych 19-20.01.42 r. oraz wywiezionych do Oświęcimia 17.04.42 r.
  • Proszą o westchnienie...
  • Święta i ludowe tradycje obrzędowe
  • Mazowsze wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Mazowsze leśne wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Mazowsze stare wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Morowe powietrze ...
  • „Handel chłopami w dawnej Rzeczpospolitej” Janusz Deresiewicz
  • Chałupa, chata wg. Z. Glogera (XIXw.)
  • Ziemia wyszogrodzka
  • Mazowsze w XVI wieku
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 2
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 3
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 4
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 5
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 6
  • Spis miejscowości w lustracji z 1578 roku
  • Historia włościan wg. W. A. Maciejowskiego r. 1874
  • Obyczaje i zwyczaje do XVII w. wg. Maciejowskiego
  • „Statystyka” parafii Żuromin w latach 1838 - 1865
  • Lista imienna oficerów Wojska Polskiego 1817 - 1830 A - K
  • Lista imienna oficerów Wojska Polskiego 1817 - 1830 L - Ż

  • MAZOWSZE LEŚNE
    wg. Oskara KOLBERGA - 1886 r.

     

     



    Część powiatu warszawskiego po prawym brzegu Wisły położona, podobnie jak i część Mazowsza dalsza, północno-wschodnia, jest niziną już to piaszczystą, już bagnistą, miejscami tylko urodzajną. Niektórzy sądzą, że własność ta ziemi wpłyneła i na nazwę prowincyi. Tuż za Pragą wznosi się ku północo-wschodowi za Brudnem , piaszczyste wzgórza., które lud Łysemi  górami zowie (za Pragą, w okolicach wsi: Tarchówek, Ząbki itd. robił p. Józef Przyborowski poszukiwania archeologiczne w r. 1871-3, obfitym uwieńczone plonem). Na południe leży obszerna, uczęszczana licznie przez Warszawian w lecie Saska - Kępa, co rok niemal w mniejszej lub większej połowie przez Wisłę zalewana. Dalej leżą wsie: Grochów (Karo Milewski w dziele: Pamiątki historyczne krajowe (1848 r.) powiada że: w r. 1842 włościanin orząc na gruncie we wsi Nowodworce obok Tarchomina (mila od Warszawy), gdy przeprowadzał pług przez mały na kształt wału pagórek (w położeniu między Wisłą a lasem Tarchomińskim), wydostał z piasku glinianą urną napełnioną szczątkami spalonych kości ludzkich pomięszanemi z piaskiem. Gdy o tem dał znać mieszkającemu w pobliżu obywatelowi, ten nakazał pagórek rozkopać, Wskutek tych prac, wydobyto 12 urn, które były ustawione równemi szeregami, ciągnącemi się w poprzek pagórka. Naczynia te podobne do popielnic odkrytych pod Kaliszem i Szremem, miały kształt pękatego dzbanka bez ucha; u jednego końca, węższego, znajdowały się z obu boków po dwie wyniosłości, jakby uszu zastępować mające; skorupa była gruba, już wypalona jak cegła, już niedopalona i materyałem zdawała się być zwyczajna glina, do której mięszano na proch tłuczony granit, widać bowiem było w ich odłamie, a często i na powierzchni wiele kończastych ziarn kwarcu, feldspatu i miki, która jak złoty piasek tu i ówdzie błyszczała. Obok większych były i mniejsze naczynia (płaczebnice))Gocław, Ząbki, Żerań, Tarchomin (Kuryer Codzienny 1871) donosi: "W kolonii p. Briihla pod Grochowem rozkopano na polu cmentarzysko pogańskie z mnóstwem urn małych z popiołami, rzędem postawionych, które się rozsypały; w dwóch większych znaleziono obok popiołu i kosteczki, a w jednej z nich iglicę (z bronzu?) jakoby kobiecą.).

    Ku północy wieś Jabłonna; przy ujściu zaś Narwi do Wisły, naprzeciwko twierdzy Nowo-Gieorgiewskiej (Modlina), Nowydwór. A dalej, o ćwierć mili od Narwi, wieś Nieporęt przez księcia Mazowieckiego sprzedana Prażmowskim w r. 1484. We dworze tej wsi, przemieszkiwali królowie Władysław IV i Jan Kazimierz; ten ostatni w tutejszych borach łowami się zabawiał i w r. 1668 majętność tę Jezuitom darował.

    Były obwód Stanisławowski z głównem miastem Mińskiem, wchodził w skład województwa Mazowieckiego z r. 1815, później w gubernię warszawską zamienionego. Za Rzeczypospolitej należał on w części do ziemi Warszawskiej, w części do Czerskiej i Liwskiej. Rzeki w nim znaczniejsze są: Wisła, Bug wpadający do Narwi a z nią razem pod Modlinem do Wisły, Witówka  i  Ossowica wraz z Liwcem do Bugu; Rządza  i Długa wraz z Czarną do Narwi, Świder wraz z dopływami: Sienniczką, Srebrną i Mienia  do Wisły blisko Karczewa. Jeziora leżą jedne nad Wisłą, drugie nad Bugiem. Jeziora nad Wisłą są we wsiach: Otwockwielki, Nadbrzeże, Duda, Glinki. Jeziora. nad Bugiem we wsiach: Brzoza, Kuligów, Ślężany i Czarnoił.

     

    Kobyłka wieś kościelna. Biskup Załuski ufundował tu piękny kościół r. 1765 (według innych 1740) z kapliczkami kalwaryjskiemi, a przy nim missyę jezuicką. W r. 1774 otrzymali pojezuickie te dobra Sułkowscy. Miejsce to słynne odpustami zwało się niegdyś, wedle podania, Targowa- Wola; tu bowiem po ukończonym targu na Pradze, sprzedawano pozostałe jeszcze konie, i z tego zapewne powodu nazwisko Kobyłki otrzymała. Otaczały ją znaczne lasy, a pola przerzynają rzeczki: Długa i Struga. Wieś ta słynęła także z fabryki pasów jedwabnych i z mydlarni.( Czasop. Wędrowiec (1880) pisze: "Niedaleko za Pragą jest wieś Kobyłka. Warszawianie prawie wcale jej nie znają; chyba jaki pobożny rzemieślnik staromiejski przechował jeszcze tradycyonalną pamięć o "Panu Jezusie Kobylańskim” - i zajdzie tu pieszo na odpust w czasie lata przypadający. Ale będzie to już prostak bardzo zacofany taki, co nawet do Rokitna chodzi i do Góry Kalwaryi się puści; dla postępowych dosyć Bielan i Czerniakowa, bo tam znajdą nietylko grzechów odpuszczenie, ale i "młyn dyabelski”. - Kobyłka nie dorosła jeszcze do takiego eklektyzmu. Tu ludność nie zna wielkomiejskiego gwaru; bawi się inaczej, może też i modli się inaczej," Kościół (który widać z okna wagonu) wygląda okazale; murowany, w stylu gotyckim, należał dawniej wraz ze wsią do jezuitów warszawskich i przez nich został z muru wzniesiony. Nie wykończyli go wszakże, zwłaszcza wewnątrz, i gdy Stanisław August zjechał na konsekracyą, naprędce przyozdobili wnętrze drewnianemi posągami świętych, których dotąd nikt nic zastąpił statuami kamiennemi. Na gruntach dóbr Kobyłka, niegdyś bardzo rozległych, stoi do tej pory murowany budynek, w którym się mieściła (w latach 1795 - 1809) komora celna austryjacka.)


    Okóniew
    v. Okuniow leży w miejscu niskiem wśród lasów nad rzeką Długą; miasteczko to było niegdyś wsią zwaną  Długa-Wola, którą Stanisław z Kalania Okuń przywilejem z r. 1538
    wyniósł na miasto. Szwedzi pod wodzą Karola XII doznali tu porażki w r. 1703; spalone r. 1831, podupadło.


    Radzymin
    , gniazdo Radzimińskich, za Augusta II było własnością Eleonory Czartoryskiej kanclerzowej w. litews., która tu miała pałac i ogród, i zbudowała w r. 1781 kościół wraz ze szkołą organistów; później przeszło w ręce Lubomirskich; pałac ten w gruzach, w gmachu zaś nauczycieli elementarnych mieszczą się władze powiatowe.


    Kamieńczyk
    przy ujśoiu Liwca do Bugu, dawniej w ziemi Nurskiej, nazywał się niegdyś Kamieniec mazowiecki i przywilejem Bolesława księcia Mazow; w r. 1452 obdarzony był prawem miejskiem. W r. 1654 pannom Wizytkom w wieczystą dzierżawę oddany, dziś przyszedł do upadku; miaszkańcy utrzymują się z rolnictwa, rybołóstwa i orylstwa.


    Jadów
    nad rz. Ossownicą; z osady fabrycznej r. 1823 do rzędu miast podniesiony; w następstwie podupadł, lubo dziś dźwigać się poczyna.


    Dobre
    , dawniej miasteczko ziemi Liwskiej, dziś osada wiejska, leży w okolicy lesistej, Gniazdo rodziny Dobrzynieckich, z których Jan otrzymał r. 1500 przywilej na założenie tego miasteczka na gruncie wsi Ossowno.


    Stanisławów
    , był niegdyś wsią zwaną Cisek, którą ostatni książęta Mazowieccy, Stanisław i Janusz wynieśli do rzędu miast w r. 1523, obdarzając je prawem chełmińskiem, ustanowili targi i jarmarki, - a łaźnię, postrzygalnię, wagę i fuśnicę (woskolejnię) na użytek miasta przeznaczyli. W krótkim czasie miasto wzrosło, i wyrobem piwa zasłynęło. Dobrobyt jego zniszczyły wojny, osobliwie szwedzkie.


    Mińsk
    v, Minsko (dziś Nowo-Mińś przezwane), miasto drewniane lecz schludne, z pałacem i ogrodem, nad rz. Srebrną, w którem Jan 7. Goszczańcic (pod Grójcem) kasztelan Czerski

    po uzyskaniu podniesienia wsi Meńsko do rzędu miast, fundował kościół N. P. Maryi w r. 1421-22. Na przedmieściu Lisobok wystawił kaplicę ś. Krzyża w r. 1619 Jan Ruskowicz, mieszczanin. Należało później do rodziny Rudzieńskich, w końcu do Jezierskich. Ludność żyje z rzemiosł, rolnictwa i handlu.


    Jakubów
    wieś, w której Jakób z Goszczanic, syn Jana, osadzając pustynię Szczytno, założył kościół i parafię w r. 1473.


    Barcząca
    wieś blisko Mińska i Cegłowa, w której początkowo (około r. 1822) mieściła się znakomita huta szkła Ignacego Hordliczki, przeniesiona następnie po wycięciu lasów w okolicy, do osady Czechy pod wsią Trąbki w pobliżu Garwolina.


    Kałuszyn
    nad rz. Witówką, zamieniony ze wsi na miasto w r. 1718, które od Opackich przeszło niegdyś w posiadanie Rudzieńskich, ma ludność przeważnie żydowską, trudniącą się handlem zbożowym; ztąd liczne tu targi zbożowe i trzody chlewnej (w jesieni); wyrabiaja tu wełniane żydowskie tałesy.


    Kiczki
    wieś kościelna z parafią założoną w r. 1458. Z niej wydzielono w r. 1575 parafię Cegłów, gdzie stanął kościół św. Jana Chrzciciela.


    Cegłów
    miasteczko drewniane na równinie, z kościołem murowanym. Mieszkańcy są rolnikami.


    Kuflew
    osada z kościołem zbudowanym w r. 1575, który później spłonął.


    Latowicz
    osada na wzgórzu nad rz. Świdrem i dużym stawem. Miasteczko to otrzymał od książąt Mazowieckich r. 1300 Jan Piekarski sędzia ziemi Czerskiej. Parafijalne od r. 1427, dostało przywileje miejskie w r. 1423, postrzygalnię i fuśnicę do topienia wosku. Księżna mazow. Anna postawiła tu piękny kościół św. Anny, który się spalił r. 1613, a nabożeństwo przeniesiono do kościoła św. Wawrzeńca. Należało później do oprawy królowej Bony; było grodem starostwa Latowickiego, które ostatniemi czasy należało do Czartoryskich. Dziś utrzymuje się z rolnictwa i drobnych rzemiosł, jak i pobliskie miasteczka: Parysów , Stoczek i Wodynie.


    Siennica
    , miasteczko nad rz. Sienniczką, należało niegdyś do rodziny Siennickich. Anna, księżna Mazowiecka przywilejem z r. 1526 zmieniła wieś tutejszą na miasto mające się zwać Janowo; zwyczaj jednak ludowy zatrzymał dawne miano. Oprócz kościoła parafialnego drewnianego (od r.1528), odbudowanego r. 1692, jest tu murowany pro-reformacki wystawiony r. 1759 przez Rudzieńskiego.


    Kołbiel
    , osada i parafia od r. 1422, później miasteczko nad rz. Świdrem, erygowane w r. 1532 ze wsi Kolibieli (wszelkie niziny, łąki podmokłe itp. nazywają: biel (fern.); ztąd nazwy: Bielsk, Kołbiel, Niedabiel, Bieliny itd.), gniazdo rodziny Kolibielskich, którzy tu wystawili kościół w r. 1407. Z Kołbieli wydzieliła się parafia Gliniany w r. 1556.


    Karczew
    v. Karczów nad strumykiem Struga-Jagodna, o wiorstę od Wisły a dwie od rzeki Świder, zamienione na miasto r. 154R przywilejem Zygmunta I przez Karczewskich , którzy tu r. 1541 postawili kaplicę, Bieliński zaś kościół r. 1737. Mieszkańcy trudnią się drobnemi rzemiosłami, handlem i wyrobem wełnianych tałesów żydowskich. Jarmarki na ś. Wit i Bartłomiej. Pomiędzy wsią Karczewem a Sobiekurskiem była Łysa - góra, pamiątka obrządków pogańskich. O górze tej wspominają jeszcze w pismach XV wieku. (Księgi ziemi Czerskiej).


    Otwock
    blisko prawego brzegu Wisły, z zameczkiem o dwóch basztach zbudowanym przez Bielińskiego, w którym przebywali kilkakrotnie August II i III. – Kalendarz Warszawski r. 1840 powiada: " We wsi Otwock pod Karczewem są gruzy pałacu, o którym miejscowe podanie mówi, że wiecznie w zwaliskach leżeć będzie, przeklęty przez jakąś czarną księżnę, która powadziła się niegdyś z pra-pradziadem poprzedniego dziedzica i od czasu opuszczenia go przez tegoż, dźwignąć już tych murów nikomu nie pozwala" .


     


    SIEDLECKIE.


    Były obwód Siedlecki wchodził w skład Podlaskiego województwa z r. 1815, a następnie guberni Siedleckiej. Dawniejszemi czasy, część jego północno-zachodnia należała do ziemi Liwskiej. Rzeki w nim znaczniejsze: Bug, Liwiec, Ugość, Hodynia, Wielączka. Jeziora leżą nad Bugiem i są utworzone przez wylewy jego lub przez zmiany łożyska; dla tego też są niestałe, ulegają corocznym zmianom, to jest; powiększają się lub zmniejszają, jedne znikając przez zasypywanie piaskami, inne się tworzą przez wymulanie, a woda w nich zwykle ma wysokość rzecznej.


    Siedlce
    , miasto dziś gubernialne, były w XVI wieku wsią zwaną Nowe - Siedlce dziedziczną Stanisława Siedleckiego, któremu Zygmunt I dał r. 1547 przywilej dozwalający zamienić

    ją na miasto. Około r. 1600 stały się Siedlce własnością książąt Czartoryskich. Alexandra Ogińska hetmanowa w. litewska, córka Michała Czartoryskiego kanclerza w. ks. Litews., wziąwszy w posagu Siedlce, wystawiła, tu pałac i pięknym go otoczyła ogrodem. W r. 1783 przyjmowała tu króla Stanisława Augusta, ciotecznego swego brata, który zamieszkał w domku zwanym Alexandrów, i z największą wspaniałością był podejmowany. Hetmanowa zbudowała także kościół ś. Trójcy, kaplicę i szpital. Dzwonnica przy ś. Trójcy ma bramę, która zastępowała niegdyś bramę miejską. Zbudowała także ratusz z wieżą ośmioboczną z posągiem Atlasa dźwigającego świat. W pałacu mieściły się później władze gubernialne, następnie szpital wojskowy, a w pawilonie gimnazyum. W r. 1865 (31 lipca) nawiedził miasto pożar i zniszczył znaczną jego część. Przed r. 1794 leżały Siedlce w ziemi Mielnickiej na pograniczu ziemi Łukowskiej, i wraz z Podlasiem należały do Małopolski.


