<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Różne informacje - część II

  • Bitwa o Dobre - 17 luty 1831 r.
  • Lista osób aresztowanych 19-20.01.42 r. oraz wywiezionych do Oświęcimia 17.04.42 r.
  • Proszą o westchnienie...
  • Święta i ludowe tradycje obrzędowe
  • Mazowsze wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Mazowsze leśne wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Mazowsze stare wg. Oskara Kolberga – 1886 r.
  • Morowe powietrze ...
  • „Handel chłopami w dawnej Rzeczpospolitej” Janusz Deresiewicz
  • Chałupa, chata wg. Z. Glogera (XIXw.)
  • Ziemia wyszogrodzka
  • Mazowsze w XVI wieku
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 2
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 3
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 4
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 5
  • Mazowsze w XVI wieku – nazwiska w lustracji z 1578 roku część 6
  • Spis miejscowości w lustracji z 1578 roku
  • Historia włościan wg. W. A. Maciejowskiego r. 1874
  • Obyczaje i zwyczaje do XVII w. wg. Maciejowskiego
  • „Statystyka” parafii Żuromin w latach 1838 - 1865
  • Lista imienna oficerów Wojska Polskiego 1817 - 1830 A - K
  • Lista imienna oficerów Wojska Polskiego 1817 - 1830 L - Ż


  • POLSKA AŻ DO PIERWSZEJ POŁOWY XVII WIEKU POD WZGLĘDEM OBYCZAJÓW I ZWYCZAJÓW
    RYSY DO KRAJOBRAZU (wyd. 1842)
    wg. Wacława Aleksandra Maciejowskiego
    (fragmenty - wybór J.S.) 

     
    ZIEMIE

    LITWA.
     
    Osławioną była Litwa zimnem swojem powietrzem. Najznakomitsze iey miasto Wilno, dwugrodnem od starego i nowego zamku tak nazwane,(3) miało tak przykre , a szczególniey też
    w iesieni powietrze, ie trudno w ów czas było tu wygoić rany , które gdzieindziey , a szczególniey też we Lwowie, dla łagodności klimatu, łatwo się dawały wyleczyć. (1) Z powodu ostrości nieba często zawodziła litewska rola nadzieje rolnika: bywał tu głód tak wielki że nie raz matki ziadały własne dzieci, iak się to wydarzyło r. 1571. (2) Karczem po drodze wygodnych nie było. Dla przejeżdżających więc tędy znakomitych gości kazali wielcy Książęta stawiać po drodze szałasze, i wszelkiemi ie opatrywali potrzebami. Tym sposobem Witołd r. 1423. ugaszczał tu Biskupów polskich.
     
    ŻMUDZKI KRAY.
     
    O Żmudzi i Litwie opowiadano sobie cztery dziwy, uważając że tam iest;
     
    Wiele pościeli bez piór,
    Wiele trzewików bez skór
    Wiele miast beż murów,
    Wiele panów bez gburów.
     
    Bo zachartowany naród, nie sypiał w pierzynach, lecz na materacah; zamiast trzewików skórzanych nosił łapcie z kory drzewa. Mieściny były liche na Żmudzi, zaledwie ie ie płotem obwodzono. Wielu było tu panów którzy ani iednego nie mieli poddanego. Włoskie delicye wcale się tam nie udawały. Kto zasiał w swoim ogrodzie melony, urosły mu ogórki; z nasienia endywij rodziła się boćwina: z pinelli nasadzonych rosły szyszki, zwane na Żmudzi kunkoro-
    zie. Lecz miał ten kray osobliwości których gdzieindziey nie było. Tam z drzewa robiono i kominy, z drzewa robiono świece bo łuczywem świecono, z drzewa były cukry bo po lasach żmudziach było pełno pszczelnych ulow wydających obfite miody. Chłop Żmudzki pojechawszy do lasa z kobyłą tylko i siekierą, wyieżdzał z boru, z. uzdą, uzdienicą i wozem, zrobiwszy sobie zaprząg z drzewa, w którym ani nie było żelaza, ani rzemienia, ani nawet nitki iedney: a jeżeli poiechał na wiosnę do dąbrowy, napił się w niey i wybornej muszkateli, czyli soku słodkiego, obficie z drzew zielonych cieknącego. ' Naywięcey było tu ręcznych młynów


    OBRAZ LUDZI SKREŚLONY
     
    POLACY
     
    Od Brzemienia i Lubic czyli Trawny (3) aż po Bug, Wisłokę; San,
    rosciągały się częścią posiadłości częścią wpływ Lechitów, połączonych późniey z Chrobatami. Charakter ich pochopny do wciągania w siebie obcych żywiołów sprawił, że lud ten biorąc w siebie więcey obcyzny a niżeli ią. mógł strawić, w ustawicznym musiał zostawać ruchu, ażeby przez to mieć środek ocalenia życia, nękanego ciężarem przygniatających go roznorodnych żywiołów. Misternie znarodowił niektóre polityczne urządzenia zachodniey Europy, któremi wsparł swe rządy: stosownie naśladował iey polor, którym wygładził szorstkość obyczajów i przystroił domowe swoje życie; dobrze pojął oświatę włoską, która, zręcznie na własną przesadzić umiał ziemię; ale gdy wśród nieustannego, w domu i za domem ruchu, osłabłszy
    na siłach, nie był w stanie wypielęgnować troskliwie naukowego swojego życia, zbyteczne humory uderzyły mu do głowy, zaciemniły wzrok iego, i omdlałego powaliły, na ziemię, wielkim schorzałe ciało oblawszy mu krwiotokiem,Lechowie i Leszki, snadź naczelnicy gromad polskich w ogniwa iednego narodu ieszcze nie spojonych, długo opierali się Niemcom, wypychającym Słowian z nadelbiańskich krajów. Kiedy Lechowie, czyli jak się ogólnie zwali Polanie, to iest Polacy połączyli się z Krakusami, czyli wodzami chrobackich pokoleń, wnet rzekami Odrą i Sanem ograniczyli polskie posiadłości, ubezpieczywszy ie przez to na Zachodzie i Wschodzie. Na ostatnich krańcach państwa Polanów położone grody, Czerwieński Przemyśl i insze zajęli im Rusini, a od zachodnio-południowey strony umniejszyli posiadłości ich Czesi, tak dalece, że w X. wieku iuź tylko rzekami Odrą i Bugiem było określone Lechitów państwo. Ta okoliczność wprowadziła ich w bliskie stosunki Z Czechami i Rusiuami. O ile pierwsi wraz z wdzierającą się z poza Elby niemczyzną nacierali na Polskę, o tyle ta posuwając się poza rzeki Bug i San nacierała na Ruś. Wreszcie, odparłszy upływ Niemców i Czechów, zabezpieczyli Polacy narodowość swoję od Zachodu, a od Wschodu rozszerzyli ią znacznie, usadowiwszy panowanie swoje na Rusi-Czerwoney. Więcey się ieszcze wpływ Polski rozszerzył na Wschodzie przez styczność z Litwą za Władysława Jagiełły. Po złamaniu potęgi krzyżackiey i do zniemczałego Pomorza zawitał on także, gdy iuź wcześniey, za Władysława Łokietka a więcey ieszcze za Ludwika, poza Tatry przeszedł.
    Obudzoną przez Jana Hussa narodowością, wiedzeni Czesi, zbliżać się zaczęli ku Polakom, ażeby zawiązać znowu węzeł przyjaźni pomiędzy dwoma bratniemi ludami, który przez wdzieranie się na tron polski zerwali byli czescy Królowie. Pod sztandarami naszymi walczyli przeciwko Krzyżakom Czesi iedni, gdy drudzy dla zysku służyli u Niemców. Ow sławny Zyska wojował za nas wespoł z inszymi Czechami pod Dąbrowę przeciwko krzyżackiey potędze. Na wielką tę zażyłość obudwóch ludów pilne miało oko duchowieństwo rzymsko-katolickie a bojąc się ażeby nauka Hussa całą nie ogarnęła Polskę, rozdwajało ie, i nie dozwoliło tego ażeby Jagiełło osiadł na czeskim tronie (1). Mimo to okoliczności pomyślna wiodły ku temu Polskę, ażeby całą połączyła w sobie słowianszczyznę. Jakoż około r. 1499 (2). nastąpiło przez ród Jagiełłów ziednoczenie królestw polskiego, węgierskiego i czeskiego, o tyle, że chociaż kraje te nie pod iednym zostawały berłem, przecież rządzone będąc przez Monarchów iedneyże krwi i rodu. za iednę uważały się całość, znosiły się wzajemnie iwieczny pomiędzy sobą zachowywały pokóy.
    Żeśmy w takież same nie weszli stosunki z całą Rusią, wiele stało temu na przeszkodzie. Od czasu powziętego zamiaru na Zachodzie, ażeby i na Rusi zaprowadzić obrządek łaciński, zdawała się Polska w nieprzyjazney względem tego kraju występować postaci. Przez Litwę większa część Rusi zawojowana w temże znaydowała się co do Polski położeniu. Chociaż Kazimirz W., a więcey ieszcze Władysław Jagiełło i synowie iego, panując w Polsce, Litwie i Rusi przed dnieprskiey, umieli godzić umysły, przecież sam tylko wyższy stan obywateli ruskich pozyskali sobie i Polsce, łaskami ich obsypując, oświatę zachodnią zaszczepiając u nich czyli, iak mawiało greckie duchowieństwo i gmin ruski, wynaradawiając ich. Stąd obawa urosła u Rusinów zadnieprskich, ażeby tąż samą drogą doszedłszy do nich łaciński obrządek i zachodnia oświata, nic pozbawiły ich z czasem udzielności. Druga przyczyna, która Rusinow tych odstręczała od nas, był kształt rządu. Nie przypadł on im do smaku, i przypaść nie mogł, bo własnie w ów czas było wielkie rzeczypospolitey polskiey zepsucieGdy się to działo, ruch wielki dawał się postrzegać w całem życiu Polski, który plącząc coraz to więcey iuź i tak wielce powikłane polityczne narodu stosunki, nic dobrego nie obiecywał. Powiem nieco w tey mierze, o ile tego wymaga dokładnieysze zrozumienie dziejów domowego życia Polski i Rusi.
    Naczelnicy rodzin możnych posiedli Z czasem też same niemal prawa w Polsce, co możne niemieckie rody w Germanij, przy pomocy wyższego duchowieństwa władzę królewską ograniczywszy. Na wzór niemieckiego utworzone rycerstwo polskie wsparło dzielnie Władysława Łokietka, gdy szło o zrzucenie z siebie czeskiego iarzma i poskromienie zniemczałych Książąt szląskich: ale gdy przyszło wyzwolić Króla z pod przewagi panów nie dało mu pomocy. Bo panowie przypuścili do spólnictwa swego szlachtę, a miasta na swoję przeciągnęli stronę wolnością wyznania Skoro dopięli swoich zamiarów, i uyrzeli że im pierwsi i drugie nie są więcey potrzebne, zaczęli ie usuwać od politycznego znaczenia, a porózniwszy mieszczan ze szlachtą, krajowe ogarnęli rządy, z uszczerbkiem monarszey władzy, godząc na to, iak powszechnie utrzymywano w ów czas, ażeby intraty stołowe, to iest majętności ogarneli królewskie, nic stąd inszym nie udzielając stanom
    Odtąd samopas chodziły wszystkie stany narodu, a rzecz pospolita była rzeczywiście w ręku iednego stanu. Możniejsza szlachta trzymała z panami, dzieląc z niemi wszelkie z publicznych spraw spływające korzyści; drobna szlachta ciećkając się z kleynotem szlachectwa rycerskiey pilnowała sztuki, przy zdarzoney porze nigdy nie omieszkując upomnieć się o równość praw z panami: miasta ujęte wolnością wyznania protestanckiego i zostawieniem sobie korzyści przemysłowych, niedbały o polityczny wpływ. A tak każdy był w ruchu, a ieden drugiemu nie wchodził w drogę, gdy dla mało rozwiniętej" oświaty nie widziano tego, że taki stan rzeczy otrętwiałość a następnie chorobę polityczną dla narodu spowoduje. Mazur, Litwin i Rusin, Kozak, Ormianin, Niemiec, Tatar, Żyd i Cygan żył w zgodzie z Polakiem, a zgody tey nawet osierocenie tronu przez śmierć ostatniego z Jagiellonów nie zakłóciło, gdy rządzące stany ponawiając konfederacyą korczyńską z r. 1438. zawarowały to prawem, że każdy uważany będzie za nieprzyjaciela Oyczyzny, ktoby tę spokoyność kraju w czemkolwiek naruszył. Wtedy to nayswobodniey rozwinęli charakter swoy Polacy, i wydali się naylepiey ze skłonnościami swemi, wystawiwszy cnoty swe na widok publiczny, a obnażywszy wady. Posłuchaymy co w tey mierze powiedzieli owcześni pisarze.
    Herman Skedel Norymberczyk, bawiąc w Polsce 1493., takie o iey mieszkańcach wynurzył zdanie: "Polscy obywatele cnotą, rostropnością i łagodnością celują, ludzkość i przyjemność hoynie i otwarcie ku wszelkim cudzoziemcom okazują." Roravius, posłując do Polski 1510. od apostolskiey stolicy, powiedział: "naród polski umie cenić ludzi i wspaniale obdarząc, układnością, obyczajów z nayświetnieyszym teraz europeyskim narodem to iest z Włochy dobija się o pierwszeństwo. "Barklay (w Wizerunku) tak opisał Polaków: "Jestto naród mężny, potężnie ie, próżnowanie lubi. Szlachta nad wszystko przekłada wolność i równość, ale iey plebejuszom udzielić nie chce. Żyją Polacy jako ziemianie i kochają swoją oyczyznę, ale również ubiegają się za zyskiem. Nie pozwalają nikogo więzić aż prawem przekonany będzie. Za zaboystwo głowszczyzną się opłacają. Królów szanują lecz psują prawa; w politycznych rzeczach nie są skryci, a gdy stąd szwank odniosą wtedy płaczą. Są utratni, ale nie szczodrzy. Złemu nie zabiegają. Żadna u nich bez zwady nie może sięobeyść biesiada. Zdraycą nazywany u nich ten, kto na uczcie kielichów spełniać nic chce. Żyią w niechluystwie z cielętami i prosiętami razem. Gospody ich naygorsze, i chleba podróżnemu w nich dostać trudno. Panowie wspaniałe stawiają gmachy, lecz o ich całość nie dbają, stąd pełno spustoszałych tam domów, w których dziurawe są dachy, a przez nie leje się deszcz i słota. We wierze są trwali, ale słowa dotrzymać nie lubią. Księży swych bardzo się boją. Postów przestrzegają święcie." Z rysów tych dobitnie i z przekęsem wyrażonych, poznać łatwo, iakie skłonności miał polski naród: wszakże gdy te cechy, iako będące wypływem owczesnego sianu politycznego Polaków, a więc podlegające zmianom czasu, nie wykazują dostatecznie ich charakteru, przeto należy wyśledzić z dziejow, na czem on istotnie polegał. Nie trudno go będzie znaleść, zważając na to, że Polak odznaczał się zawsze od inszych narodów wylaniem zupełnem dla dobra spółbraci i ukochaney mu ojczyzny.
    " Powiedział nie dawno ieden pan wielmożny, ie w Polsce ślachcic iak gdyby na karczmie siedział: kto przyiedzie musi z nim pić, a żona musi krzątać się około pościeli." Siedzieć ukrytym w domu nie było rzeczą polskiego obywatela. Mikołaj Kochanowski zakazuje tego dzieciom swoim, we wierszach pośmiertnych które im zostawił; gdzie mowi: "uczu-
    je ten nędzę, kto dom zamiłuje, będzie on między bracią (szlachtą) naypodleyszy w powiecie, będzie biedny, mieszkać będzie w dymnym chyzie (w chacie), gardzić nim będą sąsiedzi; nie dostanie on z wianem żony, a w przypadku nikt go nie wesprze." Skłonnościom tym hołdując wszyscy Polacy, oddawali się różnym zatrudnieniom, rycerskie powołanie nad insze przenosząc, a prace ręczne umysłowemi zatrudnieniami przeplatać lubiąc. Właśnie tam gdzie naywięcey podejmować przychodziło wojennego znoju, to iest w Litwie, na Rusi i w Małeypolsce, nauki kwitnęły szczególniey.
    Wielkopolanie, ktorych ziemią podług wyrażenia się Bielskiego rządziła Wenus, więcey domowym oddawali się pracom, przykładem Niemców, z ktorymi sąsiadowali. Ich obyczajem poszli Pomorzanie i Kaszubowie, lud podobający sobie w susach i dygach niemieckich, skąd mawiano o nich, że chodząc kiwają nogami. Małopolanie rządzeni od płanety Marsowej, wojennym więcey oddychali duchem. W pośród nich, tudzież w pośród przyległych im Rusinów rodzili się wielcy bohatyrowie i znakomici uczeni. Wołyńcy-to i Podolanie z natury samey ćwiczeni byli w woynie (mówi Strykowski, tamże), a za ich przykładem szła Litwa i Źmudź, grube wprawdzie ma-jąca obyczaje, ale nieprzyjaciela dobrze muskająca w boju. Z resztą, pomiędzy mieszkańcami polskiego kraju, spostrzegać się ieszcze dały różnice insze, które odosobniając iednych od drugich, poznawać dawały łatwo, że różnych skłonności ludzie obszerną tę zaymują ziemię, i że wszyscy obyczajami i politycznych urządzeń spojeni są węzłem. Lecz różnice te, iako przemijające, nie charakteryzowały narodu nigdy: podobne były do ziawisk niebieskich, błyskających i gasnących prędko. Takim był fanatyzm, chwilowo czepiająca się nas wada. Ciemnota go rodziła, a światło usuwało z widoku świata. Zaszczepiona oświata włoska nie umo-cniła się u nas o tyle, ażeby kierując się nią. naród mogł ostać swobodnie przy pokoju. Protestantyzm skwapliwie uchwycony przez większą część Polaków, utracać począł coraz to więcey zwoleników, odkąd się pokazało, ie mało nastręcza materyalnych korzyści, nic nie mogąc dodać do swobód ktorych iuż podostatkiem mieli panowie, ani też coś z nich ująć. W obojętności o religią zostając narod, obojętnym był więc i na to, że za panowania Zygmunta III. bardziey jak kiedy nalegano na Ruś ze strony Rzymu, ażeby się z kościołem rzymsko-katolickim połączyła. To zniechęciło ku nam i Ruś zadnieprską, wchodzącą iuż w bliższe z Polską, stosunki, przez wybor na Cara Królewica polskiego. Za Rusinami, polskiemu ulegającemi berła, upomniało się ich rycerstwo, Kozakami zwane. Przeciwko więc nim powstało prześladowanie, ażeby i ich samych i kozackie ich, iak je nazywano, nabożeństwo przywieść do uległości. Co do reszty rozdwoiło z nami naród ruski; a nie było nadziei pogodzenia się, gdy iednę i drugą stronę ciemnota wiodła, na wzajemną zgubę dwóch iedno-plennennych ludów.
     
