<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Przyjaciele - ich okiem i piórem

  • Zamek w Odrzykoniu: spojrzenie Ani
  • Odświeżanie pamięci
  • Ludzie i wydarzenia - "Wojna, która połączyła"
  • Zostają wspomnienia
  • Końskie w czasie okupacji
  • Wielcy zapomniani
  • Może ktoś wie ?
  • Zapiski Jana Forowicza
  • Życie partyzanckie - wspomnienia
  • Bliskie spotkania I stopnia
  • Jestem potomkiem hetmana wielkiego koronnego
  • Technikum Elektroniczno - Mechaniczne
  • Fantastyka w grafice młodych twórców
  • Stefan Kowalewicz - wspomnienie
  • Komorów - historia i dzień dzisiejszy
  • "Pamietnik Redaktora 1902 - 1985" Adam Grabowski - cz. 1
  • "Pamietnik Redaktora 1902 - 1985" Adam Grabowski - cz. 2
  • Józef Markowicz i jego rodzina w Komorowie
  • Kolejny 1 Września
  • Marysia
  • Wojenne losy Kresowiaka - Bronisław Adamowicz
  • Antoni Marceli Kostka 
  • Korzenie rodu Ejgierd
  • Zamyślenia katyńskie i wileńskie
  • Życie bez Ojca
  • Jan Siwiec
  • Był sobie człowiek
  • Eygierdowszczyzna
  • Wspomnienie o Walentym Nowaku
  • Śladami rodu Eygierd (Ejgierd )
  • Śladami rodu Eygierd (Ejgierd ) cz. 2
  • Zabytkowy Komorów
  • Zabytkowy Komorów cz. 2
  • Zabytkowy Komorów cz. 3
  • Komorów - suplementy


  • Końskie w czasie okupacji


    Pan W.Z. podzielił się z nami wspomnieniami i zachowanymi pamiątkami:

     

     

     

    Wilhelm Zamora  

     

    „Pamiętam jeszcze do tej pory grypsy wyrzucane z więzienia Montelupich w Krakowie, gdzie po aresztowaniu w Końskich przez "SMIERSZ" (kontrwywiad wojskowy działający w Związku Radzieckim w latach 1943 – 1946)  Tata został "przeniesiony" transportem pieszym – Końskie - Sandomierz - Kraków (aresztowanie odbyło się w lutym 1945 - więc jeszcze trwała wojna). NKWD -iści okolicznej ludności rozgłaszali, że prowadzą faszystów, więc wyobraża sobie Pan, jak byli traktowani przez rodaków !?.

    Po dość krótkim pobycie na Montelupich (a ruskie wmawiali im "wasza sprawa prosta -za chwile pójdziecie do domów”- tak jest w grypsach...) więzienie i drogę na pobliski dworzec otoczono wojskiem NKWD i wsadzono ich do wagonów towarowych, dano chleb i wodę i otworzono drzwi dopiero w Donbasie. Tam im oznajmiono, że zostali internowani.

    Od tego czasu kamień w wodę- żadnej wiadomości o Ojcu...

    ( tu moja dygresja jak się to miało do internowań dzisiejszych "bohaterów" z odwiedzinami rodzin, kapelanów a niekiedy pobytem w ośrodkach wczasowych MSW).

     

    Po zakończeniu wojny Mama wraz ze mną – jedynakiem – (bo Tatunio ratował Ojczyznę zamiast płodzić kolejne dzieci...) szukała Go po całej Polsce jeżdżąc ze mną nawet na dachach pociągów towarowych (taki to był wtedy transport), ale wszędzie, nawet w Rembertowie gdzie siedziała wtedy większość AK-ców, mówiono „takiego u nas nie ma, a zresztą my AK -owców nie aresztujemy”.

     

    Odręczny portret Ojca wykonany przez współwięźnia - artystę w obozie w Donbasie

     

    Ojciec wrócił z Rosji w 1949-50 r z puchliną wodną.

    Zresztą, jak sam potem twierdził, pobyt w obozie uratował Mu życie, albowiem gdyby został w kraju "rodacy z UB" dawno by go wykończyli w którymś z licznych procesów.