    Mordy
    na płaszczyźnie otoczonej łąkami i pastwiskami, nad stawem, założone jako miasto r. 1486 przez Karczewskiego, należało później do Sapiehów. Lutomirski, superintendent antytrynitarzy zwołał tu synod w r. 1563; gościli tu także Aryjanie pod opieką Mikołaja Czarnego Radziwiłła. Dziś trudnią się mieszkańcy rolnictwem i rzemiosłem.


    Sokołów
    niegdyś w ziemi Drohickiej, najeżał do rodziny Kiszków i słynął fabrykami kobierców i pasów; dziś podupadł.


    Sterdyń
    nad rzeczką Struga, własność niegdyś Grzymałów i Ossolińskich, którzy wystawili tu pałac z ogrodem. W miejscu kościoła z drzewa fundowanego w r. 1517 przez Grzymałę i Ossolińskiegp, stoi dziś murowany, obszerny, zbudowany w r. 1783 przez Stanisława Osso1ińskiego.


    Kossów
    nad strugą Hodynia, gniazdo rodziny Kossowskich, jest od r. 1778 miasteczkiem głównie przez żydów zaludnione, ma parę garbarni.


    Miedzna
    osada na. wzgórzu, nad strugą Miedzianką, otoczona polami piaszczystemi, zwała się pierwotnie Międzylesie; założył ją r. 1531 Jan Wodyński; później było własnością rodziny Butlerów. Doznała wiele klęsk przez wojny. Kościół w połowie z muru, w połowie z drzewa, słynie obrazem cudownym Matki Boskiej w wielkim ołtarzu; w miejscu zaś gdzie się objawiła za miastem, wystawiono kaplicę.


    Węgrów
    , miasto dawne, które już w r. 1443 gdy Bolesław książe Mazowiecki sprzedał Ziemię Drohicką Wiel. Ks. Litewskiemu, pozostało przy Mazowszu. Należało później do rodziny Kiszków popierającej zagorzale reformę religijną; odbywały się tu synody kalwińskie (l'. 1565); a byli tu i Aryjanie. Przeszło następnie do rąk Radziwiłłów, Krasińskich, Ossolińskich i innych. Reformowani, którym spalono kościół w r. 1678, usunęli się ztąd wkrótce, by już nie powrócić. Jeszcze w r. 1708 odbyli tu protestanci synod. Miasto ucierpiało w drugiej wojnie szwedzkiej. Dziś jest tu. kościół katolicki i ewangelicki. W katolickim znajduje się tak zwano zwierciadło Twardowskiego.


    Liw
    nad rzeką Liwcem i jeziorem. Gdy rozrodzeni ksiąźęta Mazowieccy tworzyć poczęli odrębne dzielnice, panował tu około r. 1350 Ziemowit Starszy książe na Liwie i Gostyninie, który po zgonie braci odziedziczywszy ich udziały, połączył całe Mazowsze. Po zgorzeniu starego miasta, książe Bolesław ponawia r. 1446 dawne przywileje i lokuje nowe miasto za rzeką Miedzianką. Mieszkańcy trudnią się rolnictwem, jest i kilku szewców; dawniej miało wielu piwowarów i rozciągało się szeroko. Do upadku miasta przyczynił się po części wzrost pobliskiego Węgrowa. Gdy stary kościół drewniany spalił się za wojny szwedzkiej, wymurowano nowy; później wystawiono znów drewniany w miejscu gdzie była kaplica ś. Leonarda. Pod miastem są gruzy i wieża starego zamku; o ukrytych pod niemi skarbach i pilnującym ich biesie, krążą tu podobno powieści jak wszędzie, gdzie są stare zwaliska.

    Mokobody
    v. Mąkobody, w nizinie nad strugą wpadającą do Liwca. W r. 1487 darował je Kazimierz Jagiellończyk Janowi Litaworowi Chreptowiczowi, który je wyniósł r. 1496 do rzędu miast i nazwał Nowe-miasto, lecz nazwa ta u ludu się nie utrzymała. Mieszkańcy chrześcianie i żydzi, trudnią się rolnictwem i handlem (Pamiętnik Sandomierski, 1820, daje artykuł: Wieś Budzieszyn albo Zbudeszyno blisko rzeki Liwca i Mąkobod w ziemi Drohickiej; i kościoły w Liwie, Pniewniku, i Wierzbnie w ziemi Liwskiej na Mazowszu.)

    Wodynie, osada z parafią założoną r. 1445, niegdyś miasteczko. Kościół drewniany zbudowany w r. 1776; na cmentarzu jego jest pomnik znanego minernloga J. F. Carosi (urodz. w Rzymie r. 1744, a zmarłego tu w r. 1799).


     


    ŁUKOWSKIE


    Były obwód Łukowski wchodził w skład wojew6dztwa Podlaskiego z r. 1815, a następnie guberoni Siedleckiej. Niegdyś w większej swej części, jako ziemia Stężycka należał wraz z ziemią Lubelską do województwa Sandomierskiego. Rzeki znaczniejsze są tzn: Wisła i wpadające do niej: Wilga, Okrzeja i Wieprz odgraniczający obwód ten od Lubelskiego. Prócz, tego wpadające do Tyśmienicy a z nią razem do Wieprza rzeki: Stanówka i Bystrzyca, oraz rzeczka Czarna przez jeziorka i stawy biegnąca i pod Kockiem wpadająca do Wieprza. Z jezior i stawów odznaczają się położone pod wsią Ryki nader rybne, oraz jeziorka od wsi
    Nowydwór do wsi Sobieszyn ku Wieprzowi się ciągnące. Grunta są po większej części żytnie; nie brak jeszcze lasów i łąk. Miasta i osady: Kock, Łysobyki i Serokomla, należące niegdyś administracyjnie do powiatu Radzyńskiego, leżą w klinie ziemi stanowiącym etnograficznie aż po Bystrzycę, wspólność z ziemią Łukowską.  (Ziemia Łukowska wraz z ziemią (później województwem) Lubelskiem i Sandomierskiem, wchodziły za Rzeczypospolitej w skład Małopolski. Województwo Sandomierskie dzieliło się na 6 powiatów, z dodaniem ziemi Stężyckiej, która do r. 1563 rządziła się razem z powiatem Radomskim w Radomiu.)


    Łuków
    na nizinie wśród lasów nad rz. Krzną. Starożytne to miasto leżało niegdyś na pograniczu Małopolski, Mazowsza i Jaćwieży, a jeden z książąt Małopolski zbudował tu zamek drewniany, i osadził go duchownymi wysyłanymi na misyę do nawracania sąsiedzkich pogan Jadźwingów. Walna bitwa Bolesława Wstydliwego w r. 1264, w której pokonał Jadźwingów, miała wedle podania być stoczoną w okolicy Łukowa, a opuszczone przez nich miejsca zajęli Polacy i Mazury. W r. 1655 i 56 spalone zostało przez Kozaków i Rakoczego; spłonął wówczas starożytny kościół farny w r. 1250 zbudowany. Obecnie zdobi miasto kościół po-Bernardyński fundowany w r. 1626 i kościół po-Pijarski wraz z klasztorem w którym przedtem były szkoły.


    Stoczek
    nad rz. Świdrem, było wsią zwaną Poznańską-wolą albo Stokiem, którą biskup Poznański Andrzej z Bnina, fundując kościół w r. 1472, wyniósl do rzędu miast i nazwał Sebastyjanowom, lecz nazwa ta nie utrzymała się. Kościół odbudowany w r. 1774. - Pamiętne bitwą w r. 1831 stoczoną.


    Parysów
    v. Paryszew, osada, dawniej wieś zwana Sieczcza, którą Zygmunt I w r. 1538 podniósł do rzędu miast (Parissovo). Parafia założona r. 1539 przez rodzinę Parysów, z której Szczęsny Parys był wówczas starostą grodowym ziemi Czerskiej. Kościół z r. 1461 przebudował Franc. Bieliński w r. 1750, ma on w ołtarzu wielkim obraz Matki Boskiej z dzieciątkiem, malowany na drzewie, uważany za cudowny, o czem wzmianka po raz pierwszy uczyniona w aktach z lat 1655 i 1657. Mieszkańcy trudnią się handlem.


    Osieck
    miasteczko z przedmieściem Górki, w nizinie nad dwoma strumieniami. Parafia istniała tu już w r. 1360. Po kilkakrotnych pożarach, kościół odbudował Franc. Bieliński w r. 1781. Mieszkańcy żyją z rolnictwa i garncarstwa. Osada ta miała niegdyś zwierzyniec książąt Mazowieckich (zniszczony później przez Szwedów); w borach przyległych (puszczy) częste wyprawiano łowy. W osadzie tej zmarł r. 1503 Konrad III książe na Czersku i Warszawie.


    Warszewice
    v. Warszowice, wieś o milę od Czerska odległa, do której w r. 1736 przeniesiono kościół z Radwankowa; ta ostatnia parafia w r. 1417 liczyła wsi 16 (Księga ziemi Czerskiej).


    Wilga
    wieś, ma parafię założoną przez Bogusława Zajączka z Wilki w r. 1407 i kościół ś. Marcina z dwiema kaplicami Wilskich.


    Garwolin
    miasto powiatowe (ze starostwem niegrodowem) niegdyś w ziemi Czerskiej, nad rzeką Wilgą, która stanowiła granicę. Mazowsza od Małopolski. Założone przez książąt Mazowieckich, otrzymało przywilej lokacyjny od księcia Janusza w r. 1423. Słynęło z wyrobu piwa. Ucierpiało wielce w skutek wojen szwedzkich. Żydzi (którym dawniej osiedlać się tu nie było wolno) trudnią się handlem, chrześcijanie żyją z rolnictwa i rzemiósł, mianowicie z szewstwa i kuśnierstwa.


    Miastków
    wieś, ma kościół najdawniejszy z istniejących dotąd w ziemi Czerskiej; spółczesny bowiem założeniu parafii w r. 1424, dochował się do dziś-dnia.


    Żelechów
    miasteczko niegdyś znaczniejsze w ziemi Stężyckiej, było własnością Ciołków, którzy przybrali nazwisko Żelechowskich. Kazimierz .Jagiellończyk ustanowił tu jarmarki w r. 1447. Otoczone lasami, zabudowane jest głównie z drzewa. Jest tu pałac po Lubomirskich, nabyty później przez Ordęgę. Kościół parafialny dokończony w r. 1691 przez Stan. Rzewuskiego, na cmentarzu kaplica Ordęgów. Mieszkańcy są głównie rolnikami; jest tu fabryka krochmalu.


    Łaskarzew
    nad rzeczką Pronik , niegdya wieś Korczyczewo lub Gorczyczewo zwana, wyniesiona r. 1418 do rzędu miast za staraniem biskupa Poznańskiego Andrzeja Łaskarego Gosławickiego, który zbudował tu i kościół. Szkoła i szpital zniszczone za wojen szwedzkich. Na miejscu drugiego kościoła ś. Anny, wzniesionego r. 1534, postawił r. 1711 ksiądz Jan Soczyński inny, który po kilkakrotnem spaleniu odnowiono w r. 1876; jest tu obraz stary Matki Boskiej odrestaurowany przez seniora księży Paulinów. Mieszkańcy trudnią się rolą i rzemiosłami. Bliski kościołek ś. Onufrego, jak tradycja niesie, powstał z pobudki zarazy za czasów wojny szwedzkiej około r. 1710 grasującej. Morowe powietrze wygnało wtedy kilka rodzin z miasta i te przeniosły się do lasu; jak tylko ktoś wśród nich zachorował, dawano znać do miasta, aby przybył ksiądz z Sakramentami. Razu jednego, wezwany ksiądz spocząwszy w drodze na kamieniu, sam tu życie zakończył; obecni wykopali dół i gałęziami zepchnąwszy weń trupa, zasypali ziemią. Lud przerażony wypadkiem a trapiony powietrzem, uczęszczał odtąd na to miejsce i nazwał kamień świętym. Że wiele tam, jak mówiono, doznawano łask, więc dozwolono wystawić szopę, kamień ten i grób osłaniającą. Wybudowano tu w r. 1789 za księdza Okęckiego, biskupa Poznańskiego, kościołek drewniany ś. Onufrego, przy nim wystawiono domek dla pobożnych starców i obsadzono go pustelnikami. Na belce pod chórem był napis:

    Pasterz dla patrona dar wdzięczności daje,

    niech każdy tak uczyni, kto tu łask doznaje.

    W r. 1847 stanął murowany kościołek, w którym nad owym kamieniem postawiono ołtarz; do kościółka przywiązane są dwa odpusty udzielone przez Piusa VI w r. 1703.


    Samogoszcz
    , wieś stara kościelna, dokąd przeniesiono także i parafię z pobliskiego Tarnówka.


    Maciejowice
    nad. rzeką Okrzejką, niedaleko ujścia tejże do Wisły, na piaszczystej położone płaszczyźnie, wyniesione ze wsi Ostrowo na miasto w r. 1507, należało wówczas do rodziny Maciejowskich. Parafia przeniesioną tu została ze wsi Kochów w r. 168l. Własność Zamojskich, równie jak i sąsiednia wieś Podzamcze z pałacem i ogrodem. N a przyległych polach stoczoną została w r. 1794 bitwa, w której Tadeusz Kościuszko raniony, wzięty został do niewoli.


    Stężyca
    miasteczko nad Wisłą, o milę od ujścia do niej rzeki Wieprza, niegdyś stolica osobnej ziemi, później powiatu. Tu po ujechaniu króla Henryka Walezyusza, zwołał prymas Uchański walny zjazd w r. 1575, który się jednak bez skutku rozjechał. Tu także zawiązał się rokosz Zebrzydowskiego w r. 1607. Kościół parafialny fundowany r. 1434. Miasto ucierpiało przez wojny szwedzkie, węgierskie i wylewy Wisły, która w r. 1749 podmyła kościół i klasztor Franciszkanów. Mieszkańcy przeważnie chrześcijanie są rolnikami.

     

    Bobrowniki miasteczko nad rz. Wieprzem, było własnością Lubomirskich, a później Mniszchów wraz z pobliską wsią Demblinem (dziś twierdzą Iwangrodem) przy ujściu Wieprza do Wisły. Ma garbarnie, warsztaty tkackie, fabrykę szkła, krochmalu i świec woskowych.


    Adamów
    osada, własność niegdyś Krasińskich.


    Serokomla
    (Serokomla, Łysobyki i Kock należały do obwodu Radzyńskiego; etnograficznie jednakże, kwalifikują się one, równie jak i samo miasto Radzyń, do sąsiedniej Łukowskiej ziemi.) miasteczko nad rzeczką Czarną, wśród łąk i lasów, było własnością Scypionów, po których gruzy pałacu pozostały i ogród.


    Łysobyk
    i miasteczko na rozległej płaszczyźnie nad rz. Wieprzem, lasami i wzgórzami otoczone, było wsią zwaną Przytoczno, którą Jan Olbracht przywilejem z r. 1498 zamienił na miasto. Zbąski następny miejsca dziedzic założył nowe Przytoczno nad Wieprzem r. 1533. W r. 1629 był tu zbór kalwiński. Dziś mieszkańcy utrzymują się z rolnictwa, garncarstwa i spławu.


    Kock
    miasto przy ujściu rzeczki Czarnej do Wieprza, erygowane w r. 1427. Należało do biskupów Płockich i z wsiami okolicznemi zamienione zostało na dobra Raciąż, po czem król darował je Firlejowi, który tu założył Zbór i szkołę kalwińską, zburzoną. następnie przez Chmielnickiego w r. 1648. Firlej zmarł w r. 1574 i pochowany został w kościele farnym, który dopiero w r. 11349 dostał się na powrót katolikom. Późniejsza dziedziczka Anna z Sapiehów księżna Jabłonowska wzniosła tu okazały pałac i założyła piękny ogród; zbudowała nadto i ratusz. W r. 1809 poległ tu znany partyzant starozakonny Berek, natarłszy z odwagą na przeważną siłę Austryaków. Okoliczność ta dała powód przysłowiu: Zginął jak Berek pod Kockiem (t. j. przepadł zupełnie).