     
    MAZUROWIE
     
    Kiedy ruskie ziemie i Małopolska wyludniane bywały przez napady Tatarów, tym czasem za Wisłą spokoynie siedzący Mazurowie rozradzali się sporo, i zaludniali piaszczyste swoje powiaty. Łatwo więc mogły z tey strony Polski przesiedlać się gromady, iuż to do Prus iuź na Ruś-Czerwoną, iuż do Litwy iuż na Białą Ruś, gdy przeciwnie do Małopolski sprowadzać było potrzeba z zagranicy osadników, aby wyludnioną przez tatarskie napady zapełnić osadnikami obcymi. Pierwsze takie przesiedlenie Mazurów nastąpiło do Prus po roku 1290., gdy utworzone nad Wisłą prusko-chełmińskie biskupstwo niszczący Prusacy aż do Mazowsza wpadali. Tak więc gdy z porady Chrystyana, (który był pierwszy prusko-chełmiński Biskup należący do dzielnicy Księstwa mazowieckiego), tudzież Güntera Biskupa płockiego, sprowadzeni Krzyżacy Prusaków poskramiać zaczęli, radziła polityka mięszać z ujarzmionym pruskim ludem nowo tu prowadzane osady Mazurów; i sadowie ie w okolicy Gdańska i Królewca, Dotąd istnieją tamże te osady, i chociaż z nich niektóre iużzniemczały, przecież aż po dziś dzień noszą nazwisko Mazurów. Przez te osady snadź upowszechniły się tu obyczaje i prawa polskie, doszedłszy aż do Kurlandyi. We wieku XIII. sprowadzali na Ruś-Czerwoną Mazurów Książęta mazowieccy, na halickim osiadając tronie. Aż dotąd są więc w ziemiach ruskich, a szczególniey pod Karpatami, osady Mazurów. Na Litwę i na Białą-Ruś przesiedlali się Mazurowie w XIV. i następnych wiekach, i aż dotąd mieszkają tamże.
    W politycznym swym składzie i w sposobie myślenia rożnili się Mazurowie od Wielko i Małopolanów. Z potrzeby pobratali się panowie polscy ze szlachtą: w Mazowszu niebyło nigdy powodu ażeby toż samo nastąpiło. Dla tego też mazowiecka szlachta pozostała przy dawney prostocie swoiey, nie ubiegając się ani za pańskością, ani za wpływem na sprawy polityczne, tak dalece, że nawet nie widziała w tem własnego dobra, gdy za Zygmunta I. znowu pozwoliły iey losy w iedno państwo skleić się z Polską. Z czasem dopiero przejrzała, i przekonała się o tem, że w połączenia tem raczey zyszcze niż straci, pomimo to, ze panowie w inszem świetle wystawiali iey rzeczy, nie chcąc się w politycznym względzie blisko zetknąć z nieokrzesaną tłuszczą. Mazur pozbawiony środków nabycia lepszego mienia, był ubogim ale nic biednym; a nie zbliżywszy się nigdy do poloru zachodniej Europy, dla tego ie nie przebywał na dworach panów swoich, wielkim prostakiem a nawet głupcem zdawał się być Polakowi. Śmiech nawet i politowanie wzbudzał u rodaków swoich pańskiego stanu, gdy, po śmierci Zygmunta Augusta, po raz pierwszy pokazał się na polu publicznych obrad, w prostym swoim ubiorze, z kijem w ręku i kieszenią pustą, nie mając wyobrażenia nawet o tem co się około nieco działo. Panowie polscy żywili to ubóstwo, ieść im z własnych posyłając kuchni, a mazowieccy, wstydząc się za swoich ziomków, radzili im, ażeby raczey powrócili do domu, a niżeli daremnie zalegali pole. Ale się na nich ofuknęli Mazurowie, i oświadczyli, że nie wprzód rozeydą się do domu, aż wybiorą na Króla, bąć gaweńskie Książe, bąć Rdesta. Odtąd Mazurowie pilnie uczęszczali na seymy, widząc że w masie mogą tu coś znaczyć: ale u siebie w domu unikalipublicznych zjazdów, wiedząc o tem, ze na nich przemagają panowie. Dla tego też (jak mówi Miaskowski), Mazur raczej na targ, niż na sejmik uczęszczać wolał. Kiedy w XV. XVI. wieku Wielko i Małopolska protestantyzmem przesiąkły wielce, u Mazurów zachowywała się w czystości religija katolicka. To, jak mniemani, było powodem Zygmuntowi III., że tu przeniosł stolicę państwa i osiadł w Warszawie. Na co chętnie zezwolili panowie, wiedząc o tem że tak łatwiey będą mogli dokazywać na sejmach przez liczną drobnę szlachtę, która jak roje mrowek mazowieckie zalegała piaski.
    Wszystkie przymioty staro słowiańskie cechowały Mazura. Był on mężny w boju, ale pokoy nad woynęprzekładał. Spokojność i zatrudnienia domowe przenosił nad wszystko, i wysoce cenił pracowite swoje i hoże niewiasty. Gościnność i mierność lubił, do zwady był skory, nie tak wszakże ażeby sam zaczepiał wroga, lecz raczey ażeby mężnie odparł zrobioną na siebie napaść, nie cierpiąc tego, iak mawiał, ażeby mu kto w kaszę dmuchał. Pełno na to dowodów dostarczają owcześni pisarze.
    Strykowski wychwala męstwo brata Mazura, uzbrojonego szarszunem (broń siecznaj, kijcem i pukawką (strzelbą). W czasie dobywania Wielkichłuków za Stefana Batorego, Wieloch Mazur, poddany Lasockich ze wsi Miastkowa, chociaż był postrze
    lony przecież szedł oślep z ogniem w ręku i parkan fortecy palił. Za co Król, nagradzając iego męstwo, szlachcicem go uczynił. W śród boju tęschnił Mazur do żony i dziatwy, niekiedy cichaczem wymykał się do domu, ażeby coprędzej mogł oglądać swoich. Tam on słodkie wśród rolnych zatrudnień spędzał chwile, pianiem swojego gospodarza (tak nazywał koguta) budzony do pracy, zachęcany do wytrwałości przykładem swojey niewiasty, która była tu pracowitsza niż gdzieindziej w Polsce. Błogo było w domkach tych ludzi. Pełno tam były obory, pełne gumna. Chociaż małe role, często nie większenad trzy zagony, posiadał Mazur iednakże nie zbywało mu nigdy czemby, w chędogim swoim i skroinniusienko urządzonym dworku, choynie przyjął gościa. Jeść i pić musiał potężnie gość, ieżeli nie chciał zmartwić uprzeymego Mazowszanina, ktory we wszystkiem skromny, w iey tylko mierze przesadzał. Głownym w domu sprzętem była wisząca na ścianie barda do wyrabiania płocien przydatna, odzieniem mieszkańca tego domu gruba siermięga, iey ozdobą buława którą zawsze nosił za pasem, a krasą twarzy potężny wąs. Szczerość, cnota, boiaźń boża i ochota do pracy, cechowały mieszkanie i mieszkańca mazowieckiego dworka. Skorszymon będąc do zwady niż do rady, nie wyruszył się nigdzie bez potężnego kija w ręku. Dzielnem tem narzędziem nakazywał on dla siebie uszanowanie, niem odpierał napaść, niem uskramiał wroga. Zdobiły Mazurów.
     
     
    Szarszan zardzewiały
    Z poszew opadały,
    Kijec granowity
    Harkabus nabity.
     
    Tak idą na Roki
    Podeprą swe boki.
     
    Zstępuj mu z gościńca
    Rzuca się do Kijca,
    Potym z harkabuza
    Wnet poprawi guza.
    Z uszanowaniem i boiaźnią przepływali flisowie około dwóch kęp, drwalskiey i nieznachowskiey, na Wiśle za Wyszogrodem położonych. Zamieszkiwali ie kłótliwi Mazurowie nazywani Nieznachami, którzy ustawicznie rwali się między sobą, a nikomu mięszać się do siebie nie dali. Guzy potężne czekały nieproszonego rozeymcę. Czubiąc Mazur ieden drugiego wiedział o tem dobrze, że sowicie iutro odbierze co dziś sąsiadowi udzielił chojnie.
    Wielko i Małopolanie wiele sobie powiadali gadek o niezgrabnych i głupich Mazurach, którzy iak szczenięta rodzili się ślepo, o bożym ni" wiedzieli świecie, i nad głębokie swo
    je piaski, niczego więcej nie znali; którzy w domu skorymi będąc do kijca uciekali się do prawa, gdy im przyszło rozprawiać się z nieprzyjacielem na polu bitwy. Wołał raz Mazur na Tatarzyna, gdy go począł kieścieniem (broń tatarska na kształt toporu po grzbiecie smarować, "słysz a czemu mnie bijesz? Jeśli ia tobie co winien patrzże ty mnie sobie prawkiem, a day mi pokoy. "Takie szczególniey gadki bolały Mazurów. Przekonani będąc o swojem męstwie, nayprzykrzey słuchali przymówek czynionych sobie o tchórzostwo.
     