    A "mieliby za co" bo od roku 1943 w Komendzie Obwodu Końskie kierował wywiadem i kontrwywiadem - po masowych aresztowaniach 20 VIII 1943 r na skutek zdrady Maksymiliana Szymańskiego (pseudonim Maks, Relampago) - całej Komendy Obwodu Końskie.

    Jak na ironie zakrawa fakt, iż wtedy (w latach 1943-44) AK ochraniała radiostacje radziecką i której organizacja min. przekazała wiadomość o pobycie (postoju) na stacji Niekłań, transportu niemieckiego z amunicją, który został zbombardowany przez Rosjan.

    Ojciec w obozie spotkał się z komendantem tej rosyjskiej grupy, którego „swoi” też posadzili pomimo tego, że był posiadaczem wielu bojowych odznaczeń radzieckich.

     

    Jednak najtrudniejszy dzień z udziałem kwaterujących przeżyliśmy 22 sierpnia 1944 roku. W tym dniu w godzinach południowych pojawiła się na niebie dwójka samolotów radzieckich, która na niskim pułapie ruchem wahadłowym robiła jakby mały rekonesans stacji kolejowej Niekłań wraz z bocznicą kolejową wiodącą    w las niekłański. W lesie tym Niemcy pobudowali bunkry- magazyny z wszelkiego rodzaju amunicją, dobrze ukryte, obsypane ziemią. Samoloty dostrzegły stojący na bocznicy, nie rozładowany pociąg z amunicją. W oka mgnieniu przystąpiły do szturmu na tenże pociąg. Salwa z działek pokładowych wznieciła olbrzymi gejzer ognia i czarnego dymu na wysokość około 100 - 150 metrów. Podmuch powietrza od tej gigantycznej eksplozji był tak duży, że prawie powalał z nóg. Byłem z własowcami bezpośrednim obserwatorem tej sceny, która odbywała się w odległości nie większej niż 1,5 kilometra. I od tej gigantycznej eksplozji dopiero rozpoczęła się "prawdziwa wojna". Cały pociąg stał w ogniu, wyrzucając z siebie wszystko, co posiadał. Poczynając od amunicji karabinowej poprzez granaty  do pocisków moździerzowych największego kalibru. Te ostatnie nazywano w powstaniu warszawskim "ryczącymi krowami".

    To było istne piekło. Wszyscy kryli się, gdzie, kto mógł, w piwnicach, przydrożnych rowach - okopach. Pociski moździerzowe rwały się i w powietrzu i na ziemi. W promieniu około 9 kilometrów wybuchały pożary domostw. Po tej nieustannej kanonadzie, która trwała ponad cztery godziny, można było zauważyć dogasające zgliszcza. Spaliło się kilkanaście zabudowań m.in. w Wołowie, Stąporkowie, Koprusach, Hucisku, Błaszkowie i Płaczkowie. Cały czas czuwaliśmy, czy gdzieś się nie pali w naszych zabudowaniach.

    Potwierdzenie tego co pisałem o Niekłaniu znalazłem w http://www.ceo.org.pl/portal/sprawiedliwi_doc?docId=37861 wspomnienie Pana Piwowarskiego

    To te samoloty wezwała radziecka radiostacja o ktorej pisałem.Ojciec mowił ze eksplozie były potęzne

     [..]



    To co Panu na razie dostarczyłem to "wierzchołek góry lodowej" - mam jeszcze zdjęcia Komendanta Obwodu w Końskich kpt Jana Stoińskiego (pseudonim Brzoza ,Górski/ z odręczną dedykacją dla Ojca - byli przyjaciółmi i to On wciągnął Ojca do konspiracji w ZWZ już w 1939 r. oraz identyczne zdjęcie Ojca - taka sama poza, taki sam ubiór – zapewne musieli w jednym dniu je robić. Są też amatorskie zdjęcia - robione przez moją Mamę - gdzie Stoiński stoi koło studni ze mną na ręku, a mieszkał razem,  w jednym domu - obok w pokoju - z Ojcem i Mamą. To ten sam Stoiński, który był z poleceniem ZWZ u Hubala.