     

     

    LUD

     

    Lud b. ziemi Stężyckiej, - jak mniema M. Skotnicki z Moszczanki w liście do nas pisanym w r. 1865, - podobnie jak i lud całego niemal Pod1asia, ukazuje wszelkie cechy pochodzenia od Jadźwingów. Dowodem tego ma być jego powierzchowność (o ludzie mazowieckim i podlaskim, tak o włościanach, jako i szlachcie, mieszczaństwie i żydach, pisali prócz Gołębiowskiego, Grajnert, ksiądz Krupiński, W. Stępowski, Skotnicki, Stefania Ulanowska i inni, a zdania tych. pisarzy nie omieszkamy przytoczyć w Przypisach lub gdzie potrzeba. Osadników niemieckich liczba nie jest tu zbyt wielką; mieszkają oni większemi gromadami: za Pragą (po części na Saskiej kępie), pod Serockiem, Węgrowem, Kałuszynem itd. ), która wcale nie jest korzystną. Jest on bowiem niezbyt wysokiego wzrostu, lubo krępy i silnej budowy ciała. Ładnej twarzy z regularnemi rysami tu nie ujrzysz. Kobiety szczególniej zalecają się jakimś typem odrębnym, mięszanym; równie niskie i silne jak i mężczyźni, mają twarze okrągłe jak talerze i jak talerze płaskie. Dalej mówi Skotnicki, iż w całej okolicy prawie nie znajdzie tam bruneta lub brunetki, a nawet rzadko kiedy zdarzy się napotkać szatyna; natomiast panuje wszędzie barwa włosów jasno-blond tj. złotawych, koloru lnu. Mężczyźni noszeniem włosów jakoby Piastów czasy przypominają; ucięte równo, spadają one z tyłu aż na ramiona; z przodu zaś na czoło zczesywane, do pół tegoż równo są przycięte. Noszenie takie włosów upiększa twarz nawet brzydką i dodaje jej powagi. Wąs podgolony od ust, a pozostawiony od nosa, wcale też nie sprawia niemiłego wrażenia.

    Kobiety zamężne, noszą w tej okolicy włosy z przodu na wpół czoło rozebrane, z tyłu zaś w miejsce plecionego warkocza, ukazuje się z pod białego czepca, zwój włosów podwijany bez elegancyi i subjekcyi. Dziewki, podobnie jak i mężatki, noszą włosy z przodu rozdzielone, z tyłu zaś zaplatają je jak wszędzie, w warkocz, w który zawiązują kilka jasnej barwy wstążek, lub zatykają kwiaty, gdy staranniej ubrać i podobać się pragną.

    U włościan z pod Radzymina. Mińska. Jadowa, przeważa również na głowie włos jasny. Twarz jest u nich niezbyt płaską, nos mierny, wzrost mężczyzn dochodzi nierzadko do 170 cm. i wyżej. Fizycznie są silniejsi i żywsi od chłopa podlaskiego. Kobiety także więcej niż Podlasianki ożywione i rozmowne, są też od nich pracowitsze, i bardziej w gospodarstwie zabiegliwe.

    O przymiotach, wadach i nałogach ludu ziemi Stężyckiej, następujące powzięliśmy z różnych źródeł wiadomości. Chłopek tamtejszy nie ma zbytkowych potrzeb żadnych; odzież jego, czy to świąteczna czy codzienna, jest z materyału i wyrobu domowego, narzędzia własną ręką wyrobione, sprzęty przy pomocy sąsiada, strawa z produktów własnej pochodzi ziemi. Nie mając sam wyobrażenia o lepszym bycie ani o potrzebach moralnych, nie dba też i o wychowanie w tym kierunku dzieci swoich; wie, że gdy dorosną, synowie pożenią się z posagiem (o ile nie stanie temu na przeszkodzie służba wojskowa lub inna), a córki odebrawszy krówkę i kilka szmat od matki, pójdą za mąż i na podobieństwo rodziców, na własnym kawałku roli, gospodarować po dawnemu będą. Spokojny o ich los, jak i o swój własny, troska on się jednak o nabycie grosza; i dla tego, zwłaszcza w potrzebie nie lęka się pracy, a. dość jest przebiegły i chciwy, by pożyczonego nie darować. Nabywszy wszakże groszów, ani obchodzić się z nim ani uszanować go umie, gdyż albo bezużytecznie kryje go i zakopuje, albo (co częściej) szuka sposobności by na własną zmarnował go rozrywkę. Po zakupieniu tedy soli, która niemal jedyny stanowi dlań wydatek, idzie do karczmy, gdzie częstowany przez sąsiadów, topiąc uciechy i troski swoje w wódce, częstuje ich nią wzajem, dopóki nie wyjdzie ostatnia kopiejka z kalety. Pijaństwo jest tu to złe, z którego się wszelkie inne u chłopa wywiązują wady: zaniedbanie w robocie i obowiązku, nierząd i nieład w gospodarstwie, opóźniony zasiew, nie w porę zbiór itp. więc upadek i przymusowe częstokroć wywłaszczenie. A wtenczas, byle tylko zdrowie i siły nie były podkopane i pracować się chciało, idzie chłopek na zarobek i pracuje; z pracy tej bowiem ma nie tylko wyżywienie dla siebie i dla dzieci, ale i nowy grosz na gorzałkę, bez której to pocieszycielki trudno by mu było wyżyć na tym padole płaczu. Jeżeli zaś stary i bezsilny, to idzie bez skrupułu na żebraka (dziada), bo dla niego i ten chleb nie jest złym, upadlającym; owszem nadaje on mu jakoby osłoniętemu opieką kościoła pewną powagę, pobudzającą do szacunku i litości.

    Nie o wiele wyższą jest i moralność kobiet. Dziewka, która z drogi prawej zeszła (tak zwana skoczka, kozaczka), obarczono. nawet dziecięciem, znajdzie męża równie łatwo jak i najrządniejsza dziewczyna, byleby tylko była posażną lub dobrą robotnicą; śmieją się wprawdzie z niej czas jakiś, ale to tylko z tego, iż nad stan wydać się chciała i wtem doznała zawodu.

    Jest też w tej okolicy i naganny zwyczaj, iż wdowy mające własne gospodarstwo, zaraz po zaręczynach z parobkiem, biorą go do siebie na mieszkanie, tłómacząc to sobie i sąsiadom: potrzebą gospodarza. Rola bowiem wraz z gospodynią, by nie podupaść, ani na chwilę - wedle ich mniemania - odłogiem leżeć nie powinny.

    Chrzciny, wesela, pogrzeby - są to uroczyste obchody nie tylko pojedynczych rodzin, ale całej niemal wsi a często i parafii. Braterskie to ludności zespolenie byłoby chwalebnem i rozczulającem, gdyby nie było wiadomo, że pobudką główną tłumnych tych zgromadzeń bywa pijaństwo i próżnowanie, a to tem ochoczej, iż do roboty nie nagli ich już pańszczyzna. Każdy też jarmark ściąga ku sobie wszystkich, czy mają potrzebę jakiegokolwiek kupna czy nie. Każdy odpust w okolicy, jest świętem, na które podąża kto żyw, czy duży, czy mały. Bo tu chodzi o hałaśliwą rozrywkę i o zabicie czasu, którego lud ciemny w pożyteczniejszy dlań sposób zużytkować nie umie, a przewodnicy jego z inteligentniejszych warstw, - już samą jego zrażeni nieufnością - nie zawsze lepszym przykładem przyświecać mu i na inne skierować go tory są w chęci lub w możności.

    Względem panów i przełożonych, i w ogóle względem ludzi stanowiskiem wyższych, jest chłop podejrzliwym, niedowierzającym; o upór jego najlepsze nieraz rozbijają się chęci poprawy własnej jego doli. A chociaż do kradzieży posunie rękę nader rzadko, to jednak do wywiązania się z danego słowa nie poczuwa się w obowiązku; więc umów i obietnic nie myśli dotrzymywać, a pożyczkę udzieloną mu, trzeba zeń poniekąd wydusić. Do żydów przecież ma słabość. Żyd zrobi z nim co tylko zechce, jemu ufa i wierzy, on jest jego powiernikiem i doradcą, on mu wygadza w potrzebie. Oszukuje go -- to prawda, ale kupuje od niego produkt i na każde zawołanie otwiera mu u siebie kredyt, z którego chłop pełną czerpie garścią nie myśląc wcale o jutrze.

    Wskazawszy jako jedną z wad głównych tutejszych włościan lenistwo, dodać niestety musimy, iż kobiety więcej jeszcze próżniaczy niż mężczyźni pędzą tu żywot. Gospodarz ma zajęcie często po za domem, chodzi za zarobkiem, interesem, szuka nieraz roboty dosyć daleko od domu. Gospodyni tymczasem siedzi w chałupie; tu korzystając z nieobecności głowy domu, i uprzątnąwszy się z drobiazgowemi czynnościami, powierza bez skrupułu opiece sługi gospodarstwo i dzieci, a sama wyrusza do sąsiadki lub do karczmy dla rozgadywania się i poczęstunku. Ztąd rodzi się potrzeba wzajemnych odwiedzin i plotek, wzajemnego szukania się i wynurzania swoich żalów i pociech, tak, że w każdem większem zgromadzeniu, na każdym jarmarku, co najmniej dwa razy większą ujrzysz liczbę kobiet niż, mężczyzn.

    Ciemne te umysłu i wychowania strony, rozświeca jednak do wysokiego stopnia, stara i wspaniała gościnności cnota. Żaden żebrak nie odejdzie z chałupy głodnym - nie dostanie on wprawdzie grosza, bo tego mało, ale wszystko co dom posiada do jadła i napitku, stawia się przed nim na żądanie. Żaden też podróżny nie zawita i nie pożegna tych progów, aby nie był uraczony czym chata bogata, i aby mu droga którą ma do przebycia, nie była najuprzejmiej wskazaną i ułatwioną.

    Obok włościan mieszka niemała liczba zagonowej szlachty. O niej zdania pisarzy mniej jeszcze są pochlebne. W. Stępowski w czasopis. Kronika (1858) tak się wyraża: "W wielu miejscach Mazowsza i Podlasia znajdują się obszerne wioski, zamieszkane przez drobną  szlachtę. Szlachcic taki ubiorem nie różni się od chłopa, odznacza go tylko mina butniejsza, większa śmiałość i chętka do rozmowy z surdutowym szlachcicem (tj. intelligencyą), w prowadzeniu której i wyraz twarzy i cała postawa zaświadcza o wewnętrznem uznaniu wysokiej godności swego szlacheckiego klejnotu. Lenistwo, pijaństwo, pomiędzy drobną szlachtą więcej jeszcze rozpowszechnione, niż pomiędzy chłopstwem. Wśród drobnej szlachty nadto spotykamy tradycyjnie jakoby przechodzący z pokolenia na pokolenie pochop do procesów i zatargów z wsiami sąsiedniemi o granice, znajdując pomiędzy sobą liczne do zatargów i kłótni powody; jeden bowiem zagon roli lub niewielka przestrzeń łąki, ma czasem kilku właścicieli. W ogólności wszakże, trzeba przyznać, że mieszkańcy jednej i tej samej wsi, między sobą zachowują zwykle zgodę dość przykładną. Trafi się wprawdzie szkodnik wypasający zboża czy trawy brata szlachcica z tejże samej wioski, ależ na szkodnikach nigdzie i nigdy nie zbywa. Z wioską sąsiednią natomiast, czy ta ma jednego właściciela, czyli też wielu, będąc również przez drobną szlachtę zamieszkaną, - para pokosów trawy staje się często kością długiej niezgody. Wiedzeni pod tym względem fałszywą ambicyą, zasłonieni powagą wybranego z pomiędzy siebie mędrka procesownika, będą się prawować do ostatka, turbując często głowę małoważnością przedmiotu nieszczęśliwemu prawnikowi. Jeżeli komu zdarzyło się widzieć szlachcica, którego głowie cała wioska braci swój honor (tak) powierza, ten przypomina sobie niezawodnie zmienność wrażeń, jakich wówczas doświadcza. Raz się śmiać chce, drugi raz gniew bierze na widok dumnej postawy szlachcica, którego wyraz twarzy, ton mowy, ruchy rąk itd. świadczą o wewnętrznym, głęboko zakorzenionym przeświadczeniu swej godności, swego rozumu, a którego własne słowa co chwila zaprzeczają sprawiedliwości sądów, jakie o sobie samym i swych zdolnościach wyrobił.

    "Te są ogólne, pochwytane tu i ówdzie rysy, znamionujące szlachtę drobną na Podlasiu i we wschodniej części Mazowsza. Inne klasy mieszkańców są mniej więcej wszędzie do siebie podobne. Zamożniejsze atoli obywatelstwo zbyt często oddaje się myśliwstwu, nie jako potrzebie lub korzyści, ale jako wyłącznej niemal rozrywce, gdyż mniej już niż dawniej zabawiać się zwykło kartami, mianowicie preferansem".

    P. Stefania Ulanowska w artykule o ziemi Czerskiej (Czas, 1884), w ten sposób opisuje lud z okolic Parysowa, Garwolina i Żelechowa : "Co się tyczy ludu, to podług miejscowych gawęd i domysłów, miał on pochodzić od Jadźwingów, i w istocie musi być w tem wiele prawdopodobieństwa, gdyż duże, szerokie twarze i długie proste nosy, które tam na każdym kroku uderzają, tworzą typ zupełnie odrębny. Nadto jeszcze, tak mężczyźni jak kobiety odznaczają się wzrostem bardzo wysokim; szczególniej ci, którzy mieszkają nad Wisłą koło samego Czerska, to wszystko chłop w chłopa silne i ogromne jak dęby. I oni sami nie uważają siebie za Mazurów; spytani bowiem, jakiego są pochodzenia, zawsze mówią, że są Podlasianami(okolice Parysowa, Garwolina, Osiecka, stanowiące dawniej część ziemi Czerskiej, wcielone zostały wraz z ziemią Łukowską do utworzonego w r. 1815 województwa Podlaskiego, skutkiem czego mieszkańcy przyjęli nazwę Podlasian. Właściwi jednak Podlasianie mieszkają dopiero koło Siedlec, Sokołowa, Drohiczyna i dalej na Wschód; ztąd też denominacya Podlasian służyła także i Rusinom tamtejszych nadbużańskich okolic). Tamtych zaś olbrzymów nadwiślańskich nazywają Urzycanami, to jest mieszkającymi urzyki (rzeki), lub też Powiślakami, to jest mieszkającymi po brzegach Wisły. Mówią więc: Urzycanin (Urzeczem nazywa się pas ziemi wązki po obu brzegach Wisły się ciągnący, osobliwie od ujścia Pilicy aż do ujścia Świdra i Jeziorny. Urzycanie są to zatem Mazury w tym pasie osiedli) lub Urzycanka, lub Powiślak i Powiślanka. O powinowactwie ich z Litwą świadczą też niektóre wyrazy, będące w codziennem użyciu, jak np. dajnecka, wyraz oznaczający piosnkę j wiadomo bowiem, że dajna po litewsku, to pieśń (Być jednak może, że pochodzi ta nazwa od używanego w całej Polsce przy śpiewkach krótkich wykrzyknika: da, da, dana moja dana! Bo i w Łęczyckiem, na prośbę o zaśpiewanie mi pieśni ludowej, usłyszeliśmy zapytanie; czy ma to być pieśń dłuższa, czy krótka danajka?) Albo też, gdy o człowieku dobrej tuszy mówią, że wypasł się jak Mendog, co oczywiście dowodzi, że i w tem jest tradycya litewska (?), gdyż w innych okolicach, w Krakowskiem i u Górali, o żadnym Mendogu nic zgoła nie wiedzą.

    Charakter ludu cichy i łagodny, odznacza się nadzwyczajną uczciwością, która w dalszych, wschodnich, okolicach wiele już pozostawia do żądania. We wsi owej pod Parysowem nie ma ani jednego złodzieja i cudza własność jest w tak wielkiem poszanowaniu, że gdy czasem ktoś zapomni na polu kawałka uprzęży lub jakiegoś narzędzia rolniczego albo ciesielskiego, to będzie ono tu leżeć dzień i dwa, i tydzień, a nikt tego nie ruszy i właściciel rzecz zgubioną zawsze tam odnajdzie, gdzie ją zostawił.