     
    LITWINI
     
    Nie iest celem niego dzieła kreślić całą historyą narodu, lecz raczey wystawić obraz iego życia domowego, a to podług podań polskich pisarzy. Pod tym względem nie dało się o Litwinach nic wyczytać w zrzodłach, ktore mi do ułożenia tego pisma posłużyły. Wprawdzie kronikarze łacińscy podali nie co, lecz tak niedokładnie a nawet mylnie zdali się mi obyczaje i zwyczaje Litwinów wystawiać, żem wolał raczey głębokie milczenie zachować w tey mierze, aniżeli przez powtórzenie ich baśni w błąd wprowadzić czytelnika. Gdy polityczne dzieje narodu, w tak bliskich zostającego stosunkach z Polską i Rusią, wyświecone ieszcze nie są należycie, lubo wielki ku temu krok zrobiło uczone dzieło P. Narbutta, przeto nie można ani nawet pomyśleć o wewnętrznych dziejach Litwy,
    Zanim się do spisania tego rodzaju historji wiarogodne nie pokażą zrzódła. Kilka w tey mierze uwag uczyniłem w ustępie pod napisem: wzgląd na zrzódła domowego życia Polaków, Litwinow i Rusinów w czasach najdawnieyszych.
     
    RUSINI
     
    Z ludami słowiańskiego szczepu, rosciągającemi się od Bałtyku ku czarnemu morzu, tu rzece Bug i siedzibom Chrobatów, spoinie mieszkały fińskiego i litewskiego pochodzenia narody. Tu i owdzie, iak mowi Nestor, żyły pomiędzy niemi i gromady, od Lechitow wywodzące swoy początek, lub w stosunkach politycznych zostające z nimi: naylicznieysze były około Kijowa, nazywano ie Polanami. Wszystkie te pokolenia, z przyczyny że ku wschodowi mieszkały, nazywała zachodnia Europa Rusinami, iakoby brzaskiem czerwieniejących się promieni wschodzącego tu słońca olśnione (rutili): lecz same te ludy nieprzyjmując owego nazwiska, swojem, własnem a wielce rozmaitem, nazywały się, i dopiero wtedy przybierać tamto poczęły, kiedy w IX, wieku skandynawscy Waregowie, od zachodu Rusinami także nazywani, panować im, lubo nic wszystkim zaczęli. Odtąd (w drugiey połowie IX. wieku) nazwisko Rusi z jeograficznego stało się etnograficznem, ale nie powszechnem: bo w długie czasy, iak to z samego Nestora jeszcze widać, tuteysze ludy swojską nosiły nazwę, aż wreszcie obce owo nazwisko przyswoiły sobie. Za zmiana nazwiska, za ujednostaynieniem się nieco obyczajow, (które z przyczyny mieyscowości były u jednych łagodniejsze u drugich surowsze), tudzież za powodem sprężysto-monarchicznych rządów które ta zaprowadzili Waregowie, byłoby się w tych stronach potężne ruskie utworzyło państwo, gdyby nie-polityczny krok Włodzimirza W., (ktory monarchią, swą na drobne pomiędzy synów swoich podzielił części ), nie był stanął temu na przeszkodzie.
    Przybycie Waregów w te strony, sprawiło wielką zmianę, w obyczajach tuteyszych Słowian, a mianowicie też w charakterze mieszkańców zamożniejszych. Bo gdy dotęd przywiązani bądąc do skiby gruntu pilnowali oni roli, teraz zasmakowawszy w awanturniczem życiu błędnego Normana, polubili woynę. W długie czasy niski rycerz Kozakiem nazywany bujał po ziemi i morzu uganiając się za zdobyczą, a Słowianie Waregów ulegający rządom, zaczęli nucić dumki o wyprawach do cudzych krajów, wałęsaniu się po obcey ziemi, i. t. p. Przytoczę ie w polskim przekładzie, ktory zrobił Józef Hr. Dunin-Borkowski: w pierwotworze przywiodę ie w osobnym ustępie, i kilka uwag nad nimi poczynię. Mołojce rano z cerkwi wychudzą
    Oj idą idą i radę zwodzą.
    Radzą a radzą lecz nie jednaką
    Podają radę, ale trojaką —
    Oj do kowala my na robotę
    J do złotnika idźmy, pokujmy
    Miedziane czołna i wiosła złote;
    Potym Dunajem cichym żeglujmy,
    Cichym Dunajem do Carogrodu —
    Oj słychać dobry tam pan na sługi
    Mieszka, i chojnie płaci wysługi —
    Oj sto czerwonych złotych co roku
    Daje, i konia zwinnego w skoku.
    Konia zwinnego, szable, błyszczącą.
    Szablę błyszczącą i sukjen dwoje,
    J czapkę sutą i jasne stroje,
    J czapkę sutą, pannę kwitnącą.
     
    * * *
     
    Oj wczystem polu przy drodze z bliska,
    Biały jedwabny namiot połyska.
    A w tym namiocie wszystkie gromady
    Zeszły się razem, zeszły do rady,
    J głos iednaki brzmi wśrod gawiedzi:
    Oj nie sprawiaymy szuby barwiste
    Zynom ni corkomszaty złociste,
    Lecz wiosła z srebra a czółna z międzi
    A potem płyńmy brzegiem Dunaju,
    Bo słychać dobry pan w onym krają.
    Pan Piotr mu miano, dbały o sługi
    J bardzo hojnie płaci wysługi,
    A kray tam piękny a cudne dwory.
    Oj sto czerwonców daje co roku,
    Zupan jedwabny i rożnowzory,
    J strzałę jasną i dziewkę krasną. — ''
     