    Posiadam tez fragment (resztę gdzieś Tato przekazał) przesłuchania wyłapanych szpiegów niemieckich narodowości polskiej przybyłych do Końskich, którzy po Powstaniu Warszawskim zostali osadzeni w Końskich z zamiarem, jak twierdzili rozpracowania partyzantki lewicowej, ponadto odręczny portret wykonany  na tekturce ołówkiem i kredą w obozie w Rosji - papacha i kufaja.

     

    Więcej o Komendzie Obwodu w Końskich i o ludziach (zresztą o mojej Mamie też - działającej w TON-ie zajmującym się tajnym nauczaniem) znajdziecie Państwo w książce Henryki Sasal-Sadowskiej "W poszumie Lasów Koneckich Tajne nauczanie ,walka martyrologia nauczycieli i młodzieży w powiecie koneckim w okresie okupacji 1939 -1945 r." Wydawnictwo Literackie Kraków 1983 r.

    W.Z.


    ...


           
    Pieczątka którą podbijano kenkarty                           Tą pieczątką podbijano wyroki 
     i inne niemieckie zaświadczenia.                                        śmierci dla zdrajców i 
    Tych pieczatek było więcej, ale zachowało             kolaborantów. /tyle z opowiadań Ojca/
    sie po wojnie tylko kilka.
     



           
    Łyżka z tegoż obozu zrobiona z aluminium,             Brzytwa i nóż z tego samego obozu.
    tak jak i papierośnica ze zestrzelonego 
    niemieckiego samolotu /były na złomowisku obok obozu/.
    Charakterystyczny tak jak i na papierośnicy,
    brak daty powrotu z obozu 

      


    Papierośnica zrobiona w obozie w Rosji /Donbas Obłast Stalino/


              


    Dosyłam jeszcze jedno zdjecie z wnętrza papierośnicy. Są na nich wygrawerowane autentyczne podpisy kolegów z koneckiego, ktorzy siedzieli z Ojcem w obozie. Ten podpis w lewym górnym rogu /skośny/ to Zasady Mieczysława "Wrzos" - wykonawca /d-ca odziału / w zamachu na Fittinga i co dopiero zauważyłem w dużym powiększeniu resztki machorki z tytoniu - tam nie było papierosów jedynie tytoń i pocięta gazeta na skręta . Tytoń dostawali w obozie, gazetę należało "zorganizować". Futerał tej papierośnicy wykonany z żołnierskiego munduru (kolor khaki) . To wszystko wykonywali  więźniowie artyści za chleb, tytoń, miskę zupy... A obóz był obozem pracy blisko kopalni. Tym różnił się np. od obozu oświecimskiego, że druty zawieszone na drewnianych palach  nie były pod napięciem i nie było krematorium i komór gazowych. Licznych zmarłych chowano poza obozem. W pierwszych miesiącach przybycia tam transportu AK -owców funkcyjnymi byli Niemcy "zasiedzieli " od czasu klęski pod Stalingradem i późniejszych ich klęsk. Zresztą siedziało tam bractwo międzynarodowe Rumuni , Węgrzy, Anglicy, Amerykanie no i "przedstawiciele" wszystkich narodów ówczesnego ZSRR


          

    Łańcuszek i krzyżyk /też wykonane w obozie/              Rewers tegoż samego medalionu.
    z moim zdrobnionym imieniem -
    tak nazywała mnie Mama



    ...