    Przed laty dziesięciu miało tam miejsce pewne zdarzenie, które może najlepiej posłuży do charakterystyki ludu i jego usposobienia. We wsi, rzecz niesłychana, zaczęły nagle gdzieś się podziewać różne rzeczy. Ktoś nie mógł się doliczyć snopka na polu, komuś gajdoków (kartofli) ubyło z zagona, tam znowu znikł pniak drzewa z podwórza. Co-by to znaczyć mogło? - Zkąd się wziął jakiś podbirac, skoro takiego nie było tu nigdy? Wtem, pewnego dnia, w głębokiej już jesieni, karczmarz miejscowy, mający we wsi propinacyę, wpada do wójta ze skargą, że mu dwuletniego cielucha w biały dzień wyprowadzili ze stajni. Wójtem był wtedy jeden z zamożniejszych gospodarzy, bardzo energiczny i przytomny człowiek, który wziąwszy kilku sąsiadów do pomocy, pośpieszył na miejsce. Po śladach na śniegu, który dopiero co popruszył, dociekł z łatwością, iż skradzione bydlę zostało uprowadzone do lasu, i nie upłynęło dwóch godzin, kiedy zarzniętego już cielucha znalazł w krzakach olszowych, a winowajcę wykrył wśród ludzi, którzy rąbali drzewo w lesie. Z indagicyi bowiem pokazało się, iż winowajcą tym był od kilku miesięcy osiedlony we wsi przybysz, który się ożenił z wdową, mającą parę morgów gruntu. Aby więc na razie dać obcemu pamiętną nauczkę, wójt nie odwołując się do procedury sądowej, kazał się zebrać gromadzie w trzech głównych punktach we wsi i przyprowadziwszy złodzieja, kazał mu się położyć na ziemi przy pierwszej chałupie z końca, a wszyscy mieszkańcy, i starzy i mali, aż do najmniejszego dziecka, musieli go z kolei uderzyć raz jeden rózgą. Zatem poprowadzono złodzieja dalej i na środku wsi raz drugi, na drugim końcu raz trzeci powtórzyła się taka sama

    egzekucya, a zrobiło to takie wrażenie i na obitym i na bijących, że odtąd nigdy już ani jedno ździebełko, ani żaden strzępek nikomu nie zginął. I dziś jeszcze nieraz opowiadają, o tym pamiętnym wypadku, jak dzieci nawet dla przykładu, musiały bić złodzieja. Wprawdzie władze posłyszawszy o tych sądach doraźnych, chciały się upominać i dochodzić, jakiem prawem wójt tak się rozporządził, ale wójt i z tego się wykręcił, mówiąc, że on tylko spełnił uchwałę całej gromady."

    Jednak, pomimo całej sumienności ludu tego, bywa on narażony na dotkliwe straty ze strony żydów z przyczyny koniokradztwa, które w okolicy tej jest prawie na porządku (a raczej nieporządku) dziennym. Konie bywają uprowadzane nie tylko ze stajen w nocy, ale często i w biały dzień znikają z pastwiska, a przedsiębiorcami tej szczególnej spekulacyi są synowie Izraela, któremi miejscowość ta jest przepełniona. I w istocie, nie można tego nazwać inaczej, jak przedsiębiorstwem zorganizowanem.

    W artykule swym o ziemi Czerskiej, mówi dalej p. Ulanowska o chorobach ludu i sposobach guślarskich ich leczenia (o czem wspomnimy szerzej przy wykazaniu przesądów). W końcu powiada autorka: "Przypatrzywszy się uważnie tym wszystkim gusłom i zabobonom i widząc jak dalece znachor na każdym kroku jest niezbędnym w owych stronach, i jak zamawianie chorób zaprząta wszystkie siły wyobraźni, mimo woli trzeba przyjść do przekonania, iż dzieje się to chyba kosztem podań i starych wierzeń mitologicznych (Gusła i zabobony zostawały owszem w ścisłym z dawną pogan mitologią związku. Z przyjęciem w X wieku nowej wiary, obrządki i wierzenia starej uległy przekształceniu tam, gdzie je do obrzędów, praktyk i zwyczajów nowej nagiąć i pieczęć legalności wycisnąć na nich zdołano; - zanikały zaś powoli tam, gdzie w skutek braku tej legalności, tułając się między ludem samopas, podtrzymywane jedynie były siłą tradycyi. I dlatego to Sobótki, mimo cech chrześcijańskich jakie i im także nadać usiłowano, z rzadka i fragmentarycznie już dziś po kraju (a głównie w Krakowskiem) palone, gasły w jednej miejscowości wcześniej w drugiej później, w miarę siły lub słabości nacisku na powstrzymanie ich rozniecania wywieranego. Gusła i zabobony natomiast, iż z dobrobytem i zdrowiem ludu łączyły się bezpośrednio, acz mianem przesądu przez wielu napiętnowane, zachowały całą swą siłę do dziś dnia, a to tem snadniej, że i one także chrześcijańską zaklęć i zamawiań otrzymały pokrywkę) Pod tym względem bowiem uderza tam wielkie ubóstwo. - I tak np. Sobótek nie palą wcale i nie pamiętają, aby ktoś ze starych ludzi o paleniu ich w dawnych czasach opowiadał. O skarbach zaklętych, ani też o zbójach żadnych, nie wiedzą nic zgoła. Nawet w chmurach nie mają owych złośliwych płanetników, którzy gdzie indziej spuszczają ludziom deszcz nie w porę, i lody żelaznemi cepami młócą na grady. I lasy i wody, wszystko to puste, bo i Sibiele, które podobnie jak krakowskie Boginki porywały dawniej kobietom ładne dzieci, a natomiast zostawiały im potworki z ogromnemi łbami, teraz gdzieś się podziały bez wieści, i żadnych psot nie wyrządzają nikomu. Wszystko się odmienia i epoka istot cudowny, a tajemniczych, widocznie już tu przeminęła..

    Głównym zaś przedmiotem gawędki, gdy się w lecie zejdą gospodarze w niedzielę po południu koło której chałupy, albo gdy zasiędą nad kufelkiem piwa w miejscowej gospodzie, - od dwóch lat bowiem niema już we wsi ani karczmy ani propinacyi, -są dziś wspomnienia pańszczyźniane. Odgrzebują je i rozwałkowywują z wielką lubością, z całem amatorstwem krytykując niepowrotną przeszłość. Wszak niedawno to jeszcze czasy, rok 1863, w którym zapadło ostateczne usamowolnienie poddanych, pamięta każdy doskonale, a materyał do opowiadań tym obfitszy, iż posiadacze folwarku, do których wieś ta (Łukowiec) należała z duszami, jak dawniej mawiano, to jest z poddanymi, często się jakoś zmieniali.

    Język tutejszego ludu ma swe właściwości, które go jako odrębną do pewnego stopnia gwarę mazowiecką uważać każą. Niektóre z tych właściwości podaje Dr. J. Hanusz wedle wskazówek p. Stefanii Ulanowskiej, która dołączyła tam także i Słowniczek wyrazów.

    Mowa mieszkańców stron dalszych, t. j. osiadłych w okolicy Łukowa, Siedlec, Sokołowa, itd, jest bardziej niż mazurska przeciągłą, a właściwość ta ukazuje się i u drobnej szlachty wśród osad ruskich na dawnem Podlasiu i Litwie żyjącej. Mieszkańcy też owych osad i zaścianków mianują się powszechnie Podlasianami, i bynajmniej za Mazurów uchodzić nie chcą, jakkolwiek za takich mają ich sąsiadujący z nimi Rusini.

     

     

    U B I Ó R

     

    (L. Gołębiowski (Lud polski, 1830) wyraża się ogólnikowo:

    "W Mazowszu chłop ubiera się w białą, czarną lub szarą siermięgę z łapkami, czerwonym lub zielonym sznurkiem obwiedzionemi; koszula zwieszona na spodnie do kościoła idąc w spodnie ją kładzie. Spodnie zimą i latem parciane. Wybierając się na nabożeństwo, stroi się w granatowy sukienny żupan, takąż lub zieloną suknię, u której wyłogi czarne aksamitne jak u kontusza i dwa guzy cynowe, pas czerwony lub w strefy (streifen, paski) żółte z czerwonem , taśmową robotą w kilkoro obchodzący. But od parady; przy robocie bosa noga. Czapki różnego koloru niskie, grubo wysłane pakułami z baranem szerokim czarnym. Kij gruby dębczak albo świdłak. Latem kapelusz prosty wełniany biały lub szary, albo słomiany. Kobiecy ubiór: płócienna spódnica, koszula i kaftan sukienny.")

     

    Około Radzymina, Stanisławowa, Jadowa:

    Mężczyźni noszą: a) koszulę zgrzebną, b) sukmanę lub sukmanek z grubego sukna jasno-szaraczkowego, niekiedy burego, szarego lub jasno-popielatego; w pobliżu zaś Wisły, Narwi a w części i Bugu, granatowego z dosyć szeroko wywijanym kołnierzem i klapkami obszywanemi tasiemką czarną lub ciemną aż do dołu sukmany. Takież wyszywania bywają u rękawów, na plecach, i u kieszeni z tyłu. Z przodu w miejsce guzików są potrzeby, czyli pętlice z czarnych sznurków do zawiązywania z węgierska. Podszewka bywa zielona, modra, ciemnowiśniowa lub innego (zwykle ciemnego) koloru.

    Pod sukmankiem jest kamizelka błękitna lub granatowa, długa do pasa lub krótsza, ze świecącemi guzikami mosiężnemi (żółtemi lub białemi) , niekiedy z guzikami białemi porcelanowemi. Bywa ona także taśmą czarną obszyta. Przewiązują się w pół ciała      pasem wełnianym różowym (albo amarantowym, wiśniowym, ciemno-czerwonym), związanym w sposób, że końce długie wiszą z obu stron na przodzie w strzępiaste rozrzucone frendzle. Niekiedy (pod Pragą, Karczewem) pas ten bywa z włóczki zielonej i ponsowej.

    Dalej, z pod pasa pokrywają biodra.i kolana portki szerokie płócienkowe, barwne w paski ciemne lub jasne (zimą sukienne szare, granatowe, czarne i t. d.), albo też gacie białe wkładane w buty. Buty są juchtowe dość szerokie o cholewach stojących i pomarszczonych. Na bokach z zewnątrz u portek ukazuje się czasami (rzęd lub kilka tylko sztuk) guzików porcelanowych białych. Na szyi i na koszuli noszą chustki białe w kwiaty, albo pstre i kolorowe, dawniej jednak bez chustek tych obywano się ukazując koszulę spiętą i związaną wstążeczką czyli fontaziem. Toż samo powiedzieć można o kapeluszach czarnych dosyć niskich, które ustąpiły teraz miejsca czapkom kroju miejskiego, ciemnego koloru, upowszechnionym już niemal na całem Powiślu.

    Pod Węgrowem i Sokołowem sukmana staje się bardziej fałdzistą i mniej zgrabną; rzadko także widzieć się przy niej dają taśmy i potrzeby.

    Dziewki mają włosy gładko Na czole uczesane, z tyłu w warkocz niezbyt długi splecione. Na głowie chustka perkalikowa różnobarwna; najczęściej jest ona koloru ciemno-ponsowego

    lub ceglastego, z białemi płatkami; u rogów zaś i przy dwóch węzłach z tyłu w kwiaty lub rzuciki białe czarno obwiedzione zdobna. Wiążą ją nie bardzo wysoko, a czasem gładko tylko ściągają na szczycie głowy, spuszczając niedbale dwa jej rogi od tyłu na kark.

    Na szyi kilka sznurów (zwykle 4) korali; z tych jedne rzędy złożone są z białych (dętych szklanych) paciorek, drugie z czerwonych. Koszula bywa ze zgrzebnego płótna z szerokim wykładanym kołnierzom czyli z kryzami i równie szerokiemi rękawami; miewa ona białe (rzadziej kolorowe, np. ciemno-błękitne) naszycia u ramiączek i przy brzegach rękawów. Koszula ta sięga kolan. Na nią zakłada się od pasa do kostek idąca spódnica perkalikowa (zwana także kiecką), najczęściej biała w pasy różowe podłużne, lub innego koloru.

    W pasie przewiązują się krajką wązką (zwykle jasnofijołkową z czarnemi pręgami) przytrzymującą, fartuch z dreliszku lub baji w paski ciemno-granatowe, zielone, różowe, żółte i białe w poprzek się ciągnące. Fartuch ten służy także i za płachtę czyli odziewadło, gdy zarzucany bywa jako duża chustka na plecy na koszulę, a czasami i na głowę, dla zasłonięcia. jej od skwaru lub deszczu. Zwykle zatem każda kobieta posiada dwie takie płachty, z których jedna służy za fartuch, gdy druga spoczywa na plecach albo na głowie. W zimie podczas mrozu, dziewki chodzą tu (jak w całem prawie Mazowszu) w butach i kożuchach męzkich.

    Kobiety zamężne (pod Radzyminem, Okóniewem) noszą pod chustką związaną na głowie w powyżej wskazany sposób, czepiec tiulowy lub siatkowy z wązkim obrąbkiem, wychodzącym z pod chustki na czoło. Pod Mińskiem i Kałuszynem jest on szerszy, zmieniając się poniekąd w fałdziste fryzy. Tak dziewki jak i niewiasty przywdziewają na święto gorsety czyli staniki różnokolorowe kamlotowe, czasami adamaszkowe lub jedwabne, z krótkiemi (lecz szerokiemi u dołu) klapkami. Są one różnobarwne w pobliżu Bugu, a pod Latowiczem, Stoczkiem, Siedlcami, ponsowego lub pomarańczowego koloru. Pod Kałuszynem, Jadowem, Węgrowem, zastępują je częstokroć ciemnych kolorów kaftany dostatnie, przejęte zapewne od cudzoziemskich osadników.

    Pod Sokołowem, Sterdyniem, Kossowem, podobnie noszą na głowie zawiązane chustki; są one tu powszechnie koloru ciemo-wiśniowego lub ciemno-amarantowego, zielonemi u brzegów rzucikami lub kwiatami ubarwione. Koszula biała z szerokim kołnierzem bez wyszycia na ramiączkach i rękawach. Pas wązki granatowy z taśmy lub krajki. Kiecka długa do kostek, biała w drobne jasno-różowe paseczki podłużne. Fartuch pstry w paski poprzeczne różnokolorowe, między któremi przemaga barwa żółta i różowa (a jest i pomarańczowa, granatowa).

    Wszystkie prawie kobiety same sobie przędą nitkę, tkają ją, robią płótno, szyją bieliznę, suknie i fartuchy. W lecie chodzą boso, w zimie i w dni świąteczne obuwają, białe pończochy i grube czarne trzewiki; lub też (nad Bugiem) chodaki.

    We wsiach: Tuchowicz v. Tuchowiec, Jeleniec, Stanin (pod Łukowem). Kobiety noszą na głowie czepce duże suto nafałdowane muślinowe lub bengalowe tiulową falbaną obszyte. Paciorki na gołej szyi ciasno obwinięte (nie zaś pod kołnierzem od koszuli, jak na Podlasiu ruskiem). Kołnierzyki u koszul małe i do szyi przystające. Wyrabiają tu kobiety same rodzaj tkaniny wełnianej z przędzą, w paski ciemno-szare na tle białem z małą odmianą barw: żółtawej, zielonej i czerwonej. Z tej tkaniny szyte noszą spódnice, fartuszki, które przypasują na klapach od gorseta (nie tak jak lubelskie Mazurki, które noszą fartuszki pod spadającemi klapkami od gorsetów) j - a drugie takież same fartuszki zarzucają na plecy do wyjścia z domu, na kształt płaszczyków i wiążą pod szyją. Noszą także sukmanki białe, czerwonym sznurkiem zdobne; niekiedy (u bogatszych) są one ciemno-zielone z jasno-zieloną wypustką.

    Dziewczęta tak samo się ubierają, z tą tylko różnicą, że głowy noszą odkryte, mając włosy gładko zaczesane na twarz i czoło, warkocz zaś jeden tylko, wiszący na plecach, nisko na karku spleciony.