    Handel, do którego z natury" miał pochop lud słowiański, ożywiony został przez bliższe zetknięcie tutejszych narodów z Grekami za pośrednictwem Waregów, i nie zabawem skarby wschodu a bizanckie sztuki silny wpływ wywierać zaczęły na ruskie ziemie. Wtedy panować zaczął przepych w domach możnych, a w chacie rolnika dobre mienie.
    Wiadoma iest z dziejów okazałość dworu Włodzimirza W. i ruskich panów: wiadomo z piosnek weselnych ruskiego gminu, iaka zamożność była w domach prostego ziemianina. A lubo przypuścić należy że jak w poezyach każdego ludu, tak i w tych piosnkach nie iedno przesadzone być może, przecież i to przyznać trzeba, że się w tey mierze niecoś prawdy mieści, a to jak mniemam, usprawiedliwia poniekąd wyżey objawione mniemanie moje. W pieśniach kolędowych, których wydaniem zaymuje się obecnie we Lwowie Joz. Hr. Dunin-Borkowski, wymienione są przedmioty, w obecnych czasach prostemu Rusinowi
    albo nieznane, albo insze nazwisko noszące.
    Rosprężone władztwo Włodzimirza W. wystawione zostało na wpływ państw ościennych, a mianowicie też Polski. Przez nią tudzież przez Węgry wciskała się na Ruś oświata zachodniej Europy, a ruscy Słowianie również iak wszyscy ich plemiennicy do wciągania obcych żywiołów skorzy przyjmowali ią. chciwie, lubo nie otyle ażeby się przez to wynarodowić mieli zupełnie. Owszem iak przedtem tak i teraz wydatne rysy spostrzegać się duły w charakterze
    Rusinów, oznaczone dobitnie przywiązaniem ich wielkiem do Monarchy i do narodowości, z tą różnicą, że wyższa klassa ruskiego narodu zręcznie umiała łączyć dawność z nowością, i przy zdarzoney tylko okoliczności objawiała że osobne nosi na sobie cechy, różniące ią od reszty mieszkańców północnych krain; a gmin bez ogródki objawiał zawsze, że od obcych zwyczajów i obyczajów unika; lubo w rzeczy samey i Rusin prosty odstrychnął się z czasem nie tylko od sposobu życia przodków swoich, ale tak dalece poplątał z różnorodną obyczayności sąsiedzkich ludów, że ile ziem a nawet powiatów ruskich było, tyle też różnych a różnych ruskich ludów. W ogóle można podzielić Ruś całą na trzy części, a to stosownie do rządów którym ulegała. Jdąc porządkiem czasu iak się dostawała pod obce panowanie, była Ruś polska, litewska, zadnieprska. Pierwsza i druga " Ruś połączyła się z Polską i Litwą w iedno państwo za czasów Jagierlońskicli: trzecia, państwem moskiewskiem, a następnie Rossyą nazywana, była zawsze samodzielną. Gdy nazwisko "moskiewskie państwo "dopiero odtąd nabrało znaczenia, odkąd na drobne księstwa (udziały) i na wolne miasta podzielona Ruś za Dnieprem spoiła, się w iedno ciało, za, sprawą wielkich Książąt moskiewskich, przeto nazwałem tę Ruś zadnieprską, pomimopo za Kijowom leżała za Dnieprem, i naczelnik siły zbroyney w południowcy Rusi nazywał się Hetmanem woysk po obu stronach Dniepru rozłożonych. Bo ta litewsko-zadnieprska Ruś była nader małą cząsteczką kraju, w porównaniu z ową Rusią szeroce ku Azyi krańcom rościągając, się za Dnieprem: słusznie więc tamta a nie ta zadnieprską nazywać się powinna.
    Nader mało o zwyczajach i obyczaj ach tey Rusi wiedziano u nas; bo gdy Litwini a nie Polacy miewa li z nią styczność, skądżeśmy wiedzieć co mogli o domowem życiu Rusinów owych? Dopiero woyny, które w tamtych stronach prowadzili Stefan Batory i Zygmunt trzeci, bli-
     że litewska Ruśiey nas z nimi obznaymiły. Z tego to czasu pochodzi, cokolwiek się tu powiedziało w tey mierze. Wiadomostki te chociaż są nader szczupłe, wykazują przecież, skąd poszło że słowiański Rusinów tych charakter, wykształcił się dzielnie i przyjął taki chart duszy, iaki w nich dotąd podziwiamy. Zaprzeczyć się temu nieda, ze położenie mieysca wpłynęło wielce na sposób myślenia tuteyszych Słowian, uczyniwszy ich okrotnymi, przenikliwymi, i na wszelkie wypadki życia bacznymi. Wojenne Waregów skłonności nie wszystkich iednakże uczyniły do oręża pochopnymi: bo kiedy zadnieprska Ruś wrzała woyna które między sobą toczyli tameczni drobni Książęta, wtedy Nowogród i Psków, błogim uspione pokojem, cała swa baczność zwróciły na handel, nim i dla niego żyjąc. Srogie boje Książąt, toczono szczególniey w XII. XIII. wieku, uśmierzyli nieco Tatarowie, panując odtąd Rusi tey od XIII aż do XV. wieku, a nawet i do przeddnieprskiey panowanie swe rościącając niekiedy. Lecz we wieku XV. Ruś zadnieprska, złamawszy jarzmo tatarskie, przeistoczyła się w potężne państwo. Ze ie późniey nie przygniotła ieszcze potężniejsza w ów czas Litwa i Polska, to sprawiły ów chart duszy i nowe siły, które po skupieniu się państwa moskiewskiego w iedno ciało wzmocniły ie potężnie. Tak więc pierwiastek słowiański zasilony waraskim i tatarskim wątkiem rozrastał się tu w potężne drzewo, które szerokie swe konary gęstym umajone liściem wkrótce rospostrzec miało nad resztą Rusi, pod litewskiem i polskiem będącą, panowaniem.
    Druga Ruś w odmiennem od owej szła kierunku. Była, iak się rzekło, litewską i polską. Wziąwszy z Carogrodu chrzest święty i bizancką oswiatę dzielnie wpłynęła obudwoma na pogańską Litwę, ucywilizowała wyższe iey stany, i usposobiła do przyjęcia nowszych wyobrażeń zachodniey Europy- Bo gdy następnie zgasło światło nauk w zestarzałem Bizancyum, Rusini ci i rusczący się Litwini, uczuli próżnię w cywilizacyi swojej, i poznali, że ta, zastanowiwszy się w biegu, nie będzie mogła kształcić ich daley, ieżeli skąd inąd nic weźmie nowego zasiłku. W takimże samym przypadku znaleźli się i południowi Rusini, na których przez Kijów i Halicz, naprzód pośrednio, a następnie przez Ruś-Czerwouą, wpływała Polska bezpośrednio. Wiele w tey Rusi zaszło odmian od czasów, kiedy wdzierających się tu Tatarów wypędziwszy Litwini, sami zaczęli panować. Bo za ich sprawą słabe dotąd tuteysze rycerstwo Kozakami nazywane, urządziło się w polężne woysko, które zasłaniając swą oyczyznę od azyatyekiey dziczy, czyniło ją sposobną do rozwijania cywilizacyi. W tey mierze ważne wieki XV. XVI. Wtedy to rozszerzać się zaczęła oświata zachodnia na Rusi litewskiey, gdy Litwa połączywszy się z Polską, otworzyła swoje granice wszelakiemu Iey wpływowi. Ten wpływ naprzód objawiać się zaczął pod względem oświaty, i tuteysze Indy nie były od niey dalekiemi o tyle, o ile w niey widziały środek postąpienia w cywilizacyi, bez narażenia swojej oyczystości; to jest że oświeconeni być chciały, ale nie myślały bynaymniey wyzuć się z narodowości ruskiey. Przede wszystkiem więc starano się tu poznać ięzyk polski i tyle w ow czas ważne łacińskie piśmiennictwo. a usilnie dbano o ięzyk i pismo ruskie: co iei łatwo przychodziło tym ludom zwłaszcza za czasów iagielońskich, kiedy i wielcy Książęta litewscy, od Władysława Jagiełły aż do Zygmunta Augusta, chociaż spolsczeli, ruskiey nie zapomnieli mowy, i chętnie iey używali Władysław Jagiełło(1), umiejąc po rusku tem samem rozumiał po polsku: bo od wieków wielce się do siebie zbliżyły ięzyki obudwóch tych ludów; ale Zygmunt August nieznał ruskiey azbuki , to iest rozumiał po rusku, ale ruskiego pisma czytać nie umiał. Rusko-litewscy panowie mawiali i pisywali po rusku, i dla zachowania oyczystego pisma zapisywali sobie do pisarskich usług ludzi zdatnych z moskiewskiego państwa. Do wzajemnych pomiędzy sobą porozumnien się panowie ci szcze-gólniey ruskiego używali pisma; a kiedy z głębi serca wydobytą myśl wynurzyć im przyszło, ruską wyrażali ią mową. Tak i polscy pisarze, gdy myśl iaką Rusinom ulubioną chcieli dobitnie wyrazić, wyrażali ią z ruska, co z przękęsem czynili nie raz. Większy postęp uczyniła polska oświata w południowej Rusi. Częściey aniżeli w inszych ziemiach ruskich toczone tu boje z Tatarami, Wołochami i Turkami, sprowadzały w to mieysce liczne polskich wojowników roty: którzy bąć pod własnemi chorągwiami, bać w kozackich służąc pułkach, upowszechniali tu język polski. Wiele rodzin polskich osiadało w tych stronach, żyznością Zwabi. mych ziemi, przez co upowszechniał się tu obrządek rzymskokatolicki, a domowe życie Polaków, szczególniey tez ubior i wygody życia, stawały się codzień powszechnieysze. Rusini polubili stróy polski i przyswoili go sobie, wyjąwszy ubior głowy, w czem różnili się od Polaków nieco. W dzisiejszych guberniach pułtawskiey, czerniechowskiey, charkowskiey, i po części w kijowskiey, podolskiey, woronieckiey i kurskiey, od XVI począwszy wieku aż do naypóżnieyszych czasów, goląc głowę zachowywano na niey małe kotko włosów. Na Za porożu, tudzież w guberniach ekaterynosławskiey i części tauryckiey, goląc głowy zostawiono na nich długi warkocz (nazywano go oseletlec) i obwijano około lewego ucha. Do polsczenia tych krajów przyczyniały się najwięcey polityczne instytucye. Zygmunt August w r. 1569. oddzieliwszy południowa Ruś od Litwy, przyłączył ią do Polski, iako równą do równey. Stefan Batory nadał przywileje Kozakom i. t. d. Krótko mowiąc, gdyby religijne sprawy nic
    zamąciły zgody, byłyby się zupełnie do siebie zbliżyły obadwa narody, wszakże nie o tyle ażeby się pierwszy przelał w bryłę drugiego; gdyż nawet ta szlachta ruska, która przez unią przeszła na łono rzymsko-katolickiego kościoła, swoyskości zachowała wiele, a to właśnie charakterowi iey osobną nadawało cechę.
    Ale z gminem inaczey się rzecz miała na całey Rusi. Odwykł on wprawdzie od Rusi zadnieprskiey, i, nad czem pewno każdy braterstwo słowiańskie i zgodę chrześciańską miłujący ubolewał iuż w ów czas, niechęć ku niey powziął w sercu, co dotąd wyrażają iego przysłowia niektóre. Przyjął od Polaków stroy, coś i z ich zwyczajów przyswoił sobie, ale nie wynarodowił się bynajmniej.
    Nie mając żadnego udziału ani w oświecie zachodniey, ani we swobodach polskich, pozostał przy tani co mu ojcowie zostawili w puściznie. Mowę, wiarę i przesady dawne zachowywał wiernie, dla tego że ie odziedziczył od przodków. Dolegliwości różne, których tyle od losu doznawał, sprawiły, że i on nikomu i iemu nie łatwo kto wierzył. Rzekłbyś ze to iest satyryk, który się ze wszystkiego co go otacza naśmiewa, uszczypliwym żartem każdemu. siebie nawet od (ego nie wyjmując pocisku. docinajac. Na co niezważali ci z ówczesnych pisarzow polskich, którzy nam niektóre charakterystyczne rysy o ówczesnych Rusinach podali. Rozważywszy ie należycie, przyzna każdy, że co iuszego mówili oni, a co inszego rozumieli i rozumieć chcieli, i że pod przenośnią sąd swóy o rzeczy obławiali, nigdy otwarcie myśli swey nie wynurzając, i że zapytani pozorną dawali odpowiedź, nie chcąc ludziom obcego (rzymsko-katolickiego) wyznania otworzyć tarników skrytego serca
    Długie, na barki spadające mu, nosił włosy Rusin, ażeby ie lepiąc się w główki tem bezpieczniey przechowywały głęboki rozum kudłatey iego głowy(1) Brzydził się uniją kościoła swego z rzymskim, powtarzając zawsze dzieciom: derzite sia ditki swiatoho błahoczestia. Bo przyjąwszy łaciński obrządek, przyjąćby tem samem musiał i niemiły mu kalendarz nowy, ktory na niobie nawet zmienił porządek rzeczy, i sprawił to, że słonce! księżyc inaczey po niobie chodził u Lachów, a inaczey u Rusi. Gdy rzymscy katolicy wcześnicy obchodzili święta, a dla tego wielkanoc przypadała u nieb na czas, kiedy ieszcze wierzba zwykle nie rozkwitła, miał niby rozumieć Rusin, żeby zgrzeszył przez to, gdyby niedzielę kwietnią miał obyczajem przodków nazywać wierzbową, a (a przypadłaby na czas, kiedy wierzba niepuściła ieszcze. Gdy mu uwagę czyniono, że i owszem zyskałby na nowym kalendarzu, bo uroczystość świętego Jerzego, ku któremu osobliwsze ma nabożeństwo, trafiałaby dogodniey, to iest wcześniej, na wiosnę i na iesień, kiedy ieszcze nie dokuczają przednówek i zimno,
    zwłaszcza gdy sam narzeka na to wtedy odpowiadał spokoynie, że on nie obwinia czas, który od Boga przepisany sobie wieczności przestrzeń zawsze przechodzi iednakowo, ale utyskuje na towarzyszące temuż czasowi okoliczności, a tych nie poprawisz nie dawszy chleba na wiosnę a ciepłego kożucha w iesieni, i pytał zaraz, czyliż czart nic iest ieden i tenże sam zawsze, bąć gdy pieszo chodzi bąć gdy biczem bije (ieździć pogania). Kiedy mawiał, że dostąpił sprawiedliwości w sądzie, uwagę czynił: wygrałem istotnie. Lacmieczem a ia mu nawzajem, uderzywszy go sakwą ( przekupiwszy Sędziego ). Powtarzał, że bieda tam gdzie głowa błądzi, bo wtedy i nogi plątać się musza, skąd śmiechu pełne dziwactwa powstają: jak to bywa u Włochów, gdzie wszystko opacznie idzie, gdzie ludzie iedzą trawę iak barany, iak Cygany w płaszczach chodzą, panów swiniorami, a chleb panem zowią: ale nie wydał się z tem bynaymniey, że mówiąc tak, ma na uwadze łakocie, stawiane na stołach Lachów czyli panow swoich zadał mi rany stróy ich cudzoziemski i cudzoziemską mowę, z ktorą się popisywać lubili, obcemi przemawiając językami. Jagodyński w Dworzankach pod napisem votum Chłopa Rusina, włoskie delicye, uważa za największe przyjemności pospolitego ludu ruskiego: nikomu nic nie dać, łóy barani bez chleba iadąc, masło pijać przykładając doń czasem gorzałki z czosnkiem, leżeć ustawicznie na gorącym piecu w izbie, napijać się często, i co godzina chwostać winnikiem (bić prąt-kami w kąpieli. Włosi pogardliwie dodawali do tego chleb czarny iako ziemia, ser iak kamień twardy, i kwaśną kapustę, nazywając te przysmaki polskiemi iakże delicyami. Lepszeć one są, odpowiadał na to Rusin i Polak, aniżeli iadać robaki, żaby i ślimaki, ktore ty, miły Włochu, za najwybornieysze uważasz kąski,
     
     
     

    PANOWIE I SZLACHTA
     
    W Mazowszu dzieliła się szlachta na pasowanych, czyli na takich którzy od ludzi rycerskim, podług przyjętego na Zachodzie zwyczaju, pasem ozdobionych ród swoy wywodzili; tudzież na szlachetnych, to iest pochodzących od ludzi nowszego rodu, których także i Władykami nazywano niekiedy. Godności i urzędy wysokie piastować w narodzie pierwszem było zostawiono: drudzy rycerskiemu oddawali się zawodowi. Tam-ci nosili tytuł szlachetnych, ci sławetnych albo poczestnych (cześć mających). I we Wielkiey Polsce tak dzielono szlachtę. Na Litwie też i w ziemiach ruskich dzielono ią na wyższą i niższą. W Małey Polsce wyżsi obywatele nazywali się szlachtą: niżsi nosili nazwisko rycerzy albo żołnierzy: li tylko ziemskim oddanych zatrudnieniom Ziemianami nazywano. Wyżsi mieli i obce nazwy Graffów, Grabiów, Hrabiów, a tytułowano ich szlachetnemi, urodzo-nymi, wielmożnemi, mościwymi, miłościwymi, jaśnie wielmożnymi panami; żony ich mościwe i miłościwe nazywały się panie. Wyższych i niższych nazwisko powinno się było kończyć na ski, zakończenie na icz właściwe było gminowi. Pierwsi mieli rody i z nich się pisali , podobnie iak rzymscy Patrycyusze; o drugich było mniemanie że rodów nie mają. Chociaż godności i urzędów głownie pilnowała szlachta, przecież za- zaszczyt poczytywano. iey, iezeli się i do nauk brała. Dlatego też śpiewał Strykowslu:
     
    Jak buyny orzeł śmiele pntrzy ku(1) stońcu.
    Wiedzie ślachectwo ku pranemu końcu.
    Cnoty, godności, przodków mężnie broni,
    Zmazy się chroni.
    Boć to ma ślachcic mieć rzemiesło dwoie
    Albo ksiąg patrzyć, albo mężney zbroie,
    Jednym Oyczyzny ratować w pokoiu
    A drugim w boiu.
    Pogoń moy Gończe ieszcze nie wstydliwych
    Onych ktorzy zle od nauk poczciwych
    Dzielą ślachectwo, ty słusznym dowodem
    Stłum fałsz z ich smrodem.
    Pisarz ten iest ieden z małey liczby owych, którzy w ów czas dobrze poymowali właściwe znaczenie szlachectwa. On także należycie poymował przeznaczenie herbówi dobitnie myśl
    swoję wyraził w tey mierze, we dwoch następujących wierszach:
     
    A bądź ślachcicem wprzod re więc nomine,
    Tegoć potrzeba moy miły domine.
     
    Co znaczyło, że prawdziwe szlachectwo na cnotach szlacheckich zasadzać się powinno, nie na zewnętrznych oznakach, iakiemi były imiona i godła szlacheckie. Atoli uboższa szlachta widząc ie szlachetne zatrudnienia łechcąc dumę żyć iey każą w nędzy, łatwo zniżała się do gminu, i chętnie iego podzielała zatrudnienia. Bo nauki nigdy, a tem mniey w ów czas, nie torowały drogi do bogactwa, a nawet szydzono z nich niekiedy, kulfonami i żakami nazywając tych, którzy się im oddawali szczerze. Nawet i rycerska sztuka, w narodzie woynę za rzemiosło nie uważającym, do zrobienia majątku nie torowała drogi. Niższa więc szlachta zwróciła uwagę swą na przemysł i handel, rycerskie zatrudnienia na zarobkowanie mieyskie zamieniając. Stąd nowe narzekania, zwłaszcza gdy tym sposobem kray był wystawiony na łup nieprzyjaciołom, a woysko regularne (kwarciane) było szczupłe, ażeby bezpiecznie granic Polski strzedz mogło. "Dzisieysi Polacy macają tylko gdzie kupić zagony, mało o Koronę dbając. Nic ich nieobchodzi że Smoleńsk wzięto, że Szląsko dawno odpadło, że Tatarzy plądrują Ruś. Wolą ćci sprawiać (wyprawiać uczty), do Gdańska szafować, kopać zarosłe lasy, kupować stare wsie, stroić swe żony, skakać, chuczeć, pić. " Inni uważali, ie szlachta ubiegając się za zarobkami handlowemi, mięsza się przez to z gminem. " Niestety! (narzekano) teraz się wszystkie stany w ieden kłąb . mięszają, z chłopa wnet szlachcic, dla nędzy chłopem szlachcic, Ksiądz i Pop Iakże chłopem. Szlachectwo, które idzie z poczciwcy cnoty, za nic teraz; leda Wyrwa, Bean przywłaszcza sobie stan ten. Sprosny Korydon nabywszy skarbów zostaie szla-chcicem. tak teraz, i osieł zowie się lampartem, a Koczkodon z małpą chce równać Iwowi. "Rozwodzono żale" że ten co skórmi furmanił, łoy, pierze szvnkował. kupiwszy zagon ziemi wszrobował się we wolność szlachecką: "dla tego szlachectwo upada, i leda kto daie sobie tytuł Mościwy."
     