    Suplement

    Szukam dostepu do akt IPN bo po powrocie z obozu Ojciec ciągany był na UB (zawsze w domu stała zapakowana teczka z Jego bielizną) i nigdy nie było wiadomo czy po przesłuchaniu Go wypuszcza. Po którymś tak "przesłuchaniu" koledzy z AK mający wtyczki w UB powiedzieli Ojcu "Wilek uciekaj, bo cię z
    któregoś przesłuchania już nie wypuszczą, bo dokleją do jakiejś prowadzonej „sprawy". I koledzy "załatwili" Mu wyjazd na wieś pod Kraków  (Wielka Wieś), gdzie pracował jako kierownik szkoły (Kraków był "zamknięty" dla przybywających w AK).
    Mieli rację z tą "zmianą klimatu" bo UB dało Mu spokój i był tylko raz wezwany gdy starał się o paszport na wyjazd do brata w Anglii (żołnierza Gen.Maczka), z którym się nie widzieli od 1939 r. Z tego pobytu na UB Ojciec powiedział że był zdziwiony iż "wiedzieli i nim wszystko"(z Końskich przyszły za Nim teczki). Paszport dostał bo to był okres gdzie (przynajmniej oficjalnie) hołubiono AK -owców.
    W tym okresie Ojciec miał wręczone w Radzie Państwa wszystkie odznaczenia wojskowe jakie Mu w czasie wojny nadała Kapituła Londyńska - odznaczenia przysłane z Londynu - ale tak było ze wszystkimi AK-owcami - znam to z ich spotkań u nas w domu min. z relacji Henryki Sadowskiej jej męża Józefa czy Jerzego Wareckiego ps Kłos i innych już "leśnych dziadków"
    Szkoda ze ja, wtedy młody chłopak tych spotkań i wspomnień nie nagrywałem "a pamięć jest niestety ulotna", bo było co słuchać i podziwiać.
    Pozostało jak w góralskiej przyśpiewce "Byli chłopcy byli, ale się skońcyli i my sie skońcymy po maluskiej chwili".
    Żal że już odeszli, i żal że na ich karkach zbijają kariery rózni "naprawiacze i pamiętacze" którzy przylepili się do Ich czynów i pamięci ....
    Zresztą tzw. "dzisiejsi kombatanci" to inna bajka. Coś na ten temat mógłbym powiedzieć bo w archiwum po Ojcu do dziś są listy, tych którzy starali się uzyskać od Ojca potwierdzenie przynależności do AK. Oczywiście takowego nie otrzymali .Ojciec mówił "jak mam dać potwierdzenie, że był moim podkomendnym jeśli w czasie okupacji miał 11-12 lat, a myśmy nieletnich nie wciągali do konspiracji (potwierdzenie takie chcieli uzyskać, aby zapisać się do ZBOWID-u co wiązało się z przywilejami i chyba z jakimś dodatkiem kombatanckim)
    Ja sam się teraz zastanawiam, czy ja tez jestem lub mogę być kombatantem przecież Mama pod moim materacykiem w wózku przewoziła broń , granaty, tajne gazetki itp.
    To „kombatanctwo” rodzice ocenili jednak inaczej, stwierdzając, że działałem na rzecz okupanta bo często sikałem na to uzbrojenie.
    Tak to wygląda z mojej perspektywy dzisiejsze kombatanctwo (prawdziwi już zniedołężniali, często nie mają co do garnka włożyć lub nie maja lekarskiej opieki, wiele z nich podzieliło los Gen Skalskiego), a nie uświetniają niosąc sztandary dzisiejszych uroczystości (vide otwarcie w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego)
    Tak to wygląda z perspektywy czasu "obiektywna prawda" a nie modyfikowana do celów praktycznych ,osobistych czy politycznych.



    W.Z.


    ......


    Suplement 2

    Może uda mi się uzyskać kontakt z synem PP. Sadowskich- może zainteresuje się tą stroną i zechce coś napisać. Oboje z jego rodziców działali w AK - Sadowska była Komendantką Woskowej Służb Kobiet a P Sadowski kierował tajnym nauczaniem na tym terenie.
    Pomyliłem nazwiska, a właściwie użyłem jedno z nazwisk śp. Jerzego Wareckiego -Niemcewicza "Kłos" zdaje się był dowódcą I batalionu 3 p.p AK znałem go osobiście.
    W tym spisie nazwisk jest też nazwisko Mieczysława Zasady "Wrzosa" dowodzącego oddziałem dywersyjnym (powiązanym z Ojcem) - który wykonał wyrok śmierci ( w czasie zamachu) na Kreislandwirta Fittinga /25maja 1944r/ „osobistości” na tym terenie. Zamach o podobnej wielkości jak zamach na Kutsherę.
    Wrzos też był aresztowany i siedział w jednym obozie z Ojcem. Po wypuszczeniu z obozu zdążył jeszcze zawiadomić Mamę ze Ojciec żyje i jest w obozie. Zmarł w parę tygodni po wyjściu na zaawansowaną gruźlicę - jak na ironie pogrzeb miał w Końskich z wszelkimi honorami wojskowymi pomimo iż do "odwilży" było jeszcze daleko.