    Mężczyźni noszą białe sukienne kaftany, niby żupany do kolan, bramowane we szwach i na brzegach dwoma rzędami równoległemi sznurków czerwonych (na kołnierzu w 3 rzędy), między któremi sznurek w krzyżyki lub gzygzaki czerwony, toż u rękawów i na plecach we szwach. Na to w zimie kładą sukmanę szaraczkową dostatnią i dłuższą, również bramowaną czerwonemi sznurkami. Czapka rogatywka granatowa, sukienna z czarnym barankiem (jak pod Lubartowem). Latem zaś słomiany kapelusz z szerokim skrzydłem (rondem). Buty stojące wysokie, czasem cholewy wykładane.

     

    Około Stężycy, (Moszczanka, Ryki):

    Ubiór mężczyzn tak świąteczny jak i codzienny, stanowi:

    1. Koszula swojej roboty zgrzebna tj. konopna, na wierzch spodni spuszczona, zapięta na szklany guzik lub też ściągnięta wstążką jaskrawego koloru. Kołnierz tejże również zgrzebny, pod wierzchniem ubraniem skryty, rękawy (mankiety) zwykle zawiązywane nićmi lub sznurkiem.

    2. Portki tj. spodnie ze zgrzebnego także płótna, na. pętlice z drzewa (własnej roboty) zapięte.

    3. Pas skórzany wąski, przewiązujący (opasujący) koszulę.

    4. Buty długie skórzane (juchtowe) używane w lecie tylko podczas święta. Cholewy są długie i marszczą się, a ponieważ tak buty jak i cholewy są bardzo obszerne, przeto - żeby te ostatnie nie opadały - ściągane są rzemykami i spinane na sprzączki.

    5. Sukmana barwy burej lub jasno-szarawej, zawsze czysto-wełniana, z sukna najczęściej własnej roboty. Krojem i szyciem sukman zajmują się krawcy żydzi po wsiach i miasteczkach zamieszkali. Krój sukmany podobny do kroju dawnych kapot, długości nieco powyżej kostek; z tyłu nie rozcinana, fałdzista, w stanie zaś z przodu rozcięta, zapinana na haftki, ma na piersiach sześć pętlic, i tyleż sznurów z każdej strony. Klapy z sukna czerwonego lub błękitnego, kołnierz robotą, jak u dawnych kontuszów, wywijany i na wpół zszyty. Cała sukmana obszyta na około szeroką taśmą, a są nią obszyte i szwy z tyłu. W lecie zwykle wolno na koszuli noszona, nie zapinana: w zimie zaś lub chłodniejszej porze przepasywana pasem, który latem otaczał koszulę.

    6. Kożuch nadziewany w zimię na koszulę a pod sukmanę, takiegoż co i sukmana kroju, z upiększeniami włóczkowemi. Kożuch ten spinany zawsze bywa na skórzane pętelki. Jest on

    roboty miejscowej (tj. w pobliskiem miasteczku) z skór owczych zwanych chłopskiemi, i kupuje się na jarmarkach od przekupniów, którzy skupili poprzednio skórki po wsiach, dali biało-skórnikom do wyprawy, a później z nich wyrobili kożuchy. Ten szczegół daje dowód, jak mało jest lud tutejszy przemysłowym, bo cóżby było dla chłopa łatwiejszego, jak dać własne skórki do wyprawy kuśnierzowi (nieraz swemu sąsiadowi) a później zszyć z nich samemu kożuch w domu, niż sprzedawszy surowy materyał przekupniowi, przepłacać mu następnie więcej niż w dwójnasób za tenże sam materyał przerobiony.

    7. Czapka czworograniasta z granatowego sukna, obwiedziona barankiem z czarnych jagniąt. Na święta, starzy i zamożniejsi gospodarze, używają dość wysokiej, okrągłej, całej baraniej czapki w rodzaju bermyc (Birmiitze), rozciętej w wierzchniej części i spiętej tu w różno-barwne wstążki, wierzch sukienny, zwykle czarny. Bywaają takież czapki i z siwego także barana, i te są zdobniejsze; lecz coraz bardziej wychodzą one z użycia, co dowodzi, że już tu  moda wywiera swój nacisk.

    Tak więc cały ubiór męski składa się z wyrobów włościanina własnych. Bo aczkolwiek kożuch, czapka a czasem i sukmana kupuje się na jarmarku od żyda, jednakże niemal wszystko to przed nie dawnym jeszcze czasem było surowym w domu chłopka materyałem, który on - przy dobrej woli i pilności, - mógł z łatwością sam na swój przerobić użytek. Porządny, gospodarny, oszczędny i pracowity gospodarz odzieży wcale kupować nie potrzebuje, bo mu ją dostarczy własny dobytek i domowy wyrób; owszem, sprzedać jeszcze może znaczną tego wyrobu część mniej zaradnym. Atoli przymioty te pojawiają się u ludu nader rzadko.

    Ubiór kobiet świąteczny obejmuje następujące części:

    1) Koszula perkalowa. Dla oszczędności, spodnia tejże część, zwana nadołkiem, jest z płótna zgrzebnego własnej roboty.

    2) Spódnica zgrzebna, zwana tu ciasnocha, własnego wyrobu. Na wierzchu niej jest druga spódnica, u mężatek zwykle biała, perkalowa, dość suto sfałdowana. Dziewki noszą wierzchnie spódnice rózno-kolorowe i pstre.

    3) Gorset z materyi droższej np. z merynosu, płócienka, pół-sukna itp. Jest to ubranie bez rękawów, zrobione szczelnie do figury, z przodu na tasiemkę (niby sznurówkę) ściągnięty. Wycięty z przodu i z tyłu, zakrywa tylko piersi

    4) Pończochy, jakkolwiek z własnego materyału, bo z przedzy ręką gospodyni usnutej sporządzone, są jednakże kupne. Robotą pończoch zajmują się żydówki; kobieta wiejska niema do niej wprawy ani cierpliwości. Latem używają pończoch nicianych, zimą wełnianych.

    5) Płachetka biała lub kilim wełniany noszony na plecach, zwinięty jak szal. Płachetka i kilim są własnej roboty.

    6) Fartuch zwany burek, z wełny w paski białe i czarne. Na burek taki zakładają jeszcze niekiedy i fartuch płócienkowy.

    7) Przyjaciółka z sukna granatowego, zimą z kołnierzem długim z jagniąt, i z takiemiż wyłogami (klapami). Przyjaciółkę zdobią taśmy, częstokroć innego koloru. Ubranie to podobne jest do dawnych jupek, długie za kolana, z tyłu nadzwyczaj fałdowane w pasie; ubierają je guziki metalowe Z6łte. Biedniejsze, w miejsce przyjaciółek kładą na siebie sukmany męzki.

    8) Czepiec tiulowy u męzatek, spuszczony nieco z tyłu dla pomieszczenia w nim włosów w zwój zawiniętych. Przód czepca oblamowany jest szlarką w ząbki ubraną. Czepiec ma wierzch bufiasty, jest obszerny i siedzi na głowie bez żadnych podpięć.

    Dziewki różnią się w ubraniu od mężatek, noszeniem chustki na głowie w miejsce czepca, i większą ilością na szyi paciorek różnokolorowych, szklanych na jarmarkach nabywanych.

    W dnie robocze, ubiór kobiety mniej jest dostatni. Składa się bowiem tylko z czepca, koszuli grubej, ciasnochy i burka. Trzewików nie używają, chyba w zimie i na święto, razem z pończechami. Podobnie ubierają się do roboty i dziewki, z wyłączeniem oczywiście czepca, który jako oznaka małżeńska, zawsze na głowie mężatki bielić się powinien. Tak więc w dnie powszednie ubiera się kobieta w odzież własnego wyrobu, z wyłączeniem jedynie czepca, na który materya winna być kupną, podobnie jak i niektóre części ubioru świątecznego. Starsze kobiety miewają niekiedy jeszcze czepce z cienkiego płótna, gdy u młodszych już tylko tiulowe się napotykają. - Zimą, osobliwie w czasie mrozu, chodzą baby i dziewki częstokroć w butach i kożuchach męskich.

    Ubiór i tkaniny domowe z okolic Parysowa opisuje szczegółowo p. Stefania Ulanowska w Zbiorze wiad. do Antropol. (1884).

    W Pamiętniku religijno-moralnym (1859) ks. Krupiński mówi: "Lud około Łukowa ubiera się i mówi z mazowiecka. Podzielić go można na 3 warstwy. Chłopi mający się nie źle, noszą siwe kapoty wykładane niebieskiemi taśmami, czapki barankiem bramowane, albo jak latem, słomiane kapelusze. Jest to ubiór świąteczny. W niedzielę i święto ujrzysz ich pojedynczemi wózkami śpieszących do kościoła, odzianych schludnie i czysto; koń dobry, wóz kuty, postawa zuchowata. Drugą a bardzo liczną warstwę, stanowi drobna albo półtoraczna szlachta, tak zwana dla tego, że nieraz cały majątek pana brata wynosi półtora zagona w jeden zaoranego, ciągnący się staj kilkanaście. Cechą tej klasy jest chęć pieniactwa, często o gęś lub kurę; zresztą pod względem oświaty nie różni się od chłopów, jednak z pod oka na nich spogląda, i broń Boże! nie łączy się z nimi związkiem małżeńskim. Dopytasz się też panów braci nieraz i o protoplastę, który z szabelką, na sznurku przepasaną jeździł i pił na sejmikach; dla tego to i prawnuki tak górno głowę noszą. Rzadko który z nich umie czytać, a pod względem ubrania odznaczają się od chłopów pasem czerwonym, którym po staremu siwe przepasują kapoty. Obie te klasy, mieszkające po wsiach, nadzwyczaj są zabobonne; wierzą, w czarownice, strzygi, upiory, zmory itp. Mimo to są i nabożni i szacunek mają dla księży. Trzecia wreszcie warstwa, złożona z mieszczan i oficyalistów dworskich, ubiera się nieco odmienniej od dwóch poprzednich, umie zwykle czytać i pisać, a jak szlachta gardzi chłopami, tak ci i jednych i drugich nie cenią."


     


    POKARMY I NAPOJE

     

    Śniadanie jada się w zimie często przy świetle, w lecie przy robocie w polu i częstokroć stanowi je tylko kawał chleba. Obiad miewa miejsce około 11-12 godziny i składa się z dwóch potraw i zastawiany bywa zwykle na ławie, koło przypiecka, a tylko w czasie uroczystości na stole. W lecie w czasie żniw dodaje się trzecia potrawa i niosą go ludziom w garkach (dwojakach) na pole. Wieczerzają po zachodzie słońca. W żarnach domowych mielą krupy. Chleb pieką także w domu; dawniej piekli go tylko z żytniej mąki, pszenicę zaś

    sprzedawali;. dziś jednak pieką i dla siebie także z pszennej mąki w dni uroczyste i weselne (Chleb sadzają do pieca na łopacie okrąglej, gdy w Krakowskiem bywa ona częściej podługowatą. czworokątną. Do wygarniania popiołu z pieca służy kosior,. zwany w Kra.kowskiem pociaskiem; do żaru i węgli ożeg, do wymiatania słomiane pomjetło.)

    Mięso jadali dawniej tylko w dni święteczne; dziś dwa razy na tydzień. W czasie wielkiego postu i w adwencie kraszą potrawy olejem, w innej porze mlekiem lub słoniną; śledź także zwykłą jest w poście potrawą.

    Do najpowszechniejszych potraw, na rzadko gotowanych (w okolicy Radzymina, Jadowa, Mińska itd.) należą:

    1)      borsc (barszcz) z żyta grubo mielonego (śrutowanego); jest to polewka kwaskowata do której dodają liści burakowych pokrajanych (botwinki),

    2)      żur z rozczynu ciasta chlebowego z dzieżki, który włożą w garnek z letnią wodą gdzie stoi przez noc a rano na gotującą wleją go wodę,

    3)      kluski z mlekiem lub wodą (duże jak zacierki),

    4)      zimne kluski z siadłem mlekiem,

    5)      zacierki (drobne kluseczki) z wodą okraszone słoniną,

    6)      groch z polewką lub kartofle w talarki krajane,

    7)      kasza z mlekiem,

    8)      kapusta (rzadka i gęsta) z sadłem wieprzowem,

    9)      kapusta słodka z kartoflami i mlekiem,

    10)  rosół z mięsem (w Niedzielę gdy kto biedniejszy, w Niedzielę i Czwartek gdy bogatszy). Na kolacyę zwykli jadać:

    11)  kartofle na rzadko ugotowane z kaszą, albo

    12)  kartoflaną zupę w ten sposób przyrządzoną, że kartofle gotowane podają się na jednej misie, na drugiej zaś osolona i opieprzona woda wrząca, do której biesiadnicy wrzucają kartofle krusząc je, a następnie łyżką je wydobywają i jedzą.

    Do gęściej przyprawionych potraw, oprócz mięsa gotowanego, należy:

    13)  groch uwiercony w donicy na massę i okraszony słoniną, zmieszany z szadkowaną kapustą gotowaną i zaprawioną sadłem;

    14)  bigos z kapusty z mięsem (na Podlasiu),

    15)  kiełbasa owinięta w placek (pod Węgrowem, Kossowem) itd,

    Prócz tego ulubione tu są niektóre potrawy (pod Radzyminem, Stanisławowem, Jadowem itd., których przyprawę bliżej nieco określić nam wypada:

    16)  paparacha v. patarucha v. żarty, jest to lemięszka (gdzie indziej zwana także prażucha lub prażona mąka); na ukrop wody rzucają pszeną mąkę gęsto, i gdy się ugotuje, leją roztopioną słoninę i prażą na węglach.

    17)  rozczynia się ciasto jak na bułki i po wyrośnięciu rozwałkuje się na placek cienki, po czem kładzie się na to kupkami jaglaną kaszę uprażoną w słoninie; wszystko to przykrywa się drugim cienkim (takim jak pierwszy) plackiem, dzieli się na pierożki czyli racuchy i stawia się to na piec. Poczem, zdjąwszy, należy to pomazać lub polać tłustością (słoniną) która wsiąka, i drugi raz na piec postawić. Gdy się upiecze, zdjąć i obdzielić pirożkami  ludzi kładąc na miseczki (każdy pierog wielkości pięści) gdyż nasiąkłe są tłustością. A że ciasto stwardłe przybrało różne kształty zwykle ptaka przypominające, więc chłopaki biorąc to do rąk wykrzykują: kra, kra! (jakoby wrona krakała). Sójki te dają się zwykle kolędnikom czyli chłopakom chodzącym około nowego roku po kolędzie.

    18)  Pyzy z gryczanej mąki umielonej w zamach, rozczynione drożdżami; gdy ciasto wyrośnie, robią z niego kulki i na wodę rzucają; poczem kładą to na donicę i oblewają słoniną (robią to w zapusty, w ostatki).

    19)  racuchy v. racużki, placki okrągłe, czasami kapustą okraszone (pod Węgrowem, Kossowem w zapusty).

    20)  pąki (na śniadanie w Niedzielę) są to kluski z kartofli, które trą na masę, robią z tego gałki i dodają do nich mąki.

    21)  giza, nogi wołowe gotowane i jedzone na zimno (w ostatki).

    22)  gorcyca albo zielanina, potrawa z kómosy (ziela) usiekana z kaszą jęczmienną prażoną, i okraszona słoniną. Ziele to jedzą przyprawione w ten sposób w czasie głodu; równie jak i łopuchę, (z żółtym kwiatem) i lipinę.

    23)  podczas v. podczos z rozsady kapuścianej czyli guli siekanej, albo z liści kapuścianych z kaszą jęczmienną; praży się to ze słoniną. Inny rodzaj podczosu stanowi marchew siekana z liśćmi kapusty drobniuchno siekanemi i rzepą siekaną; sparzone w garczku stoi to przez noc całą, wraz z kaszą i sadłem. Zowie się ta potrawa kwaśnicą, jeżeli ilość kapusty lub liści kapuścianych w niej przeważa.

    W wigilią Bożego Narodzenia. jadają z rana śledzia z opłatkiem i wódką. Na wieczerzę jedzą: kluski z pszennej mąki z makiem, suszone owoce (gruszki), kaszę jaglaną z olejem, groch polny lub szablasty z olejem (koniecznie, bo inaczej w roku następnym groch by się nie narodził), kapustę szadkowaną, kaszę gryczaną lub jęczmienną, kartofle; czasami ryby. (Jadów, Dobre itd.).

    Jako napój służy tu głównie wódka czyli gorzałka. W Węgrowie przyrządzają śliwowicę czyli wódkę ze śliwek, zwaną pejsakówka, zapewne dla tego, że ją pędzą i sprzedają żydzi (Pejsy są, to włosy spuszczone z obu boków głowy u żydów.)