    CHŁOPI
     
    Gmin wieyski dzielił się na osiadłych i na gołoty: przez pierwszych rozumiano ludzi własności swey nie mających, siedzących na cudzym gruncie i opłacających się za to, bąć pieniędzmi bąć robotą; drudzy wałęsali się, i byli podobni do dzisieyszych wyrobników. Pierwszych nazywano Kmiećmi, i ci byli niegdyś w poważaniu, z powodu że sama szlachta zubożała w ich poczet wchodziła. Płacili oni czynsz około ś Marcina, zbierał go Woyt i odnosił panu włości. Drugich pogardliwie nazywano teraz smardami, smierdami, dawną nazwę smerdów tym sposobem przekręciwszy. Przez nabywanie nauk, tudzież trudnienie się przemysłem i handlem, miał niegdyś gmin otwarte pole, do wydzwignienia się ze swojego stanu: ale gdy w drugiey połowie XVI wieku ustaliło się u nas to zdanie, ze kto się Chamem (gminnym człowiekiem) na wsi urodził, robić i rolę orać powinien; stało się przeto że polskie obywatelstwo miało dwa rodzaje ludzi, szlachtę będącą we wielkiey swey woli, i gmin będący we wielkiey niewoli. Obchodzono się z gminem iak z bydlętami, temi samemi co tamte sposobami zachęcano go do pracy, pilnować musiano gdy co robił bo inaczey próżnował, posłuszeństwo i pokorę za naywiększą poczytano mu zaletę, od uczestnictwa z dworską czeladzią wy-kluczano go, wszystko co miał, a szczególniey pieniądze, zabierano mu (2), a nabywając chłopa podobnież go iak bydle oceniano. Ucisk i nędza stopniowo upadlała tych ludzi, aż wreszcie upodliła ich zupełnie.
     
    BARWA CZYLI SŁUDZY
     
    Ludzi czyniących za pieniądze posługi na pańskich dworach i noszących barwę czyli liberyą, nazywano sługami, gdyż nie tylko pana ale i Dworzan pilnować, czyli usługiwać im byli powinni. Młodszych wiekiem zwano chłopiętami i pacholętami, starszych pachołkami. Tamci nosili za panem i za Dworzanami złociste czekany (laska z toporkiem), i buzdygany (laska znamionująca urząd, iak np. marszałkowska) turkusami sadzone, przypominając Giermków z czasów giermańsko-rycerskich, ci inne czynili posługi. Byli to różnego pochodzenia ludzie, krajowcy i cudzoziemcy, zdrowi i dorodni, kalecy i ułomni. Jch postawę i sposób myślenia tak opisuje stara broszura:
     
    Lubomienne potwory, drogokupne dziwy
    Gluchowie, Migdonowie, y zastęp ślachciwy
    Błaznow zacnie bogatych przemożnych kuglarzow,
    Cześć nieoszacowana ukraśnionych łgarzów,
    Karłów trzody przepyszne, y drogich psów roje
    Głaszczouchów radosnych pełniuchne pokoje,
    Krzywonogich pigmeow, dlugowięzych drabow
    Smiechorodnych sąlbierzow, piszczkow darmoiadow,
    Cić mieysca osiągnęli mędrzeyszych Muz wszędy
    Przyidzie mędrzec do dworu z zacnemi mowami
    Tam stanie iako małpa wnet miedzy wieprzami,
    Wnet mu wara ty duda, ty miauczysz po skolsku,
    Łacinąś tylko mądry, a błazen po polsku.
     
    W czasie wojny kokoszey gdy się drobna slachta pogniewała na panów, i wielu ze sług odbiegło dworów, panowie odtąd zmuszeni chować sługi cudzoziemskie, przyjmowali do usług zagranicznych ludzi, Chrześcian i pogan, białych i czarnych, iako to
    Murzynów i Cyganów. Próżniackie prowadzili życie ci ludzie. Podług rejestru przyimował ich Marszałek dworu, tak że częstokroć sam pan nie znał sług swoich. Przyimowanym na służbę opowiadano obowiązki Sługa wpisywał ie sobie w rejestr, ażeby gdy mu każą co robić zaglądał zawsze w tenże rejestr, i nad to co w nim stało nic nie robił więcey. Z próżniactwa iedni zostali Prorokami, drudzy Kaznodziejami. Albowiem gdy kazano słudze iść gdzie, albo mu rozkazano co zrobić, uwagę czynił temu ktory mu rozkazy dawał: "pewno tam tego nie będzie, nie masz tego pewno;" albo co sam miał uczynić sługa, drugiemu rozka-zrywał to zrobić. Z tego powodu tamtych Prorokami, tych Kaznodziejami nazywano. Głuchy rozkazów nie. dopełniał tłomacząc się ze nic dosłyszy, Karzeł wymawiał się że nie ma po temu siły, ten uwagę czynił że to nie iest iego obowiązkiem, tamten że ma insze zatrudnienie a nie to co mu spełnić kazano. Do lekkiey służby kilku biegło razem, od cięższego obowiązku uciekali wszyscy iak od ognia. Gdy plunął pan trzey słudzy zacierali iego plwociny, gdy się umywał czterech podawało mu tuwalnię. Wśród liczney zgrai służalców nie było często usłużyć komu, tak że panowie polscy, a między innemi Wo-jewoda rawski, mawiali często: "kazał pan, musiał sam; płacimy ieno za to sługom ażeby razem z nami iadali " Ale po zapłatę przyiśc żaden nie omieszkał, i przynaymnicy wtedy dowiadywał się pan o tem, że ten lub ów u niego służy. Gdy pewny Biskup płacił przez swego Podskarbiego suchedni dworowi, ieden łotraszek wyciągając rękę, został zapytany czy i on służy?" tak iest, rzekł, służę i ja, robiąc to co i drudzy: to iest iem i piję" . Porządek między tą zgrają czynił Marszałek, iednych karcąc drugich karząc. Naywięcey miewał biedy z pacholętami. Miasto chłosty sadzał ichw koszu na czas pewny, i takich to nazywano koszowemi rycerzami
     
    UTRZYMANIE DWORU
     
    Łatwo było panu utrzymać wielką Dworzan i sług zgraję, bo tylko drugich opłacał i to nienaylepiey, tak iż sługa własnemu zostawiony przemysłowi żył z łupieztwa, pańskie lub cudze okradając dobra Zwykle słudzy czekać musieli na wysługi, oprócz żywności, mieszkania, nic niebiorąc od pana. A i pieniądze na żywność nie dochodziły ich regularnie. albo dochodziły w małey nader ilości; bo najniższego rzędu służebni ludzie, na krolewskim nawet dworze, po cztery złote na miesiąc brali na życie. Płacić ie nazywano dawać suchedni, niby nagrodę za to że o głodzie czekając na zapłatę, mimowolnie pościli, dnie mając suche. Nie ieden Dworzanin strawić musiał na pańskim dworze lat kilka, póki mu nie dano wy-sługi. Ale gdy przyszedł ten czas pożądany, wtedy się oświecił rysim albo sobolim kołnierzem (1) dostawszy chleba pańskiego. Wtedy, stosownie do zasług, pan dawał iednemu na dziedzictwo wioskę, drugiemu sołtystwo, innemu młyn albo karczmę.

    DOM SZLACHECKI I MIEYSKI
     
    MIESZKANIE.
     
    PORZĄDNE
     
    Oto iest zewnętrzna i wewnętrzna postać domu szlacheckiego w XV. XVI wieku:
    Na dziedzińcu stała studnia, z której powrozem wyciągano w konewce wodę. Domek był chędogi: składał się z pokoju dużego i mniejszego,. czyli z komnaty i alkierza, okna opatrzone okienicami szły z pokoju ziemiańskiego ku oborze, gumnowi i stayui; z pokoju pańskiego ku kuchni, spiżarni i piwnicy. W komnacie były ławy (poławniki, pokryte ialiową tkanką (spalerami); na stole leżało rozciągnione sukno zielone, na nim ciekący zegar ( klepsydra; przesypywaniem się piasku czas oznaczał; po oknach stałyśklanki i donice, a w nich kwiaty ulubione, lilii, konwalii, róży. Podłogę w lecie potrząsano pachnącem zielem i kwiatami, majeranem i goździkami. W około stołu stały zydle, a po bokach stołki, nayczęściey jaworowe. Ze smolnego drzewa, zwykle z jodłowego, stawiano domy ( Gorn. rozmowa str. 16. mówi: "my zamków, domow murowanych nie mamy, w podłem drzewianem budowaniu majętności nasze chowamy." ) ich ściany opatrywano grzędami, tojest kołkami do wieszania sukien: Na nich wisiała zbroja i obrazy, wystawiające iuż to krajobrazy, czyli landszafty, iuż przedmioty ważniey-sze z pisma świętego, sceny wyjęte ze świeckich dziejów . tudzież przedstawiając malowidło męża i białogłowy, trzymających się za ręce ze stosownemi napisami. Nad rękami był napis miłość. Nad głową rnęża honor, nad niewiasty prawda. U szlachty protestanckiey, miasto wyobrażenia świętych, wisiały po ścianach obrazy, wystawiające Faunów, Kupidynków, Wenerę i Fortunę. Na ścianie wisiał także kalendarz, z którego wyczytywał szlachcic poczet ważniey-szych swoich zatrudnień, tudzież czerpał prawidła życia. Domy oświecano łojowemi lanemi świecami. Po bokach izby stały skrzynie na kotkach do toczenia i łóżka. na których podług możności materace albo sienniki , wezgłowia albo proste kołdry, kobierce albo kilimy ( połkobierce ) rospostarte leżały. Porządki domu chluynego tak w krótkości opisał Rey: "staray się aby za-wzdy na ścianie zbroiezka chędogo wisiała, koniczek na staniu zawzdy gotów był, służka poczciwy, nie opiły, nie wszeteczny, ażeby tobie był ku czci i posłudze, czasu potrzeby przypadłby. "
     
     
    NIECHLUYNE.
     
    Przeciwnie w niechluynym domu wszystko było opacznie. Tam widać było kufel brudny, garnek o iednym uchu, w oknie wiechcie, stół iak gdyby pomalowany. bo wszędy wzory po nim kędy się piwo lało. Kafel gliną zalepiony, na ławie mógłby rzepę siać i tylko kiedy nie kiedy ścierano go plugawym lisim ogonem, pościel brudna, izba zimna a nie umieciona, jastrząb ściany popryskał, szczypców nie było przeto nożyczkami knot ucie-
    rano u świecy. Czasem widać tam było i dostatek, ale ten nikł wśrod niechlujstwa domu. W brudnej koszuli siadywał gospodarz za kobiercami i za oponami. a łóżko brudna przykrywała dera. Pełno było po komnacie rozrzuconych tłomoków, nadzianych różnemi sukniami.
     
     
    HERBY
     
    Ozdobą zewnętrzną osoby i mieszkania szlacheckiego były teraz herby. Nosiła ie szlachta na sygnetach, nosiła na sznureczku na szyi, wyciskała na czerwonym albo zielonym
    wosku. albo malowane na tablicach umieszczała na wrotach swojego dworu. Wyszywać ie kazała na darach które rozdawała, a szczegolniey tez na ofiarowanych do przybytku pańskiego ornatach. Niektóre z takowych pamiątek aż do dzisieyszego przetrwały czasu. Uważano herby za księgi cnot szlacheckich: mawiano o nich że one wabią poczciwych do siebie, ażeby się o nie podobnie zasługiwali, iak. się ich dosłużyli przodkowie. i zostawili ie w puściznie następcom swoim. Herb każdy stał we właściwem polu, bo też w polu i zbroizyskiwano go, a nie w karczmie, nie za łokciem, nie lichwiarstwem lecz przez rycerskie czyny. Herb przypominał potomkowi czem był iego przodek, i za iaką przysługę wyświadczoną oyczyźnie nabył herbowey ozdoby. Były więc herby poniekąd hieroglifami dzieje szlacheckie opowiadającemi. Opisywał ieden. jak nabywca herbu harcował na Szwabie w Choynicach, iak ten proporzec na harcu knechtowi wydarł, za co jego przodka rycerzem zacnie pasowano i dano mu orle skrzydło do herbu. Gdy herb dom szlachecki zdobił, więc też przez wyraz dom rozumiano szla-chectwo i wszystko to co ie zdobiło, jako to: sława, dzielność. zacność. Hańba spadała na każdego ktory splamił niecnotą znakomite zasługi herbowego swego przodka: zwano go zadkiem rodu. O takim zaś który podłą intryga nabył kleynotn herbowego mawiano. że ma mey we swoim herbie. 
     
    OBRAZ SZLACHCICA.
     