    Patrząc wstecz myślę, że dla Nich wychowanych w patriotyzmie walka ta była czymś normalnym. Bronili bytu własnego i ogółu. Że byli w ZWZ a potem w AK to tylko przypadek. Taki mieli pierwszy kontakt i tacy pierwsi zaczynali walkę. Mogli być i w AL i BCH czy GL - ale oni potem zaczęli. W lasach kielecko -koneckich działał przeniesiony w 1943 z zamojszczyzny oddział AL w którym był /dowodził/ słynny potem Moczar. Dla mnie patrzącego na to z perspektywy czasu i późniejszych represji, biedy i głodu , tych wszystkich nieszczęść, jakie ich dotykały i moją rodzinę i mnie - dręczy pytanie czy warto było?.
    Myśle, że nie można było inaczej - albo oni nas albo my ich. A że potem to nie doceniono!?
    Dziś, też tym co przyszli od wschodu z bitew pod Lenino, odmawia się czci i wiary - i straszne jest to jedno że tamte represje, nic nikogo nie nauczyły.
    I cholera nie wiem czy Tuwim nie miał racji pisząc


    DO PROSTEGO CZŁOWIEKA 

    Gdy znów do murów klajstrem świeżym 
    Przylepiać zaczną obwieszczenia, 
    Gdy "do ludności", "do żołnierzy" 
    Na alarm czarny druk uderzy 
    I byle drab, i byle szczeniak 
    W odwieczne kłamstwo ich uwierzy, 
    Że trzeba iść i z armat walić, 
    Mordować, grabić, truć i palić; 
    Gdy zaczną na tysięczną modłę 
    Ojczyznę szarpać deklinacją 
    I łudzić kolorowym godłem, 
    I judzić "historyczną racją", 
    O piędzi, chwale i rubieży, 
    O ojcach, dziadach i sztandarach, 
    O bohaterach i ofiarach; 
    Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin 
    Pobłogosławić twój karabin, 
    Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba, 
    Że za ojczyznę - bić się trzeba; 
    Kiedy rozścierwi się, rozchami 
    Wrzask liter pierwszych stron dzienników, 
    A stado dzikich bab - kwiatami 
    Obrzucać zacznie "żołnierzyków". - 
    - O, przyjacielu nieuczony, 
    Mój bliźni z tej czy innej ziemi! 
    Wiedz, że na trwogę biją w dzwony 
    Króle z pannami brzuchatemi; 
    Wiedz, że to bujda, granda zwykła, 
    Gdy ci wołają: "Broń na ramię!", 
    Że im gdzieś nafta z ziemi sikła 
    I obrodziła dolarami; 
    Że coś im w bankach nie sztymuje, 
    Że gdzieś zwęszyli kasy pełne 
    Lub upatrzyły tłuste szuje 
    Cło jakieś grubsze na bawełnę. 
    Rżnij karabinem w bruk ulicy! 
    Twoja jest krew, a ich jest nafta! 
    I od stolicy do stolicy 
    Zawołaj broniąc swej krwawicy: 
    "Bujać - to my, panowie szlachta!" 

    [...]

     

     

    Może te wspomnienia przyczynią się do dalszych wpisów na Pana stronie i powiększą wiedzę o tamtych czasach i tamtych ludziach. Może wyjdzie na jaw skąd SMIERSZ znał tak dobrze i rozpracował tamtejsze AK. Jedna z hipotez, którą rozważał  Ojciec to ta, że o bunkrze AK gdzie było ich archiwum "wygadała się na razwiedce" jedna z łączniczek. Rozważaliśmy to ale nieprawdopodobnym, aby w archiwum były nazwiska i adresy. Prawdopodobnym jest to, że rozpracowała ich grupa wywiadowcza  (AL Korczyńskiego i Moczara), bo oni po konflikcie w AL na Zamojszczyźnie  (chyba z Satanowskim, któremu nie chcieli się podporzadkować bo był zrzutkiem z Rosji) przeszli ze swoimi oddziałami w lasy konecko - kieleckie.

    Zagadką było jednoczesne aresztowanie d-cy  grupy KEDYWU sierż Mieczysława Zasady "Wrzosa". Na spotkaniach w domu u Ojca wysuwano taką hipotezę, że to była osobista zemsta jednego p.por. z AL z grupy Korczyńskiego - Moczara którego to grupa KEDYWU napotkała jadącego konno w lesie i po małej utarczce, (chcieli  go rozbroić) puścili wolno wraz z bronią osobistą, z tym ze dla fantazji posadzili go na konia tyłem do przodu.