     


    MIESZKANIA.  ZABUDOWANIA.

     

    Miasteczka są u nas, jak wiadomo, zamieszkane głównie przez chrześcijan i żydów; częstokroć ci ostatni w przeważającej żyją tam liczbie. Część też chrześciańska zwykle bywa porządniejsza i schludniejszą, lubo większa część domków drewnianych nie jest pokaźniejszą od chat nie jednej wsi; lecz widno że ład lepszy i czystość sprawia to, że powietrze jest tam lżejsze niż w części żydowskiej. Rynki miast bywają dość obszerne i zwykle wolne; czasami jednak mieści się w środku rynku ratusz niekiedy otoczony sklepowemi budami i straganami w kilka rzędów, mianowicie w czasie jarmarku. Główną cechą nieco większych miast (np. Węgrowa), jeżeli te nie należą do murowanych już w nowszym guście (jak np. Siedlce, Biała) zwykle na niektórych tylko uliczkach i rynku brukowanych, stanowią porozrzucane tu i ówdzie drewniane domki, z których wszystkie prawie noszą na sobie piętno starożytności, a niektóre uginając się pod brzemieniem czasu, odróżniają się pochylonemi także od starości i zaniedbania pierwszo-piętrowemi balkonikami drewnianymi z daszkami (gankami), na których bałby się podróżny przechodzień stanąć, gdy o niebezpieczeństwie tym wcale nie myślą strojne w szabas żydówki, produkując się na nich ze swoimi atłasami i złotemi ozdobami. - W miastach takich znachodzą się także oprócz murowanych zwykle kościołów i klasztorów, drewniane starożytne bóżnice żydowskie.

    Wieś każda pobudowaną jest - o ile możności – przy rzece, potoku, stawie lub zdroju, i w ogóle na nizinach, aby gospodarz miał ogród i kawałek łączki przy domu na pastwisko dla dobytku(Czasop. Kuryer Lubelski (1872) pisze: "Coraz to więcej dóbr ziemskich na Podlasiu przechodzi w posiadanie chłopów i cząstkowej szlachty. W tych czasach kupione zostały przez nich wsie Dzierżby i Nakoby; ten ostathi majątek ma piękny dom murowany, któryby bez skrupułu można uczcić tytułem pałacyku; został wystawiony przez dawnego dziedzica tej wsi ś. p. Izdebskiego, prezesa Towarz. kredytowego. - Trudno pojąć, dlaczego niejeden właściciel majątku ziemskiego, umiejętny w zarządzie, pracowity, nieutracyusz, nie może utrzymać się na dziedzictwie, gdy chłopki na małych swoich cząstkach wzrastają cudownie w dostatki, swobodę i życie niezależne. Po wielu wsiach chaty ich wiejskie nowo budowane, pięknie oparkanione wespół z zabudowaniami gospodarskiemi, z ogródkiem i pasieką, wyglądają na dworki; wielu z włościan stancyjki wyklejają, papierowem obiciem, do tego też i sprzęty bywają, porządniejszej widzieć u niektórych można i szafkę za szkłem, gdzie są ustawione talerze, szklanki, samowar i łyżki najzylbrowe (z nowego srebra), i te z czasem nieomylnie błogosławieństwo Boże przeleje na srebrne. Ściany zdobią, obrazki Świętych, z któremi ich nigdy nie rozłączały niewiara i bezbożność. Widocznie Łaska Boska z góry na nich wieje)

    Wsie są po większej części ściśnięte, chata od chaty niedaleko i to w rzędzie, co stanowi niejako ulicę, - lubo ją tu zwykle tylko drogą zowią. Rozwlekłych wsi, chat odlegle od siebie leżących, lud nie lubi. Pojedynczo żyć mu trudno, potrzebuje sąsiada i towarzysza, któryby mu stanął łacno ku pomocy, poradził w kłopocie i dzieląc troski, w pobliżu razem z nim i kieliszek wódki wychylił. Znamy pijaków, którzy tylko w towarzystwie innych upajać się zwykli.

    Mieszkanie włościan, w ogóle biedniejsze na Podlasiu niż na mazowszu stanowi:

    1)      sień dośc obszerna, gdzie często mieści się trzoda, lub konie, ptastwo domowe itd.

    2)      izba o jednem oknie, zwykle nie na ulicę ale na ogród zwróconem. W izbie winien się znajdować obszerny zapiecek tj. miejsce za piecem, gdzie w zimie dzieci bawią się, sypiają, i tam niejako mieszkają.

    3)      komora tj. skład zboża, kapusty, i różnych rzeczy podręcznych , z małem okienkiem zasuwanem lub bez takowego,

    4)      obora, przegroda lub budynek w którym mieści się bydło,

    5)      stodoła na skład zboża w snopach. Wszystkie budynki są z drzewa sosnowego, kryte słomą.

    Wsie i mieszkania tu opisane stosują się głównie do ziemi Stężyckiej (dziś Żelechowskiem zwanej). Lecz niemal to samo dałoby się powiedzieć i o wsiach mazowieckich z okolic Garwolina i Mińska itd., lubo tu na nizinie, chaty szerzej powszechnie są rozłożone a ulice regularniej się ciągną. I tu, jak w Kujawach, na gruntach ogólnych każdej wsi, są części ziemi, różne noszące nazwy. I tak np. na gruntach wsi Wola – rasztowska pod Radzyminem są cząstki: Grądy (łąki), Pod-grądami (nieużytki), Mościska (w lesie), Piskorne (bagno leśne), Zołnierz (bagno), Pokój (pole, po zawarciu pokoju tak nazwane), Małgorzata (lasek w którym się tego imienia kobieta powiesiła), Ciecierzec (bagno), Lelonek (zarośle), Dębina, Smolech (bagno), Glebieniec (bagno), Młodeniec (las), Żydówka (bagno), Za-bagnem, Wądoły (bagno), Karczemka (las), Pod-osiną (pole). Na gruntach wsi Kraszew jest: Stare-pole, Jabłonka itd.

    Chałupy stawiane zwykle (w Mazowszu i na Podlasiu) bokiem czyli szczytem od ulicy, a frontem od podwórza, mają dach kryty słomą. Wspiera się on na krokwiach nad ścianami domu umieszczonych, które to krokwie jeszcze leżą na oczapach. Belkowanie dachu składa się z belek leżących na oczapach w poprzecz i z murłatów leżących na belkach wpodłuż. Przez oczap i murłat idą tyble (gwoździe drewniane); na tem dopiero leżą krokiewki, a na krokiewkach w poprzecz są łaty cienkie; bonty łączą z sobą krokwie; pod łatami na ukos idą łapaki czyli łatki przytrzymujące krokwie. Do krokwi przybite poziomo łaty, do których przywiązane są snopki stanowiące pokrycie; spodni ich brzeg (snopków) ucięty w sposobie okapu, znany jest pod nazwą strzechy. Na słomie, w celu jej umocowania przytwierdzone są poziomo drągi i drążki zwane  dekówka. Na wierzchu zaś dachu leży koźlina; jest to zbiór kołków drewnianych w kozły czyli na krzyż na siebie pozakładanych, spinających kalenicę tj. sam grzbiet poszycia słomianego. Pod nim mieści się wewnątrz tak zwana góra, czyli strych ułożony z bali, na których spoczywają krokwie (o czem wspomniano wyżej); otworem wśród nich zrobionym schodzi się po drabce na dół do sieni. Ściany chałupy, wylepione często wewnątrz gliną, zbudowane są z bali sosnowych dość grubo ociosanych; bale ścienne mają 4 cale grubości, oczapy zaś i murłaty nad niemi 8-9 cali; przy drzwiach z sieni na podwórze, umieszczona jest z wewnątrz zapora czyli zasuwka z klamką. Z sieni idą po jednej stronie mniejsze drzwi do komory, po drugiej większe drzwi do izby. W głębi sieni, z której idzie nieraz tuż za drabką na górę wiodącą, wyciągnięty w górę komin (od którego otwór tu czeluścią, w Sandomierskiem i Krakowskiem gruba zwany, a prowadzący do komina i kapy w izbie), widzimy przytykające do tejże sieni i komory zagrodzenie na bydło, zwane stajenko; na trzodę zaś chlewną jest osobno w podwórzu zbudowany chlewek czasami o chatę oparty. Cała chałupa wspiera się na podwalinie w czworokąt z grubych bali na 12 cali a na 10 szerokich ułożonej, podpartych niekiedy kamieniami, na których czterech rogach unoszą się węgły czyli końce bali ściennych ze sobą spojone w zamek.

    W izbie widzimy ognisko komina nad którym mieści się okap czyli kapa; otwór jego wychodzi z tyłu przez czeluść z zamykaną niekiedy drzwiczkami) do sieni, zkąd komin wyciągnięty jest w górę i nad dachem umocowany łatami. W izbie komin ów łączy się z dużym piecem przy którym znajduje się z przodu ławka, z tyłu zaś zapiecek. Między kapą i piecem bywa zagłębienie, w którem jest sabaśnik czyli piecyk do pieczenia chleba. Nieopodal zwykle od komina są drzwi z klamką wychodzące do sieni; na około drzwi szeroka oprawa drzewna czyli ramy zwane podwój. Nade drzwiami półka długa, ciągnie się wzdłuż ściany; na półce widać stojące rzędem misy, garki, dójnice itd. Obok drzwi na pieńku przewrócony ceber lub dzieżka. Dalej szafa (mówią niekiedy szłafa) zamknięta, mieszcząca w sobie potrzeby gospodarcze. Pod ścianami stoją lawy i różne sprzęty, jak np. łóżko lub dwa z pościelą, kolebka dla dziecka, stół, skrzynka itp. a na sklepisku czyli podłodze z gliny ubitej kilka stołków drewnianych, i różne naczynia i zapasy po kątach rozrzucone. Okna dwa małe, zwykle o sześciu szybkach. Na ścianach, nad łożem, wiszą obrazy świętych (w zioła i kwiaty niekiedy przystrojone) i różne inne malowidła. Pułap dźwiga wielka i gruba belka podłużna (ode drzwi aż po nad okno, równolegle do frontowej ściany idąca) zwana trom czyli tram; w środku wbity w nią jest kołek zwany kula lub kulka do zawieszania zarzniętego i mającego się oprawiać wieprza; trom ten podtrzymuje nad sobą kilka belek poprzecznych na których ułożone są bale i deski stanowiące pułap. Nad łóżkiem zawieszony i przytwierdzony do belki drążek długi do wieszania chust.

    W komorze, która ma małe okieneczko bez szyby (zasuwane zwykłe okiennicą z wewnątrz) mieszczą się różne beczki, sprzęty, naczynia z nabiałem i zapasy gospodarskie. Po wielu chatach (pod Garwolinem, Łukowem itd.) łóżek i pościeli nie znają, sypiając na wyrkach tj. tapczanach słomą usłanych i płachtą okrytych; płachtami się też w miejsce pierzyn nakrywają, bo w chałupie gorąco przy dostatku drzewa. Z tego też powodu nie kojarzą się tu stadła małżeńskie a raczej nie żenią się parobczaki; dla pierzyny, jak to bywa w okolicach bezleśnych.

    Stodoła zbudowana jest na podpartych kamieniami podwalinach z bali 6-8 cali szerokich a 8-10 cali grubych. Na czterech rogach są słupy, których część dolna jako okrąglak wchodzi półtora łokcia w ziemię, część zaś górna nad ziemią 4 1/2 łokcia ociosana do kantu (tj. w kwadrat). W słupach zrobione jest lochowanie (wyżłobienie) na umieszczenie bali ściennych trzy-calowych; tych bali, jeżeli duże, bywa 10-20, jeżeli mniejsze i do 50 sztuk; na słupach leżą wzdłuż oczapy do nich związane a na oczapach belki w poprzecz, a murłat wzdłuż na belkach i całe belkowanie dachu, jak przy budowie chałupy. W środku dwóch ścian podłużnych (przeciwległych) są duże wrota czyli wierzeje; u wierzei są trzy poręcze w poprzek przytwierdzone rzędem (jedna pod drugą) do utrzymania około 10 desek tych wrót (po 5 z każdej strony wierzei); poręcze osadzone w biegunie (słupku z chojaka 4-calowego, przerzniętego na wpół); na wierzchu poręczy przybita do murłata żaba tj. drzewo w którem się obraca biegun. Podłogę stodoły stanowi klepisko (ubita glina lub ziemia twarda), na którego środek zwozi się wierzejami zboże i później je młóci. Po obu stronach tego środka znajdują się sąsiek i czyli miejsca do składania snopów; niskie tu z jednej i drugiej strony belkowanie zowie się sąsiecnica. Podając snopki z woza do sąsieków, robią sobie ludzie z nich okna, dla dogodniejszego ich ułożenia.

    Koło chałup na podwórzu bywają i inne zabudowania, mianowicie chlewek na świnie i prosięta; czasami i obórka na krowy i stajnia na konie j dalej miejsce na gnoje. Są tu i ogródki (nader rzadko owocowe), mało drzewin, lecz dużo ziół (a gdzie dziewki i kwiatów) ukazujące; rośnie tu między innemi i rozsada na kapustę o blado-żółtych drobnych kwiateczkach na wysokich łodygach, zwaną guła. Zagroda cała otoczona płotem zwyczajnym z żerdzi długich przymocowanych do słupków zrobionym, a rzadko plecionym.


     


    Sprzęty. Naczynia.


    Sprzęty w izbie włościanina i poza izbą, są po większej części własnej roboty. Składają się zwykle:

    a)      z łóżka małżeńskiego, podwójnego, wysuwanego często (wysuwa się jeden bok wraz z dnem, które jest podwójne);

    b)      z ławki na około pieca biegnącej; a niekiedy i drugiej obok stołu;

    c)      z obrazów świętych pańskich, kupowanych po odpustach od przekupni Częstochowskich;

    d)      ze stołu z szufladą i listwą u nóg na dole.

    e)      ze stołka z oparciem z tyłu lub kilku stołków i stołeczków do siedzenia

    f)        z fass na zboże

    g)      ze skrzynki na chusty tj. do przechowania szat, bielizny itd. prostej konstrukcyi, czasem z wzorzystemi ozdobami,

    h)      z innych pomniejszych a nieodzownych w gospodarstwie domowem sprzętów. Są tu więc: żarna do mielenia zboża (w sieni stojące); dzieża lub dzieżka (do pieczenia chleba razowego); niecka (do pieczenia chleba pytlowego i do kąpania dzieci), która jeśli jest mniejszą, zowie się niecuska, nieckuska. Do płynów służą drewniane naczynia: ceber z drążkiem zwanym powyrek, na którym dwie osoby niosą ceber, przeciągnąwszy drążek ów przez dwoje uszów cebra; wiadro, maleńki ceberek do noszenia przez jedną osobę; konew i konewka; kubeł przy studni, zakładany na żuraw czyli długi kij do czerpania wody; koryto przy studni do pojenia bydła; wanienka; safeI (szafel) i saflik do pomyjów lub napoju dla bydła. Do nabiału: kirzanka v. kirzenka (we dworze: tłuczka) drewniana do robienia masła; ma drewienko tj. kij z krążkiem dziurkowanym; wierzch zaś kirzanki zamyka wierzchoek czyli przykrywka; szkopek drewniany z uchem do dojenia krów; powęzka, płótno, przez które się cedzi mleko; dzirzka naczynie gliniane do przechowania mleka i masła; dónica do przechowania mleka; faska do masła; duża zaś fasa czyli beczka służy do mąki. Do kapusty służy: kłoda, beczka duża; kłódka mała a szeroka beczka; szadkownica, deska z nożami; siekacz do siekania kapusty i zieleniny. Większa część tych naczyń znajduje się tylko w zamożniejszych chatach; ubodzy kontentują się tylko potrzebniejszemi. Prócz tego jest wszędzie: przetak, rzeszoto, sito lub sitko. Do gotowania, przechowania i użycia pokarmów u uboższych, służy: faska, miska, dójnica, garnek i garnuszek, rynka i ryneczka, selniczka (na sól) jak barełka, stępka  do tłuczenia soli, tareczka czyli moździerzyk drewniany do pieprzu, wąklice czyli stare garki, łyżki drewniane, noże itd.