    Zacność szlachty wynoszą pod niebiosa owcześni pisarze, a uczciwość w nię wmawiając uczą ią przez to, iak się ma prowadzić rostropnie. Mowi Mokrski : "Każdy szlachcic
    polski z urodzenia słońcem iest. Rodzi się iako słońce z gniazda szlacheckiego, świecić też ma iako słońce promieniem cnot szlacheckich, wszystkie chmury które ćmią sławę iego ma rozbijać. " a Gornicki : " szlachectwo iest iako rozpalona pochodnia, ktora obiaśnia i kładzie przed oczy dobre i złe człowieka sprawy, " iako też nadzieję czci a sławy. " Przyczynę tey świetności dobitnie opisał Wituński. Miał iey odpowiadać nieskazitelny szlachcica charakter, i w równi iść z zacnością rodu i swobód iego: lecz zły kierunek nadany oświacie i gospodarstwu ziemiańskiemu, sprawił że Ziemianie polscy nie zupełnie odpowiedzielipięknym owym nadziejom, które powzięto o nich. Mniemano w ów czas, że charakter szlachecki gruntuje się: na wierze rzymsko-katolickiey, na łaskawości ku poddanym i sprawiedliwości, na szczerości staropolskiej, miłości ojczyzny i poważaniu współbraci; lecz wyjąwszy trzy ostatnie cechy, całemu narodowi właściwe, reszta rysów ktore w tym obrazie umieszczono częścią były świeżo wsunięte w niego, częścią były mu obce. Szczerością serca, miłością oyczyzny i społbraci od wiekow odznaczał się Polak, a z przyrodzenia i politycznego stanu kraju ku toleran-
    cyi wiedziony będąc, za braci swoich uważał i szlachtę inszych wyznań. Względom poddanych swoich ani był sprawie. lliwyni ani łagodnym, bo i owszem, z roli tylko żyjąc, ostatni grosz wyciskać musiał z Chłopi, ażeby miał nakład na utrzymanie świetności rodu, 

    PRZYJEMNOŚĆ WIEYSKICH ZATRUDNIEŃ

    Szlachcic polski uważał gospodarstwo wieyskie za zatrudnienie ciału i duszy pożyteczne. Kto ie polubił nie trapiła go wydworność, ani pociągała ku sobie okazałość dworska, żądzo i wyniosłe przemysły dobrego mienia. Nie trapiły go nowiny straszne. zachodzące z różnych państw o wielkiem krwi przelewie za mniemania religijne. Jego sen przerywany nie był żądliwą dworską zazdrością, ani zrzącą nienawiścią, ani go nie zajmowało zamyśliwanie ku podejściu bliźniego. Żywot gospodarski wszystkie urazy, frasunki, w człowieku uspokajał, i one troskliwe, niespokojne, zabawy pańskie odpędzał. Utwierdzał Ziemianin swoy żywot postępowaniem według Pana Boga, a pieczołowaniem około gospodarstwa będąc zajęty bez obrazy ludzkiej, pędził żywot najświętszy i ze wszystkich najuciesznieyszy. To dla niego nieśmiertelna roskoszą, i nad insze najpożądliwszem było dobrem. Szczęśliwość takiego żywota wystawiając broszura stara, wyraża się w tej mierze:
    Dobrać iest Kondycya na świecio każdego,
    Kto się; nią kontentnie nie pragnie cudzego.
    Niedba tam o intraty y wystawy czyie,
    Dosyć na tym, że y on iako slachcic zyie.
    Niedba, kto w złotogłowie kto w sobolach chodz;
    Kiedy y on nie nago; ani mu to szkodzi
    Że go y na tureckich minie kto woznikach,
    Kiedy y on nie pieszo. A nawet w trzewikach
    Kto chce złotych niech chodzi, iemu dosyć na tym
    Kiedy y on nie boso.
     
    Z powołania będąc rolnikiem i rycerzem szlachcic polski, uważał gospodarskie zatrudnienia, za wytchnienie po pracy, szczęśliwy gdy mogł zdiąć z piersi hartowną zbroję, a wziąść krótko-rękawny kaftan, wygodny do prac wieyskich. Czasem i ten. zaciężył mu, i nie raz zostawił go gospodarz na mędlu w polu, a miasto tego przypasywał fartuch. On który uganiając się za Tatarami, dni kilkanaście nie zsiadał z konia, w doma bawiąc o sześć nawet stajan nie pojechał na kłosaku. Kazał Matusowi (parobkowi) zaprządz do karetki, a dla posiłku ciała zabrać w nię smaczną przekęskę, i wstawić na wózek chłodnego piwka. Tym czasem Woytaszek (drugi parobek) przyniosł mu szeroki kapelusz ażeby się ochronić od słońca, pachniące rękawice włożył mu na ręce, a wezgłowie (poduszkę) miętkotkane pół-atłasne nasypane pierzem podesłał mu łagodnie. Nawet i tak wygodnie wybierającego się w pole, zatrzymała w domu czuła małżonka. "Nie iedzcież teraz moy namilszy, wszakże piecze słońce, i w nocy małoście spali, iak wiecie: lepiej się prześpijcie pod namiotem w sadzie; ia każę utkać okna wszędzie ażeby was przemierzłe nie budziły muszyska; wszakże godziłoby się wprzód czem posileć." A na to wygodniś małżonek odpowiedział jej: "Dobrze mówicie Hanuchno, niechajże mi zagrzeją poleweczki z iajem, a na przekąskę przygotują pieczone kurczątko z sałatą, a do tego chłodnego postawią piwa. Zabawiwszy się troszeczkę snem lekkim dopiero póydę na pole"
     
     
    ZATRUDNIENIA I PRZYCHODY WIEYSKIE
     
    Wieyski gospodarz miał wszystkie swe zatrudnienia rozłożone na pory roku, podług przemysłu którym się trudnił, podług prac którym się oddawał. Rachował on przeciąg czasu od mięsopust do ś. Jana, odtąd do ś. Marcina, odtąd do god czyli do nowego roku. Po tej porze mięsopusty następowały, a z niemi zaczynał się nowy, rok gospodarski. W przeciągu tego, czasu albo się trudnił ziemiańskim handlem. albo pracował w ogrodzie, albo rolę sprawował, budował stawy, chodował pszczoły i trzody owiec, albo z pola zbierał zboże, albo drób wypasał na sprzedaż do miasta: tym czasem gospodyni trudniła się przędziwem i nabiałem. Dochody więcz dóbr, ziemskich stanowiło: zboże, bydło, wełna, konopie, lny, miody, skóry, łoje i nabiał wszelki, a pod miastami nawet chróst i trzcina
    Cieszył się Ziemianin gdy przyszedł święty Wit i słowik był cyt: bo zbliżał się czas żniwa, i nagrody za ciężkie znoje. Zbiór z pola był mu prawdziwa zabawą. Przy żniwie rozlegały się po polach piosnki dziewek i okrzyki parobków. Gospodarz doglądając pracujących nie próźnował, ale tym czasem gonił w pobliskości przepiorki. Albo okoliczny (w około siebie) opasawszy fartuch, sam wiódł żeńce do pracy; albo przyglądał się iak panienki len wybierały, iak z ogrodów rozpłodzone zbierały osiewki. W iesieni także, czy orano, czy włoczono, czy zbierano rydze i insze grzybki, czy łowiono ptaszki, śpiew rozlegał się po polach. Majętniejsi opatrywali (ob-jeżdżali) folwarki, wchodząc w naydrobnieysze szczegóły. Doglądali i tego czy każdy z nich w dostateczną liczbę drobiu iest opatrzony. Na wielkich folwarkach powinno się było znajdować kokoszy kopa, i gęsi starych kopa co by się legły, oprócz gąsiorów.
     
     
    OGRÓD WIEYSKI
     
    Prawdziwą roskoszą dla rządnego gospodarza był ogród wiejski, sadem zwykle nazywany. W nim on sadził i przesadzał, róże, rzodkwie, sałaty, rzerzuchę, maliny, ogórki, majeran, szałwiję i inne ziołka. Siał włoskie grochy, szafran morawski od zagranicznego lepszy, i wysokie kopry. Sadzał pestki brzoskwiniowe, morellowe, marunkowe, szczepił włoskie orzechy. Winne rozpładzał macice, tudzież chrosty zielone, wydające kosmate jagody, a panienki siały kwiecie, rozmaryn, lilia, majeran, lawendę szpikanardę. Sadziły cyprys, i mirt ktory niedawno zjawił się w Polsce. W tyle ogrodu był chłodnik przeplatany klonem gałęzistym, sadzony nad przezroczystym zdrojem, w którym wysokie dęby stały i mkła sosnina, lukrecya dziko po gajach rosła
     
    ORACZKA NAD BAŁTYKIEM 

    Zastanowić powinna oraczka nad Bałtykiem i na Białej-Rusi, która się szczególnym odbywała sposobem.
    W zimnych nad Bałtykiem krajach rodziły się małe koniki, iżby trudno uwierzyć, ażali tak małemi stworzeniami można było posługiwać się w doma i w polu. Tem bardziey zaś zastanawiać to powinno, że tameczni rolnicy zamiast ulżenia konikom swoim, nie używali nawet żelaza do obrabiania ziemi, lub mieli pługi z małym a lekkim kawalcem żelaza, do którego zaprzągłszy iednego konika, robili w ziemi nader płytkie brózdy. Albowiem nie lemieszem, ale drewnianemi zębami skiby ziemie rozwalali; co tem więcey zadziwia, gdy wiemy że tameczna
    ziemia była bardzo twarda i piaszczysta. Wybierając się gospodarz w pole, brał z sobą wielką ilość takich drewnianych zębów, ażeby gdy się zepsuje jeden, zaraz był drugi na pogotowiu. Czynił to z powodu zabobonów, bo się utwierdził w tem mniemaniu, że gdy użyje do uprawy roli żelaza, będzie miał niepomyślne żniwa. Jarzynę dopiero tuz przed ś. Janem siano tamże, z powodu zimnego klimatu. Lecz za dwa miesiące naydaley urosło co zasiano, gdy nocą rzęsiste rosy, a we dnie okropne skwary rośnieniu zasiewu dopomagały dzi-BB.

    ORACZKA NA BIAŁEY-RUSI
     
    Około śś Piotra i Pawła, aż do Wniebowzięcia P. Maryi wytrzebiano na Białey-Rusi lasy; co pospolicie Lada nazywano. Jeśli był las gęsty potrząsali go Rusini słomą, i tak zaniechiwali przez całą zimę. Na wiosnę, zaraz po Wielkieynocy, jeszcze raz posypywali rolę słomą z wierzchu i ze spodu, i tak las zapaliwszy obrócili go w popiół. Zbierali następnie drwa niedopalone, kładli je na stos i zapalali znowu. Na tak zapalonej ziemi siali naprzód pszenicę. i posianą jedną tylko szkapą zaorowali czyli bronowali. Na Litwie woły wprzągnione w iarzmo pług za sobą ciągneły. Na tłustszych rolach siano jęczmień. Tym sposobem odbywała się sieyba przez lat sześć, bez żadnych nawozów gnoynych. Po zebraniu pszenicy na teyże roli siano żyto, dwakroć wprzód ziemię przewróciwszy pługiem. Zaczynało się siać żyto, od Wniebowzięcia aż do narodzenia P. Maryi, inaczey sieyba nie przynosiła zwyczaynego pożytku. Do żyta sianego zwykle mięszano trzecią część ięczmienia, gdy siano na wiosnę. Jęczmień doyrzały zbierano w tymże samym roku, a żyto, które gęsto weszło, zostawiano przez zimę na roli. Na drugi rok tak gęste rodziło się stąd zboże, że trudno było przez nie na koniu przejechać, a tak wysokie było iż chłopa na koniu siedzącego nikt nie dojrzał z pośrodka zboża. Z iednego ziarna więcey niż trzydzieści kłosów bywało. Siane na wiosnę żyto zwano tam iarzycą: siane około Wniebowzięcia oziminą. Kto iarzynę ku iesieni, a oziminę posiał na wiosnę, miasto zboża miewał buyną. trawę. Po wielkieynocy siano pszenicę, a po niey żyto iare. Reszta Polski iare to żyto siała tuż po wielkieynocy, bo cieplejsza skiba ziemi dozwalała tego. Czy zaś prędzej czy nierychley zasiała się iarzyna, zawsze zbierała się tegoż samego roku.
    Jeżeli rola na którey zboże siać wypadało, miała dużo i gęsto-obrosłe drzewa, chłop ieden zrobiwszy sobie nosidła z liny, właził na iedno drzewo, a z niego od drzewa do drzewa się snując obcinał gałęzie kijem zakrzywionym, przy którym był hak na końcu, dla przyciągania gałęzi; nie schodził bynaymniey z drzewa, aż dopoki całey nie ukończył pracy. Pozrzucane
    na ziemię gałęzie i gałązki, zapalano w stosie, w sposób iak wyżey. Groch siali Biało-Rusini około ś. Woyciecha, zebrany trzymali w ozierodach (drabinach) przy gumnie, i tak wysuszony mieli do użycia podług potrzeby. Owies, ięczmień siali po zielonych świątkach. Greczychę (greczkę, tatarkę) około ś. Piotra siali, a rzepę około ś.. Jana Chrzciciela. Zwykle za ośm, a naydaley za dziesięć niedziel zbierał gospodarz ze stokrotnem zyskiem to ziarno z pola, które powierzył ziemi.
     
     
    STODOŁY
     
    Cała Polska, wyjąwszy Ruś Białą, chowała zboże albo w gumnach albo w brogach. Czasem u dobrego gospodarza było do sześciuset brogów nakształt wież czworograniastych, i do piętnastu lat stojących z różnem zbożem. Biało-Rusini zebrane zboże znosili do grydni (izb obszernych)., a tam wymłóciwszy ie chowali w sąsięki, albo zsypywali do iam umyślnie na to wykopanych w lesie, i powykładanych słomą, ażeby się nie psuło. W tychże iamach chowali też połcie słoniny, ser, masło, leguminę i co naylepsze szaty, zwłaszcza pod czas woyny, chroniąc się przed nieprzyjacielem. (1) W Inflanciech pod czas żniw budowano przy stodołach suszarnie, w nich zawieszano na łykachsnopy, a wysuszywszy tym sposobem, zboże młocono ie małemi cienkiemi kijami. W pośrodku suszarni stał ogromny piec z kamienia, który rozpalano aż do czerwoności. Ten suszył im ziarno, a z wymłoconego piekł zrobiony chleb, dodając oraz ciepła pracuiącym. 
     
     
    STAWY I ROBOŁOWSTWO
     
    J rybołówstwo należało do miłycb i korzystnych zatrudnień gospodarstwa wieyskiego. Osobliwie szląscy panowie, ubrani w długie bóty jak rybacy, uganiali się po stawie za karpiami i szczupakami. Wszakże niewysoko, u nas ta gałąź przemysłu stała, i nie mieliśmy też zdatnych stawiarzy, czyli rzemieślników trudniących się zakładaniem i czyszczeniem stawów, lecz sprowadzaliśmy ich z Czech, Morawij i Szląska. gdzie dobrze urządzone były stawiarskie cechy. Przyczyna tego była, że w Polsce nie tyle popłacały ryby ile w krajach bliżey Niemiec położonych, lub na Rusi: gdzie długie zachowywano posty, i gdzie drożej" i prędzey można było spieniężyć ryby. Pomimo to w lichym stanie znaydowało się i na Rusi rybne gospodarstwo, bo tam i zle budowano stawy, i nie porządnie ie spuszczano. Samo tylko chowanie karpi udawało się dobrze w Polsce; większa u nas odnoszono stad korzyść niż na Szląsku, z przyczyny lepszego gruntu, który wielce sprzyjał mnożeniu się i chodowaniu ryb tego rodzaju. Tym końcem zakładano stawy i stawki, sprowadzając do tego i, jak się wyżey rzekło, drogo opłacając rzemieślnika. Potrzeba ma było i płacić i żywności dostarczać, a to w stosunku do zapłaty pieniężnej. Do każdego dziesiątka grzywien w dodatku odbierał stawiarz różne żywności, biorąc albo połeć mięsa, albo laskę masła, alboli też kopę sera. Godnym uwagi iest sposób iakim budowano u nas stawy. Sprowadzony rzemieślnik, upatrzywszy grunt sposobny, (gliniasty raczey niż piasczysty obierał na to), sypał i wymierzał staw. A naprzód, narzędziem umyślnie przygotowanym na to, przekonywał się, iak głęboka będzie woda gdy ją w to miejsce spuści, tudzież z iakim pobieży pędem kiedy ją wypuści. Poczem budował groblę a w iey środku kładł żłób czyli rynnę, którędyby odpływała woda. Na początku żłobu była baszta stanowiąca wchód do niego: Mazurowie zwali ią Mnichem, Szlązacy pidłem ( pudłem ), Polacy słupem. Za żłobem był spust wody, który obwarowywano tamą, utwierdzoną koszami plecionemi, wbitemi w ziemię. Należało mieć uwagę i na to, ażeby otworem tym, kędy woda przypływała do stawu (tak nazwana gościnna woda), nie uciekały ryby, pomykając się w górę: tudzież ażeby z pobliskiey rzeki, ieżeli była jaka, bokiem wpływając potrosze woda, niosła z sobą rzeczne ryby do stawa. Należało tez obmyśleć poniki, to iest nieznaczne spusty wody stawowej, któremi woda iak wchodziła do stawu tak też ginęła czyli nikła ( ponikła i, nie wystawiając przez to stawu na wielkie wezbranie i zerwanie grobli. Z tego względu różnica wielka była pomiędzy stawami na ciekących wodach, a stawianemi na ziobinach tylko czyli dolinach, do których się deszczówka ściągała. Nakoniec należało obmyśleć sadzawki do przechowania ryb ułowionych we stawie, a przeznaczonych na użytkowanie. Tak przygotowany staw zarybiano, szczególniey tez karpiami, karasiami i okuniami, gdyż te były istotnie rybami stawowemi; lub zapuszczano staw szczukami czyli szczupakami, kleszczami czyli leszczami, linami, certami, łososiami, pstrągami (ieżeli staw był na ciękącey wodzie a miał grunt piaszczysty) węgorzami, a nawet i sumami, ieżeli gospodarz lubił tłustą, i smaczną pożywać rybę, a niedbał o to że mu żarłoczne te ryby wyiedzą. płod rybi. Należało też obmyśleć tarliska i stawiska, to jest mieysca przy stawie gdzieby sie ryby tarły, i gdzieby płod rybi skoroby się wzmógł nieco, podrastał swobodnie, nie stając sie pastwą szczupaków lub sumów żarłocznych. Należało przesuszać stawy przenosząc ryby gdzeindziey, tym końcem rok po rok, i to wciąż przez cztery lata, obsiewając stawisko zbożem. Pierwszego roku siał gospodarz proso, ber, mannę, ięczmień; drugiego żyto, pszenicę; trzeciego siał toż samo, a czwartego owies. Tym sposobem wszelka sączą (chwast), zawalająca powierzchnię stawu i plugawiąca iego wodę, wyniszczała się. W Polsce, jak powiedziałem, nie zwracano szczególney uwagi na rybołowstwo, była więc u nas ta gałąź gospodarstwa nową i mało znaczącą: ale w niektórych okolicach Szląska, gdzie urodzaje były słabe, gdzie się handlem nie trudniono, zboża nie spławiano, gospodarstwo rybne stanowiło naywiększe dochody dla rolnika. Tam też, mówi Olbrycht Strumieński, gospodarze wieyscy ustawicznie się we wodzie płokali iak czaple, z kabatów (sukien, nie zwłoczyli się nigdy) w skorniach (skorzanych spodniach) ustawicznie chodzili, o stawach tylko a o wodzie myśląc: przeto tez ubodzy ci osłowie (słowa są Strumieńskiego) śmierdzieli rybami iak wydry. A iak w Polsce głównym zatrudnieniem Ziemianina lub iego Starosty było pole czyli rola, tak w owych rybnych okolicach Szląska uprawa stawisk i spuszczanie stawów. Kiedy na dobrze wysuszonym stawie znowu zapuszczono ryby, i w stosownym do tego czasie spuszczono wodę, ażeby zebrać plon rybi, który tu był istotnym dla Ziemianina żninem, nie zayrzał (żałował) pan dać stąd cząstkę ubogim ludziom, którzy pomagając mu przy łowieniu ryb napracowali się i naziębli, darzył ich płocicami, i przez szpary patrzył na to, iak ieden i drugi chował ryby do ukrytych pod kabatem biesagów (sakwów), tkał ie w bóty, w zanadrze i czapkę, lub załamawszy łba szcuce porzucał ią gdzie na boku, a wieczorem przychodził ie zabierać, lub posyłał żonę albo dzieci.

    PSZCZELNICTWO
     
    Główną gałęzią przemysłowego gospodarstwa w ziemiach ruskich było pszczelnictwo, gdzie się i obficie mnożyły pszczoły, i ziemia była nader sposobna do pielęgnowania licznych pasiek. Ale zastarzały zwyczaj w chodzeniu około tego zatrudnienia, niedopuszczał przystępowi do siebie popraw nowych, skąd była ujma w gospodarstwie domowem, zwłaszcza gdy bez braku, złe i dobre nawet i najlepsze pszczoły, co rok tu wytępiano, dla zrobienia miejsca nowemu przychowkowi. Drugą było wadą, że tu nie tak swobodnie mógł się oddawać dozieraniu pszczół Pasiecznik, jak w innych krajach Polski, nie mając utrzymania od pana w pieniądzach sobie wyznaczonego, lecz z kawału wyzna-
    czonej roli utrzymywać się musiał, tak iż i roli i pasieki pilnując jednego lub drugiego zaniedbywał. W ziemi żmudzkiej najlepsze były miody; w obszernych i krzewistych lasach roje pszczół niezliczone wyrabiały je. W miodzie tym bardzo mało było wosku, ale ten co się w nim znalazł, nader był biały iak alabaster
     
     
    CHOWANIE STODNIN
     
    Z koni wielki był pożytek. a szczegolniey z przychowku. Po kilka set złotych, miał stąd szlachcic rocznie. Do tego zabawę, służącą mu wielce do zdrowia, w ujeżdżaniu i wyrabiania koni, co mu oraz powołanie iego rycerskie przypominało: bo ieźdzcem od ieżdzenia konno zwał się każdy szlachcic.
     
     
    MAŁE WYTCHNIENIE PO PRACY

     
    Tyle powabu miało w sobie domowe życie szlachcica polskiego w XV. XVI. wieku, szczęśliwego w pożyciu małżeńskim. W krótkich ie słowach zawarł Mikołay Rey:  
    Jeśli cię z kątem bratem, już tak wiernie zbracę.
    Już nie iedź ni do łudzi ani na biesiady,
    Bo, więc o to niewiastki gniewają się rady.
    Skończywszy zwykłe swe zatrudnienia gospodarz wieyski przechadzał się z laseczką po sadzie lub po polu, patrząc czy nie masz kąkolu w pszenicy; albo pojechał z myśliwstwem, a powróciwszy pożywał smaczny kąsek; albo rachował zawszę pewne z Gdańska pieniądze; albo wczasując się, zdiąwszy zwierzchnie suknie, siedział dla wygody w koszuli, nie troszcząc się o to czy go kto nic szpieguje, czy nie zagląda przez dziurę. Kiedy byt ieszcze nie żonatym, nie raz sypiał na ławie, albo po piwnicach; ożeniwszy się spoczywał sobie w pstrej pościeli,  nie szukał pokątnej miłości, i nie trworzył się o to ażeby mu na czoło nie wystąpiły francuzy, grube iak perły. Gdy zechciał zabawić się poufale, a nie było gości, gawędę prowadził albo z żoną, albo z czeladzią. Wolność mielisłudzy żartowania sobie nie tylko z pana, ale nawet i z gości, a ich żarty ieżeli się w przyzwoitości granicach zamykały, zawsze bywały przyjęte mile. Wszakże i w tej mierze były pewne prawidła, których się ściśle trzymać powinien był sługa, ieżeli nie chciał rozgniewać na siebie pana. Jan Dzwonowski, tak się o tem wyraził: "z Księżą obchodź się ostrożnie, z szlachtą według czasu; z Księdza, z Mnicha nie żartuy, z pana swego nie błaznuy, zwłaszcza gdy są goście; z gościa możesz się nakpić, zwłaszcza przy obiedzie."

     
    DOM ZAGONOWEGO SZLACHCICA I CHŁOPA. 
     
     
    Z panami pobratała się szlachta, i wyszła na panów. Dopoki ona poważała narodowe zwyczaje, gmin pociągała ku sobie, na szlachtę go kierując. Bo gdy woysko narodowe składało się z rodów, a każdy rod pod własna, chorągwią, rodowym oznaczaną herbem walczył w szyku wojennym, przeto szlachta chętnie do spolnictwa swego i do herbowego kleynotu przypuszczała ludzi gminnych wolnego stanu, ażeby tem więcey wyprowadzać mogła kleynotników pod rozwiniętą do boju chorągwią. Nie raz człowiek prosty do herbu przyjęty, nawet nazwiska kleynotu swojego nazwać nie umiał ; ale mimo to pysznił się z tego, wiedząc o tem, że będąc ozdobiony herbem, został synem koronnym i młodszym bratem starszych swoich braci, których taż sama matka Oyczyzna co i iego porodziła, i do iednychże z nimi przeznaczyła go swobód. Panów nie lubił, bo ci zaledwie kiedy niekiedy bratali się z drobną szlachtą, z potrzeby tylko wdającsię z szujami ( iak panowie uboższą nazywali szlachtę). Wiedział o tem że gdy uboższy szlachcic zostanie sąsiadem, albo uda się pod opiekę bogatego pana, nie zostanie iego bratem, lecz prawie Wazalem, i będzie musiał to czynić co mu rozkaże tamten. Dobitnie się w tey mierze wyraził Błażowski, kładąc te słowa w usta zagonowego szlachcica:
     
    Ano pan szarłatny znowu mowi: milcz szarku
    Puśćmyż to już: a patrzmy ieśliźe chudoba
    Szlachecka, tak jest wolna iak się nam podoba!
    Nie tak: bo do dzierżawy ieśli że przylęże
    Pana złego, iuż pewnie że ią ten osięże;
    Nie chcesz przedać, a on tez sumy nie odliczy,
    A iednak kiedykolwiek tak cię wygraniczy,
    Że ieśli cię krzywdami cisnąc z niey nie złupi,
    Tedy ią tak, iak on chce nie iako ty, kupi.

    Powodując się zdaniami starszych braci, niebrał się szlachcic drobny do przemysłu i handlu, orał rolę iak kmieć, bąć własną bąć na czynsz wziętą. Nie mogąc dla ubóstwa swego robić potrzebnego nakładu, stał się (mówi broszura stara) brozdolubnym, doma siedzącym człowiekiem, i iak żółw ze swoiey skorupy nie wyruszał ze swoich łanów. Nie ieźdźił zagranice, dla przejrzenia nowych krajów, dla przepatrzenia się inszym łanom nad te co orał. dla rozmówienia się i z tymi ludzmi co polskiego nie umieli ięzyka. Los swóy poprawiał iedynie bogato się żeniąc, zostając Księdzem, albo służąc u dworu lub w woyska narodowem.
     
    OBRAZ CHŁOPA
     
    Gruby był głos kmiecia a postać rubaszna. Rodzili się gburowie by żubrowie silni. Mawiano, że chłop ieszcze w żywocie matki utyje by prosie, urodzi się jak ciele, a urośnie iak wół . Jakie było ciało taka i dusza, pełno w niey było zabobonów, pełno guseł i przesądów. Ale w niem biło serce poczciwe, ale to ciało ożywiała miłość Oyczyzny, bynaymniey nie ustępując w tey mierze panom i szlachcie. Chłop wybierał dni szczęśliwe do pracy (za nayszczęśliwszy miał dzień młodzianków, a pracując oglądał się na Księdza Plebana i podług iego nauk kierował swe kroki.
     
     
    MIESZKANIE
     
    Bieda była u chłopa i u zagonowego szlachcica gdzie nie było koni i wołów, kura, kokoszy, a bydło nędzne; gdzie iedna krowa nie wstawała z niemocy, a druga nie dawała mleka; gdzie za wyborny kąsek miano flaki, gdzie komora była pusta, a za cały iey mebel stało łoże. Ale gdzie chłop był rządny, nic tylko za dnia białego ale i przy lampie albo kagańca tłustem dobrze postanowionym (przy kagańcu pełnym tłustości), pracując z żoną aż do zdechu (usilnie), wszystko było inaczey. Do iego dziewek rzescy przyjeżdżali pachołcy na konikach rączych, brząkając ostroskami (ostrogami). Sypiały one w puchu, pierzyny tak dostatnie mając, ie się nimi wygodnie na nogi i na głowę przyodziać mogły.
    Ponad Bałtykiem lud prosty zamieszkiwał chaty, w których małe, niskie a długie były izby. Wieczór i rano gorzał w tych chatach ogień wielki na kominie. W pośrodku komina żelazo wisiało na kształt kraty zrobione, na którem kładziono łuczywo dla oświecania mieszkania, pod spodem kraty leżało korytko z wodą, w które wpadały węgle z owego łuczywa. Tam to wieczorem siadywał gospodarz z czeladzią, i czynił porachunek całodziennej pracy, doglądając oraz i dobytku wkoło rozłożonego: bo bydło, drób i reszta bogactwa gospodarza, z nim razem przemieszkiwały w chacie. Tym czasem kubek z rogu bydlęcego zrobiony, krążył w około z napitkiem, posilając chłopa i iego czeladkę.