    Często napotykać się dają po domach warstaty tkackie, na których kobiety wyrabiają, grube płótna, sukno itp. przedmioty. Również i sprzęty gospodarskie, narzędzia i naczynia domowego są wyrobu. Widzimy że i na nie włościanin nie potrzebuje grosza wydać, byleby był zaradny, pracowity i oszczędny. Co sam nie potrafi zrobić, sąsiad dopomoże nie za zapłatę, ale za poczęstunek.

    W chałupie zatem widzieć można staciwy do robienia płótna; złożone one są z słupków, rączek i deseczki z dziurkami do przywijania ; mają nawjek (na który się płótno okręca), bidła v. biedła któremi się porusza i bije płótno, oraz narzędzia: płocha do nawłóczenia płótna, czółnik do usuwania płótna, w którym to czółniku siedzi cywka v. cewka.

     

    Połów ryb. Największą siecią do łowienia ryb jest niewód (pod Kossowem wymawiają niekiedy: iniewód), zapuszczany do większych wód. U niewodu są statiwy drewniane do zakładania onego. Zwyczajnie używaną jest sieć (zwana czasami: niewodek), mająca matnię, skrzydła, gręzidła i chochle (drążki przesuwane od jednej przerembli do drugiej); do chochlów przywiązaną jest linka, drugim końcem przytwierdzona do skrzydła sieci; przy skrzydłach są pławidła, dla lekkości robione z kory drzewa. Żak, jest to sieć rozwarta w kształcie ostrosłupa, na obręczach, z krótkiemi (na parę łokci) skrzydełkami, która ku biegowi wody zapuszczona, przytwierdzoną jest do trzech kołków w kształcie trójkąta wbitych, z których kąt ostry idzie z biegiem wody; napływające do niego ryby, wydobyć się już nie mogą. Kacerz jest to siatka, sporządzona jak torba, z gręzem u dołu, mająca średnicy u góry łokieć lub mniej, przymocowana do obręczy, która ostrym swym końcem zanurza się w wodzie. Nad nią. zaś zanurza się (lub też pod nią się podkłada) druga sieć z mniejszą nieco obręczą, mocno obciągnięta, do której pod spodem przyczepia się żabka lub kawałek mięsa dla zwabienia raków j i gdy takowe zdobycz swą obsiędą, drugim kacerzem torbowatym podejmuje się ich do góry, i wyławia czasem od razu po kilka sztuk. Tym sposobem kilka kop raków nałowić można.


     


    PRACA. ZAJĘCIA
    .

     

    Sprzęty i narzędzia gospodarskie.

    Głównem zajęciem chłopa są prace rolnicze i gospodarcze; obok tego ciesiołka (ciesielstwo), a w części kowalstwo, spław itp. kobiety przędą i trudnią się w części tkactwem grubszych płócien i wyrobów (Ta część przęślicy która u Rusinów zwie się kruzietka, ma u Mazurów podlaskich w Tuchowiczu nazwę krężek; zaś inna część przęślicy zwana po rusku tekło, ma w Tuchowiczu nazwę: pióro). W roli zachowują zwykle dawny sposób uprawy, do czego służy głównie socha. Zebrane zboże i jarzynę przechowują w stodołach; na kartofle mają doły stosowne pokryte darniną; parski czyli piwniczki na nie pod dachem znajdują się tylko po niektórych dworach.

    Zeżąwszy w polu zboże, wiążą je w snopy; do zawiązywania snopów powrósłem służy drewniany zakrzywiony knybel lub knybelek. Snopy układają w kopki mendlami; mendel liczy 15 snopów. Spód takiej kopki stanowi 4 snopy końcami do siebie w krzyż ułożone; nad niemi idzie drugi rząd snopów (4) a nad temi trzeci rząd (również 4), wreszcie na wierzchu kopy leżą 3 snopy. Jeżeli dwa. snopy są przy sobie na dole a trzeci nad niemi w środku w tymże samym kierunku położony (tj. wsparty na nich), zowie się to układać kopki w świnkę.

    Chłopi gospodarze (pod Radzyminem, Stanisławowem) miewają nierzadko po 12 sztuk bydła i koni (Letnią porą pasą je nierzadko na polu w nocy; a wtedy pastuch położy się w pobliżu spać, a konia lub wołu uwiąże na postronku u kija wbitego w ziemię). Krowy bywają zwykle maści następujących: biała, czarna, czerwona (jasnocielista), graniasta (ciemno czerwona), wiśniocha. (ciemnoczerwona z czarnem) , kobielasta (czerwona z białym pasem), pstra  (czarny pas na białem), płowa (siwa), łysa (z białem czołem), twardocha (dająca mało mleka), rogula, krzywróg, zbity róg itd. (W „Wycieczce na Podlasie" 1857 mówi Grajnert: .Zrana o świcie zbudzony zostałem miłym przeciągłym dźwiękiem trąbki z kory olszowej zrobionej, zwanej ligawką, którą pastuch miasta Węgrowa co rano znak daje, oby bydło zganiano na rynek, zkąd je na wspólne pastwisko pędzi. Wyjrzawszy oknem, widziałem wiele krów pojedynczo dążących na punkt zborny, niby żołnierze na appel). Na woły w zaprzęgu wykrzykują chłopi: eć, ać gdy one mają iść na prawo, kse gdy mają iść na lewo. Na konia, wołu, krowę w stajni i oborze, gdy się ma cofnąć lub ustąpić na bok: nastąp się!

    Nawołują w ten sposób. Na prosięta wołają: malu, maluśki! - na świnie: ksuno, ksu! (lub kląszcze się: tu, tu, wieprzuś!); - na kaczki: taś, taś!-na małe kaczęta:  dzieci, dzieci! - na gęsi: cygo, cygo! - na małe gąsięta: pilu, Pilusie! - na indyki: glu, glu! gulusie ! na kury: cip, cip, dzib, dzib! - na gołębie: dyś, dyś ! Szczując psem, wołają: huź, huź - go, - szczując psem świnię: swy, swy! - wypędzając świnię ze szkody: a ció, a ciu! - krowę: a gdzie, a gdzie!

    Czasopis. Warsz. Kronika (1858)podaje list z pod Garwolina:

    „Mała urodzajność ziemi, nie wsparta należytą uprawą, rzadkie, nie pokrywające dostatecznie białawych zagonów, żytnie posiewy, obfitość lasów, czynią istotnie smutnemi te okolice jako i dalsze Podlasie, pełne błot i bagien. Uprawa ziemi, na bardzo niskim stopniu zostaje. Przyczynia się do tego znakomicie brak odpowiednich narzędzi. Socha, której wady obok zalet wykazałem na innem miejscu, w niektórych okolicach tutejszych jest jedynem narzędziem do uprawy roli używanem, najczęściej jednak w osiąganiu tego celu towarzyszy jej i wspiera ją brona. W takowem zaniedbaniu wprowadzenia w użycie innych narzędzi

    do uprawy roli służących, niektórzy rolnicy tutejsi i podlascy, i to do pewnego tylko stopnia, usprawiedliwieni są lekkością gruntu, który obrabiają. W zbliżeniu do stanu natury, jakie tu

    ogólnie spostrzegać się daje, socha czy brona, nie są wyrabiane podług pewnych stałych prawideł przez uzdatnionych do tego rzemieślników. Chłopak wiejski, z dzieciństwa okazujący chętkę do strugania, nauczywszy się potem zręczniej jak inni robić siekierą lub ośnikiem, zostaje wkrótce cieślą. lub kołodziejem, kleci obórki, chlewki, wyrabia wozy i potrzebne narzędzia rolnicze, wspierając zdatnością z którą się urodził, prowadzone tu tanim

    kosztem gospodarstwo. Niejednostajność orki, nierówność zagonów, nieporządek na polu, nieumiejętność, niedołęztwo w kleceniu domów mieszkalnych wiejskich i zabudowań gospodarskich, uderzają nas na pierwszy rzut oka wjeżdżając mianowicie w Podlasie. Chatki wieśniacze godne ołówka pejzażysty w swej malowniczości rozmaitych form, mnóstwem linij krzywych, zgiętych, nieczynią nawet zadość skromnym wymaganiom, do żadnych prawie wygód nie nawykłego człowieka. Budynki przeznaczone dla dobytku, przed natarczywością mrozu upiększone zielenią choiny, wydawałyby się nie źle na przystrojonym kolorami krajobrazie, zwierzętom domowym podzielającym lub wspierającym pracę rolnika nie zapewniają dostatecznej ochrony. Dodaję jednak, może przez zbytnią, oględność, iż nie należy sądzić, aby na całem Podlasiu nie było porządnej chałupy albo obory.

    "Lud tutejszy wiejski życiem swem zbliżony do stanu natury, nie czuje jeszcze potrzeby pracy, nie garnie się do niej dobrowolnie, nie upatruje w niej Jedynej dla siebie ucieczki, nie widzi w niej dźwigni mogącej go fizycznie i moralnie wynieść wysoko; musi być do pracy zachęcany (najczęściej wódką ), naglony (najczęściej batem ). Przy takiem tutejszego ludu usposobieniu, nic dziwnego, że nawet w chatach zamożniejszych gospodarzy spotykamy nieład, niechlujstwo, miasto porządku i czystości znamionującej zamiłowanie lepszego życia na pracy fizycznej opartego, zapewniającego zdrowie ciała, swobodną wesołość, obok przekonania opartego na sumieniu i religii, że czynimy dobrze, używając rozsądnie i skutecznie udzielonych nam od Stwórcy sił i zdolności. Stosunki pańszczyźniane szeroko rozwinięte tu i na Podlasiu, panujące jeszcze w całej swej sile, opóźniają bardzo w tutejszym chłopie nabycie wewnętrznego przekonania o zbawiennych skutkach wynikających ze szczerego pracy zamiłowania, Każdy mi przyzna, że o wyznaczeniu rzetelnej wartości pracy człowieka, o ustanowieniu odpowiedniego tejże wysokości wynagrodzenia, dopiero po zniesieniu zawiłych i nie jednostajnych stosunków pańszczyźnianych może być mowa. Dopóki to nie nastąpi, cóż dziwnego że robotnik przy niedokładnem bardzo ocenianiu swej pracy, nie nabył dotąd prawdziwego wyobrażenia o jej wartości?

    "Na całym obszarze ziemi polskiej, po naszych polach i rozdrożach, rozsiane figury świętych i krzyże, chlubnie świadcząc uczuciach religijnych ludu, który tę ziemię zamieszkują. Krzyż stary, omszony wiekiem, który chłopek w poetycznej obrazowej swej mowie Bożą męką nazywa, pochylony nad drogą, jako puścizna po przodkach, jako świadectwo głębokiej ich wiary, jako widome upostaciowanie pobożnej myśli, która chciała dać wyższy, szlachetniejszy nastrój duchowi podróżnego, wzbudza w nas uszanowanie, odkrywa nam głowę. Nigdzie obficiej krzyżów i figur jak na Podlasiu , u nikogo częściej imię Boskie na uściech, jak u podlaskiego chłopa - mimo to, myliłby się grubo, ktoby chciał z tych oznak powierzchownych wnioskować przychylnie o prawości kierunku uczuć religijnych podlaskiego chłopa. Zbytnia ufność w miłosierdzie Boskie krzewi tu szeroko lenistwo. Wieśniak podlaski nie uprawi sam roli należycie, licząc w tej pracy na pomoc Boską; nie pamięta troskliwie o swoim dobytku, rachując na to, że w znacznej części Pan Bóg go zastąpi w tej mierze; w ogólności nie poprzestaje w swej pracy na błogosławieństwie Boskiem, i jest przekonany głęboko, że część jej Pan Bóg podejmie. Chłop podlaski gotów jest ponieść niejakie ofiary, udzielić, na przykład na potrzeby kościoła drobną część grosza (z którym rozstaje się z trudności:!, ile razy w zamian nie otrzymuje wódki), - postawić krzyż czy figurę, aby tym sposobem zjednany Pan Bóg więcej na niego pracował, aby on sam więcej czasu mógł posiedzieć w karczmie przy kieliszku.

    "W tak opłakanem położeniu wiejskiego ludu, jakże pożądaną jest rzeczą rozsądne, zapobiegające postępowanie jego przewodników. Któż dobroczynniej, a skuteczniej może wpływać na rozjaśnienie głowy, na rozgrzane serca wieśniaka, nad tych, którzy co niedziela po parafialnych kościółkach mają sposobność przemawiać do niego; którzy codziennie mu przewodniczą w uczciwych pracach rolniczych?"

     

    Sprzęt i narzędzia.

    Sprzęty gospodarskie składają się głównie z wozu, jarzma, sochy i brony:

    Socha jest to narzędzie rolnicze, zapewne od czasów pogańskich nie uległe zmianie (mówi p. Skotnicki). Konstrukcya nadzwyczaj prosta; składa się z grządzieli tj. dyszla świerkowego tak wybranego, iżby końce były z zakrzywieniami: do tych przytwierdzaja  się dwie pałeczki, które służą do trzymania a raczej kierowania narzędziem; w grządziel wprawiona jest socha tj. narzędzie z brzeziny, n dołu z dwoma wyciosanymi końcami, na które wbijają się narogi że1azne z ostrzami do krajania ziemi (gdzie indziej : lemiesz). Prócz tego po bokach są dwie odkładnice zwane deskami. Wyrobieniem i wyszykowaniem sochy zajmują się zdatniejsi gospodarze; bardzo mało jest takich, którzy potrafią wykończyć to narzędzie tak na pozór proste; do zrobienia onego potrzeba zdolności. Żelazne u sochy narogi pod Sokołowem, Sterdynią nazywają się sosiska.Są one więcej zbliżono do siebie tam, gdzie idzie o uprawę ziemi dosyć pulchnej; odsunięte zaś od siebie, gdy idzie o uprawę pól kamienistych. Rękojeść, za która chłop trzyma zowie się (pod Radzyminem) korzyść. Do sochy przyczepia się jarzmo. Socha o ostrzejszych narogach zowie się Pognębiacz.

    Radło, zwane także Przysoszek jest to narzędzie o jednym tylko narogu czyli narożku.

    Wozy są zwykle bose (nie kute), mało kosztowne, acz robotą niektórych części jak np. kół zajmują się kołodzieje (stelmachy); mniejszych reparacyj dopałnia sam gospodarz, byleby się chciał tem zająć. Wozy drabiniaste węższe tu cokolwiek i krótsze bywają od tych, które są w użyciu po lewym brzegu Wisły.

    Szlachta drobna (lub majętniejsi chłopi) zaprzągają jednego konika do wozu w hołoblach (są to dwa drążki, niby dyszelki po obu bokach konia), do których używają dui (duja v. duła jest to luk czyli kabłąk po nad chomontem się unoszący) i chomonta z surowcowemi uzwami, które podtrzymują brzegi duji ; ujęta owa duja brzegami uzwów (uzew) podtrzymuje hołoble, a proca surowcowa znajdująca się przy brzegach kleszczy chomonta mocno ściągnięta, ściska kleszcze i utrzymuje sztywno hołoble i odosy czyli odosie (od osi) tj. żelazne pręty lub z młodej brzeziny długie kije kute przy brzegach, łączące osie kół z częścią hołobli na przodzie chomonta i w miarę ściągnięcia chomonta skupiające się, a tem samem ułatwiające zwrot (przedniej osi). wozu w każdą stronę (P. Stefania Ulanowska w artykule o ziemi Czerskiej (Czas 1884) pisze z okolic Parysowa : "Na gościńcu coraz puściej, tylko środkiem ciągnie jeszcze kilka zapóźnionych wózków jednokonnych. Koń zaprzężony w ohłoble drewniane, które mu od szyi zapina tak zwana duha, tj. kabłąk drewniany także, w kształcie litery A, wznoszący się wysoko po nad głową jego, oryginalny przedstawia widok. Wózek na wysokich kołach ma wasąg szeroki, zwykle na czerwono malowany, który się z tyłu podnosi w górę a po bokach obniża się nagle. tak że siedzący wewnątrz wyglądają, jak gdyby każdej chwili byli na wylocie. Koń idzie stępo, z widocznym wysiłkiem czyniąc krok każdy, gdyż nogi grzęzną mu głęboko w miękkim piasku, i turkotu kół nie słychać, chyba wtedy, gdy przypadkiem uderzą o kamień. Wózki przystają koło studni znajdującej się na środku gościńca (drogi) pod wierzbą, sukmany wysiadają slychać zwykłe pozdrowienie: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! - Na wieki' - Jak się mocie?" .- "Jak groch przy drodze" "Co u was słychać?" - ,Nie słychać nic, stara bida się kołace". - I zatem odbywa się pojenie koni i miejscowych i przyjezdnych u olbrzymiego koryta., które od niepamiętnych czasów służy ku temu celowi. We wsi bowiem, wobec obfitości wody cygańskiej (piasku), zupełny brak wody naturalnej, i prócz kilku stawków a dwóch czy trzech studni, ani rzeki, ani strumyczka najmniejszego nie znajdzie tu nikt nawet na lekarstwo)

    Chomonta i Szle rodzaj taśmy szpagatowej spoczywającej na piersiach i na karku końskim, do których tam, gdzie się część karkowa z przednią łopatką konia schodzi i gdzie dwie te taśmy spojone są z sobą rzemieniem, przywiązują się postronki stanowiące zaprząg (Wspomnieć tu wypada o nieszkodliwych żartach jakie nieraz w domowem pożyciu chłopcy stroić lubią. I tak, parobok wbiegłszy nagle do izby doniósł babie, swojej gospodyni, O nieszczęściu, jakie go wrzekomo spotkało. Biorąc się tedy za głowę, biegał on po izbie jak opętany i do przerażonej babki, dopytującej się raz wraz: "a eo to takiego? a co ci to?" - odzywał się krótkiemi, ucinanemi słowy, robiąc przestanki dla nabrania tchu: Ejże, niescęście matko; a to się uzwa (rzemienna u wozu) połamała! - a to się hołobla pognietła! a to się postronek strzaskał! - a to się odosie pomiętosiły!" - Za każdym razem babka wykrzykiwała -o lo Boga! o lo Boga!" - i dość długiego potrzebowała czasu, by się poznać na żartach i niedorzeczności słów parobka.) U zamożniejszych bywa kantor v. kantar v. kentar (mający tu kilka innych także nazw, po chłopsku uzda) z kiełznem i werblikiem żelaznym; w razie potrzeby kiełzno to kładzie się do pyska, a werblik przeciąga się przez kółko, stanowiące spojenie wszystkich rzemieni kantaru. Do powożenia służą lejce (nasielniki do pary). Do poganiania bicz osadzony na biczysku zwanem tu kozicą.

    Gapa jest to rodzaj skórzanej poduszki ze strzemionami i poprzęgiem, lecz bez drzewca i żelaza jak w zwyczajnem siodle.

    Części wozu zwyczajnego są: kłonice (cztery kije czy deszczułki nad kołami w kwadrat spojone), kierownik, dyszel (u parokonnego wozu), rozwora (deska z otworem do sworznia i tylnikiem), luśnie (co się drabiny przesykuje), i u koła: oś, ryfa (żelazna), lon (zatyczka do koła), piasta, dzwono, sprycha; -drabie (drabiny) ustawione są po nad kłonicami. Do smarowania osi służy maźnica ze smołą i z kijkiem do mieszania tejże. - Wozy takie używane i w samej Warszawie (lubo bez drabi).

    Do robót w polu, domu i gumnie, używają się znane po. wszechnic narzędzia: sierp, kosa, motyka, szpadel, rydel, łopata, grabie, siekiera, cepy i szufle.

     

     

    OBRZĘDY DOMOWE

     

    CHRZCINY.

    1. Gdy się chłopu urodzi dziecko, stara. się oto, aby je jak najrychlej ochrzcić i zaprasza w kumy kilku sąsiadów i sąsiadek; a wtedy jadą we troje (tj. ojciec i rodzice chrzestni) do kościoła.

    2. Do chrztu trzyma je matka chrzestna owinięte w ręcznik; dziad kościelny da ojcu i obojgu kumom (a czasem i matce, jeśli ta jest obecną) po świecy woskowej (gromnicy) do rąk podczas aktu, które odbiera po chrzcie.

    3. Potem matka chrzestna daje dziecku koszulkę i czapeczkę, a czasami i pieluszkę; a ojciec chrzestny parę złotych w pieniądzach i plaster miodu. W chałupie jest poczesne tj. krótki, z dwóch potraw złożony obiad. Wynagradzają także babkę (akuszerke) która dziecko umyła do chrztu i oblekła w koszulkę do kościoła, dając jej parę złotych i częstując.

    4. Na chrzcinach nie powinna być obecną żadna dziewka ani panna, chyba domowa (np. w domu służąca lub siostra męża albo żony), lubo i ta często się wówczas z domu oddala, lub toż taka która wzywaną lub proszoną bywa w kumy tj. na matkę chrzestną, najczęściej ze sfery wyższej, jak np. ekonomówna, dworska panna itd. Tyczy się to samo i parobków kawalerów.

    5. Ubiegają się natomiast chłopaki i dziewczyny skwapliwie, o trzymanie do chrztu dziecka z nieprawego łoża (z dziewki) zrodzonego, gdyż są przekonani że dziewczynom len się będzie rodził i wiódł, a. parobkom konie. Ci, idąc w kumy, biorą wówczas z sobą do ręki uździenice, dziewczyny zaś płótna kawałek lub wrzeciono. (Kraszew pod Radzyminem).

    6. Jeśli dziecię przy chrzcie płacze, to będzie zawsze zdrowem.

    7. Ojciec chrzestny idąc do chrztu przez ulicę, nie powinien palić fajki ani cygara, bo dziecku będzie z ust słychać.

    8. Gdy się urodzi chłopiec, trzeba go najpierw (przed pieluszką) w spódnicę owinąć, a będzie miał szczęście do kobiet. Dziewczynkę przeciwnie, owija się w gatki męzkie, by miała z czasem mnóstwo wielbicieli pragnących ją pojąć, i mogła z nich wybrać najlepszego.

    9. Matka nie powinna dziecka swego, choćby najmniejszego i świeżo narodzonego, w nogi całować; bo mu szczęście odbiera.

    10. Narzeczeni nie powinni razem trzymać dziecka do chrztu, bo się nie pobiorą

     

    Przesądy tyczące się dzieci.

    11. Jeśli gość nie usiędzie, to dziecko nie zaśnie.

    12. Dziecka śpiącego nie całować, bo mu się sen odbiera.

    13. Ażeby dziecko (niemowle) uchronić od uroku, trzeba z niem trzy razy przejść przez drogę (tj. tam i napowrót w poprzek drogi) i odmówić trzy Zdrowaśki (Wola rasztowska).

    14. Aby dziecku odczynić urok, matka zliznąć mu go trzy razy powinna z czoła, i splunąć za każdym razem.

    15. Na dziecko małe nie trzeba mówić: żaba! żabka! bo nie urośnie.

    16. Nie brać dziecka do lustra, aby się w niem przeglądało, bo ciężką będzie miało mowę.

    17 Gdy dziecko dostaje ząbki od góry, to się nie będzie chowało (wychowywało, żyło); gdy zaś od dołu, to będzie żyło długie lata.

    18. Jeżeli dziecko (niemowlę) płacze przez sen, znaczy to że matka pierw umrze (niż ojciec); a jak się śmieje, to ojciec.

    19. Jeśli dziecię niema snu, to matka po uczesaniu się, powinna dwa grzebienie, gęsty i rzadki, włożyć dziecku pod poduszkę, a sen się polepszy.

    20. W wodzie deszczowej nie kąpać dziecka, bo choroby wszelkie będzie w siebie wciągało.

    21. W piątek nie kąpać dziecka, bo skłonne będzie do suchot.

    22. W czasie odstawiania dziecka od piersi, kto chce mieć dziecko zawsze tłustem, powinien odstawić je na pełni księżyca; kto je chce mieć ładnem, na nowiu.

    23. Dziecię będzie miało szczęście, gdy się w czepku urodzi. (Gołębiowski (Ubiory) powiada: "Używano i czepki nocne i dziecinne. Dzieci rodzą się w czepku, i takowe szczęśliwemi mniemają, chowając je troskliwie w tem rozumieniu, że z utratą czepca i szczęście-by zniknęło. Wszakże gdy nie zawsze sprawdzała się ta wróżba, i do śmielszych albo i występnych przedsięwzięć dała powód, urągano się mówiąc: W czepcu się urodziła w powrózku zginie).

     

     

    POGRZEB.


    l. Nieboszczyka lub nieboszkę obmyje uproszony oto dziad lub baba, oblecze i śpiewa nad nim nabożne pieśni. Albo też czyni to sam gospodarz i gospodyni, gdy im dziecko lub krewniak umarł. Ubierając do trumny, kładą na mężczyznę koszulę, spodnie, kamizelkę, pas i buty; sukmana zaś pozostaje w domu. Kobietę ubierają zwykle w czepek, trzewiki, pończochy, fartuch i koszulę; niekiedy dodają do tego gorset i chustkę na głowę. Dziewkę ubierają jak do ślubu. Młodym kładą kwiaty do trumny, strojąc niemi zwykle twarz.

    2. Ciało wyprowadzają czasami drugiego dnia, a nawet i pierwszego do kościoła; bogatszych stawiają na kościele (w środku kościoła. przed przybytkiem v. presbyterium), uboższych w kruchcie. Nazajutrz odbywa się pogrzeb. Trumna zamknięta na wieko. Przechodząc koło figury lub krzyża za wsią, przystawają i wieko otwierają. Wówczas ktoś ze starszych krewnych, w imieniu zmarłego, przeprasza obecnych w tych lub tym podobnych słowach: "Dusa ta was prosi, azebyście jej darowali i przebacyli wszystko w cem wam się za

    słuzyła na złe, wsystkie jej wele (względem) was winy i krzywdy wase, jakieście mogli od niej doznać; cy jej przebacacie, cy jej tego niepamiętacie? - A obecni mówią i odpowiadają jeden przez drugiego: Nie pamiętamy jej w cem się nam źle zasłużyła ta dusa, nie mamy do niej zadnej złości; a ten i ów odzywa się: niech śpi z Bogiem! - niech ma odpocynek wiecny! - niechajby jasność Boską oglądała.! itp. Po czem zamykają wieko i odnoszą nieboszczyka na cmentarz. Nad grobem śpiewają znane pieśni nabożne za umarłych. Ksiądz odprowadza zwykle ciało do figury, a czasami i na cmentarz.

    3. U bardzo zamożnych tylko, miewa miejsce uczta pogrzebowa, na którą zapraszają krewnych i przyjaciół. Dziś, rzadko kto (nawet z bogatszych) ją wyprawia. W okolicy jednak Siedlec, Łukowa, spraszają księdza i krewnych na tak zwane Boże objadki, dość skromnie zastawiane.

    4. Siano lub słomę na którem leżał nieboszczyk wynoszą za gumno na pole i palą.

     

    WESELE.

    Ł. Gołębiowski w dziele: Lud polski (1830) mówi; .Młody Mazur sam się oświadcza ojcu, mówiąc; Panie ojcze! czy wydacie za mnie swoję córkę Marynę, czy nie? bo ona mi się bardzo spodobała, i zaraz byśma dali na zapowiedzi; a jeśli nie wydacie za mnie Maryny, to się musiema drugiej postarać.

    „W dzień ślubu pan-młody z towarzystwem idzie do domu panny-młodej; na czele grajek, wycinając od ucha mazura. Po przywitaniach występuje orator, państwu-młodym oddając wieńce, i ma do nich wierszami przemowę. Z wieńca panny młodej starsza druchna oddziela kwiatów kilka, przypina je do boku; resztę podobnież rozbierają druchny, dzieląc pomiędzy siebie i drużbów. Przy rozplataniu włosów panny-młodej na dzieży od chleba, śpiewają druchny;

    Zakukała kukaweczka na wieży,

    Zapłakała Maryleczka na dzieży.

    Zapłakała kukaweczka na Bugu,

    Zapłakała Maryleczka przy ślubu.

    Poczem kładą jej wieniec świeży na skronie. Udać się mając do ślubu panna-młoda rzuca się do nóg ojcu i matce, którzy ją błogosławią.

    Drużbowie dosiadają koni, pan-młody im przewodniczy; za nimi na wozie panna-młoda jedzie z druchnami i muzyką. Wieś lub miasto przejeżdżając, kapela wygrywa rozmaite prowincyonalne tańce i pieśni. Wracając, gdy połowę drogi ujadą, najstarszy drużba. pędzi w tęgim galopie do domu po bochenek chleba: z tym całą drużynę weselną objeżdżając, zaprasza do mieszkania.

    Gdy na miejscu staną, przy odgłosie muzyki wychodzą rodzice, niosąc chleb, sól i wódkę; przyjmują na progu chaty nowożeńców, zapraszają, do domu, gdzie śniadanie zjadłszy, tańczą do obiadu. Przed pierwszą strawą uczty weselnej, gospodyni pije do panny-młodej; całe wesele z okrzykiem bijąc w stół pięściami, przy odgłosie muzyki, woła; . Vivat, vivat! niech żyje panna młoda!" Ta pije do pana-młodego, wśród podobnych że okrzyków; poczem wszyscy zaczynają pić, i życzyć sobie zdrowia nawzajem. Na obiedzie weselnym musi być koniecznie; rosół, flaki, pasternak; a osobliwie groch.

    Po skończonym obiedzie, starsza swacha przystępuje do oczepin; zaledwie pannie-młodej czepek włoży, najstarszy drużba go zdejmuje, kładzie natomiast swoją czapkę, mówiąc: "Brzydko wam w tym kapturze, lepiej w mojej czapce. Tym sposobem każda druchna postępuje, a drużbowie, jak na złość im, zdejmują i kładą czapki, aż do ostatniego, po którym druchna (? swachna) obrządek oczepin dopełnia.

    Po oczepinach, każdy z przytomnych ofiaruje coś państwu młodym na gospodarstwo, do czego zachęca pieśń następująca:

    Poszły druchny swoją drogą,

    już wam wzięto pannę-młodą.

    Krzykną nasze swaki,

    zaśpiewają: Trzeba jej dać,

    nie żałować

    na garuuszek,

    będzie jadał bębeluszek (chłopczyna).

    trzeba jej na łyżkę;

    trzeba jej na miskę;

    trzeba wszystkiego jej dać,

    na gospodarstwo nie żałować.

    Śpiewają także pieśń o chmielu. Szczupłe wiano dziewcząt maluje piosenka:

    Ożeniłem się tu na Mazowsu,

    wziąłem w posagu trzy ćwierci owsu.

    Trzy ćwierci owsu, dwie becki siecki;

    trzeba się ciesyć z takiej dziewecki.

     

    Przesądy tyczące się panien i stanu małżeńskiego,

    1. Panna nie powinna nosić pierścionka karniolowego, bo za mąż nie pójdzie. (Kalo udar z z r. 1820).

    2. Która panna chce pójść za mąż, ta niech w wigiliję Nowego-roku o godzinie 12 w nocy włoży sobie czepek na głowę, i w nim parę chwil potańcuje.

    3. Jak tylko panna siada na kanapie, w fotelu się rozwala, lub czepek przymierza, to z pewnością pozostanie starą panną albo jeszcze co gorszego.

    4. Jeśli dwoje młodych (parobek i dziewka) siedzą przy sobie, a pająk na nich spadnie, to się pobiorą.

    5. Panna która zaśpiewała przy obiedzie, będzie miała głupiego męża; kawaler zaś śpiewający, głupią żonę.

    6. Jeśli kobieta pierąc bieliznę, ochlapuje wodą swoje ubranie, to będzie miała męża pijaka.

    7, Narzeczonemu włosów swoich nie powinna panna dawać, bo małżeństwo nie przyjdzie do skutku. Toż, gdy oboje narzeczeni trzymają razem do chrztu dziecko.

    8. Pannę (narzeczoną) której podwiązka od pończochy opadła, kawaler opuści. Tyczy się to i przepaski.

    9. Jeśli przy ślubie świece na ołtarzu palać się będą niejasno, znakiem to jest smutnego pożycia małżeńskiego.

    10. Ślubnego stroju nie należy dawać do farby (do przefarbowania na inny kolor), bo złe będzie pożycie.

    11. Nożyczki położone na łóżku (przez którego z małżonków) zapowiadają kłótnię małżeńską.

    12. Bluszczu (kwiatu) w domu nie trzymać, gdyż będzie niezgoda w małżeństwie.

    13. Jeśli kobieta w poważnym stanie będąca, patrzy lub zagląda przez dziurkę od klucza do izby lub komory, to będzie miała dziecko zezowate.



    28 listopad 2005 r.
    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005