    W ogródku Chłopka rosła kapusta, włoski oset Bernardynkiem nazywany (z przyczyny że Oycowie Bernardyni radzi sobie sadzili to ziołko), łocyga czyli polna sałata, słonecznik włoską konopią inaczej zwany, a szczególniej też gozdzik i szałwija, kwiecie i ziołko od wieyskich ulubione niewiast.

    Okazałość chłopskiej chaty stanowiła czeladź: za iey moralne prowadzenie się odpowiedzialny był gospodarz Plebanowi. Gdy się Ksiądz dowiedział że która z dziewiek zaszła w ciąży zamężną nie będąc, donosił o tem do dworu, a gospodarz za karę składać musiał pewną summę, co bykowym zwano. Nie ieden więc gospodarz czeladkę swoję trzymał gorzey iak w klasztorze, do karczmy iey chodzić nie dozwalając, gdzie dziewczęta snadnie podpadały nieszczęściu. Wyrozumiały gospodarz pozwalał czeladzi w niedzielę zabawiać się w karczmie tańcem, sam pilnował domu, a kiedy w dzień powszedni rozdał pracę parobkom i dziewkom, wtedy dopiero udawał się na ochotę do karczmy.Rządny gospodarz dbał o dobro czeladzi swoiey, a ceniąc pożytek iaki miał z niey, nagradzał ią podług mozności lub umowy iaką zrobili we wzajemne stosunki wchodząc. Nie zbywał iey obietnicami, lecz opatrywał żywnością i dostatkiem potrzebnym, wiedział o tem dobrze, że Bóg, dając mu cnotliwego sługę, pokazał mu takie pożytki, o których sam nigdy nie myślał, przez co majętność iego zakwitnęła bez prace i bez frasunku. To głosił gospodarz przed przyiacioły, a nawzajem sługa przed rowiennikami swemi mawiał: "nie żal mi prace którą ponoszę pożytki panu czyniąc. W każdey mi się rzeczy ziściło u niego co mi przyobiecał. Nie iest żaden zmindak ani furyat, który chce ażeby mu darmo służono. Boże day mu długie zdrowie." Drobna a nieco dostatnieysza szlachta miewała oprócz czeladzi sposobny cb do szafarstwa i rejestrowania żaków, używając ich do nadzoru czeladnicy izby. Dobierał gospodarz na to sumiennego człowieka, nie pijanicę, i nie kosterę który ieno czekał rychło-li go zawołają ieść, a około gospodarstwa ieno gębą powiadał; który siła przewodził, któremu wszystko było złe cokolwiek i iakkolwiek zrobiono a nic podług iego woli, u którego wszyscy słudzy byli źli, ieno on sam dobry. Takowego mądry a baczny gospodarz poznał za raz, a sprobowawszy go i przekonawszy się że iest łotr, kazał precz iść, powiedziawszy mu na rozum.
     
     
    ZATRUDNIENIA DROBNEY SZLACHTY I CHŁOPÓW
     
    Uboga szlachta i chłopi zwozili gnoy na rolę, a we właściwej porze radlili ią, skrodlili (gnoili), ugorzyli, odwracali, pracując na siebie i na drugich. Każdy na ich pracę czychał. Chłop szczególniej musiał się z każdym dzielić kawałkiem chleba, na który krwawo zapracował. Opłacał się kiedy go wsadzono do więzienia ( kiedy cierpiał kuny ), dawał dla Biskupa, dawał podatki i pobory: cierpiał korbacze, gąsiory (więzienie), osoczniki i pochlebce; wiele znosił od swoich panów przykrości, którzy nayczęściey byli furyaci. Jeszcze przed Zygmuntem I. nie robili chłopi pańszczyzny lecz czynsz płacili. Pozniey włożyli na nich panowie dzień ieden roboty, iak to widać z konstytucyi r. 1520.; następnie dwa dni, a nie zabawem trzy dni pracować musieli chłopi we wsiach biskupich i kapitulnych, cztery dni we wsiach szlacheckich. W naynędznieyszym stanie byli chłopi inflantscy, którzy nawet nędzy swey nieczuli, do tego stopnia moralney swey otrętwiałości przez uciemiężenie przyszedłszy. Kiedy we wieku XIII Kawalerowie Mieczowi lud tuteyszy ujarzmili, wyzuli go z własności, tak dalece, że gdy Stefan Batory w XVI wieku zajął kray ten , zastał tam własność ziemską w ręku Niemców czyli jak się nazywali Junkrów , to jest panów ziemskich. Gdzie niegdzie tylko istniały ieszcze dawne chłopskie rody, potomstwo panujących tu niegdyś Królików, ludzie wolnego stanu, posiadający własność lenności prawem, i maiący własnych poddanych, często nawet w liczbie stu. Monarcha polski uznał za zgodne z polityką własną obiąć własność tych chłopów, a natomiast polepszyć dolę właściwych poddanych. Jezuici którzy kierowali umysłem tego Króla, doradzili mu krok ten, spodziewając się, że pognębiony gmin przez Niemców, i przez tychże ku protestanckiej przywiedziony wierze, chętniej się nawroci ku religij rzymskokatolickiej. Przedstawiono więc chłopom, że niema być nadal tak jak bywało dotąd, ażeby dniem i nocą i na każde skinienie pracowali dla Junkrów, i srodze od tychże katowanem byli; lecz że odtąd mają w pewnych tylko dniach chodzić na pańskie a gdy co przewinią Junkrowi, że zamiast bicia ma ich tenże na karę pieniężną skazywać. Lecz chłopi ci wysławszy poselstwo do Króla polskiego prosili go, ażeby ich zostawił przy dawney robociznie i karaniu. Gdy nalegawszy na nich Jezuici oto, ażeby powrócili na łono rzymsko katolickiego kościoła, prości ci ludzie radzili się starego dziada który przy drzwiach kościelnych żebrał, co mają czynić? Ten doradził im odpowiedzieć Jezuitom wten sposób: że należy naprzód nawrócić Junkrów, a wtedy i oni nawrócą się chętnie, z przyczyny, że będąc niewiadomemi ze wszech miar ludźmi, zapatrują się we wszystkiem na swoich panów, więc co ci uczynią, to też i oni sami uczynią chętnie. W ruskich ziemiach chłop co dzień po pół dnia robił dla pana, po pół dnia dla siebie; a za pastwiska których używał osobno się opłacał. I tak za paszenie w lesie brał pan pod nazwą podarku (poczty, poczczenie (2) bryndzę albo ser, następnie chłop przynosił dla pana w darze barana, nakoniec brał pan dziesięcinę z trzody, ico dziesiąty baran do niego należał. W innych krajach Polski rozliczne chłopi opłacali czynsze, a to za wszelkie użytkowanie z dóbr pańskich. Rzecz tę dokładnie opisał Teodor Zawacki w ten sposób, wyłuszczywszy wszystkie snadź przychody, iakie podług prawideł owczesnego gospodarstwa miał rządny Ziemianin ze swoiey roli. "A te są dani Kmiece: czynsz, najem, miodowe czynsze, gajowe dani, Karczemne., rybne czynsze, kapłony, kokoszy, kury, chmiel, iayca, łoy, pierze gęsi, owies, żyto, pszenica, manna, żołądź, orzechy, bukiew , konopie, sery, raki, siemie. Młynarze co kaczki biją (strze-lają po stawie wodne kaczki) po szesnaście groszy mają dawać. Co smołę tlą, po groszy ośmnaście. Kowale od tlenia węgli po groszy dwa. Gdy kmiecie iadą sobie po drwa do boru dla palu. od każdego wozu grosz jeden, także co po rokicinę ieżdzą na płoty. Kmieć ktory czynszu w wigilia ś. Marcina nie odda, który iest nie wielki, nazaiutrz po ś. Marcinie tyle dwoie ma oddać pod winą: oprócz przyległego iarmarku pod on czas. O ś. Marcinie koniec ma być spi wszelkich, w ten czas też przy czynszach prawo ma być wszelkich krzywd przesłuchanie. Winy doroczne i porządki maja być spisane. Rozdać urzędnikom pamiętne , gdzie trzeba zimie budować."
    Oprócz płacenia czynszów dary przynosili panu chłopi idąc na wiece (na sądy) do niego i robocizną wysługiwali się mu. W tej mierze tak się wyraził Zawacki:" z wieczora robotę nakazać i rano przez wieś idąc zawołać,"wychodź, wyjeżdzaj": który nie posłucha zaraz karać, który pośledszy przyjdzie (spóźni się), tak się z nim obejść jako z iaki Bakałarz w szkole, dać mu chłostę i pamiętne dobre."
    Wszystko zaś to wykonywał pan przez umyślnie trzymanego na ten cel człowieka, którego w ówczas urzędnikiem lub Starostę nazywano. Godłem iego powagi był bicz ( batog ), który nosił za pasem.Stojąc on nad chłopami, zachęcał ich do pracy charapem, ustawicznie wołając: "pożynay, niepostaway." Krzątanie się iego około pańskiego dobra wyrażano w piosnce, którą żniwiarki przyrobocie śpiewały:  
    Słoneczko , sliczne oko, dnia oko pięknego,
    Nie jesteś ty zwyczajów Starosty naszego.
    Ty wstajesz kiedy twoy czas iemu się zda mało,
    Chciałby on żebyś ty od północy wstawał o.
    Ty bieżysz do południa zawsxe twoim torem,
    A on chciałby ożenić południe z wieczorem.
    Lubo z czasem ustały wszelkie przyjazne stosunki pomiędzy panami a Kmiećmi, i żadnego względu nie miały na siebie obadwa te stany, lubo, jak mówi Szymonowicz, wygnać chłopka z gospodarstwa było po wszechnym obyczajem owczesnych panów, przecież z dawnego nawyknienia nie postał Kmieć we dworze, "ażeby iakiego nie miał panu złożyć podarunku, na znak przywiązania i szacunku. Jeżeli zwierzyny dostać nie mógł, przyniósł mu kapłona, albo gęś, albo parę kur pod pachą , a w garści miskę glinianą iajek. Lecz i w tey mierze dopuszczali się nadużyć panowie , co tak opisał Rey: "kiedy pan wojuje iuż day chłopie kurę, day owies, day siano, a biegay po piwo." Tudziez Wit-kowski:"sprawuje pan wesele, chrzciny, daie na to chłop, pan idzie na woynę day chłopku stacyą, wypchną go od domu na powóz daleki, tak iż pieszo wraca do domu." Biedny to był lud, obdzierany od każdego z własnego mienia. Nie raz musiał orać iednym wołem, bo oborę zabrali ma żołnierze. Całe iego bogactwo składała para szkap zamorzonych, para wyrobionych wołków. U niego owieczka ni" zabekła, krowiczka nie zaryczała, bo mu ją zabrano. Czasem dway chłopi składali się na sprzężay do iednego pługa, pożyczając sobie kół płużnych i żelaza. Przecież dawniey było inaczey. Dawniey miała gospodyni liczyć co pod wieczor, gdy mnogie z pola powracały do domu stada; a gospodarz liczył nie raz sto grzywien, leżących w skrzyni pieniędzy. Pełno było u niego w gumienku, w oborze i w skrzyni. Ubożejąc chłopi brali zapomogi od panów, albo nie wypłacali się z należytości. Lecz tym sposobem pogarszali swoy stan, bo z tego powoda nabywał pan większego do nich prawa, i tem bardziey przywięzywał byli do gruntu, któremu się w ten niby sposób tem więcey zadłużali, im więcey miał pan do ściągnienia od swoich poddanych. Z tey nawet przyczyny mógł ich sprzedać iako dłużników, czyli należący się od nich dług ustępując komu innemu, tem samem ustąpić mu i chłopa. To majętna uwadze łatwo jest zrozumieć słowa szlachcianki, która mowi do męża, że iey potrzeba kupić strojów, choćby też kilka chłopów na to sprzedać. Ażeby zaś chłopa iako rzecz, godziło się było sprzedawać u nas, na to nasze prawa nie pozwalały, chociaż co raz to uciążliwej dla chłopów stanowiły. Jeszcze w roku 1543. obowiązywało prawo, że więcey nad dziesięć grzywien nie ma sobie do chłopa rościć pretensyi pan; ażeby, dawając mu wiele zapomogi, lub należytości swoiey nieściągając od niego, nie miał przez to wielce zobowiązanego sobie chłopa, i wolności iego nie ścieśniał przez to. Ale w ro-tu 1588, mógł aż do. pięciuset grzywien zakładać sobie pretensyi pan do poddanego, a nawet powiększyło prawo te pretensye. W Wojewodztwie Boiskiem, w dawnym stanie rzeczy pozostać miały.
     
    POLOWANIE ZAGONOWEGO SZLACHCICA I CHŁOPA
     
    Skromniusienko wybierał się na łowy ubogi szlachcic i chłopek. Tamtego polowanie miało zwykle na celu zbieranie ptactwa, bąć sidłami na drzewie bąć okrągłym ołowiem w siarczystem płomieniu. Ten nawet strzelby nie nosił z sobą, ptasiem zwykle
    zatrudniając się myśliwstwem. Obudwoch za cały orszak stali piesek i choży pachołek, który szczególniey też we, święto, iako dniu przeznaczonym na odpoczynek, zachęcał do łowiectwa, kusząc pobożną duszę temi słowy: "gospodarzu, teraz czas do pola, cicho, rosa na psy, osłyszano, nie ucieczeć kościoł, bo nie zając." To zobaczywszy piesek łaszczeniem się i przymilaniem wspierał mowę chętliwego sługi, a gospodarz łatwo dawał się uwieść pokusie, zwłaszcza gdy we święto nie było co omieszkać w gospodarstwie.



    29 września 2006 r.
    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005