    Pamiętał im to i mógł się mścić.

    A może bali się odbicia aresztowanych ?

    Zresztą to była dość mętna postać, bo jako jedyny nie wyskoczył z samolotu desantującej się grupy Satanowskiego i powrócił na "wielką ziemię" (tak Rosjanie nazywali swoje wyzwolone już tereny). Za to dostał po mordzie od Satanowskiego, który wywalił go ze swojej grupy. Potem "wypłynął" na kieleczczyźnie. Jak opisuje Cezary Chlebowski (chyba to było w artykule "Milczeć swołocze") przy przebijaniu się przez front niemiecki tych "kieleckich" oddziałów AL po przejściu linii niemieckich okopów zdjął swój płaszcz oddał do niego serię z "pepeszy" i w takim płaszczu defilował wraz z oddziałem przed ludnością w Kielcach. Potem został szefem UB nie pamiętam już w Końskich czy Kielcach.

     

    I jeszcze jedno przez ręce Ojca i innych przechodziły setki tysięcy dolarów (papierowych i w złocie), które "Londyn" przekazywał przez "cichociemnych", a oni oddawali je na zrzutowisku zwanym "Koszem" mieli je w pasach w opakowaniach blaszanych tzw. „gwoździach” - blaszana tuleja na złote monety, blaszany pojemnik w kształcie klina na banknoty, każdy zaopatrzony w drut koloru ochronnego, zakończony gwoździem. W razie zagrożenia takie opakowanie wciskało się np. obcasem w ziemię obok drzewa, a drut z gwoździem wbijało w drzewo. Poszukiwanie było ułatwione bo się ręką przesuwało po drzewach i natrafiało na drut i pojemnik.

    Pamiętając biedę, jaka panowała w domu pod nieobecność Ojca, a i potem po Jego powrocie (oboje rodzice byli nauczycielami - a nauczyciele w PRLu nigdy nie mieli za wysokich poborów - zreszta dziś też) w latach odwilży gdy już można się było przyznać i do AK i funkcji w niej pełnionej, a Ojciec zaczął się zwierzać, spytałem Ojca "tyle majątku przechodziło przez wasze ręce - i nie trzeba było zaopatrzyć się na czarną godzinę" - popatrzył na mnie jak na idiotę -  to wystarczyło...


    [...]

    To co się w domu, podczas towarzyskich spotkań tych już "leśnych dziadków" mówiło i komentowało, np.:
    Ojciec opowiadał, jak to poszli na pertraktacje do dowódcy oddziałów węgierskich, którym w ręce wpadły jakieś dokumenty AK -owskie. Zakończyło się to wielką popijawą z Węgrami, ale Dca oddziałów węgierskich nie chciał i nie oddał tych dokumentów oświadczając, że po wojnie odda je do muzeum przyjaźni Polsko -Węgierskiej. Może gdzieś w Budapeszcie są one złożone, może w zawierusze wojennej gdzieś zaginęły, bo raczej  w łapy niemców nie wpadły...
    Zresztą ze spotkań z  Węgrami (ochraniali chyba linie kolejowe) mieli same dobre wspomnienia np. z okrążenia oddziały AK wydostawały się przez linie obsadzone przez Węgrów, po ich uprzedzeniu. Wtedy obie strony strzelały w powietrze z czego się dało, a Węgrzy mieli alibi "że po walce musieli ustąpić".
    Ten wymieniony "Wrzos"  - Zasada zatrzymał pewnego razu, z grupą kilku podwładnych, pociąg z amunicja - tak się min. zaopatrywali w amunicje.
    Jak transport stanął ,okazało się, że to nie transport z amunicjż, a przemieszczająca się jednostka węgierska (chyba batalion). Ci nie tylko nie otworzyli ognia, ale dobrowolnie oddali to co mieli w nadmiarze - amunicję, broń  i dołożyli jeszcze do tego kożuchy. Dostaliby i więcej, ale mieli "zabezpieczonych" za mało furmanek, więc nie mieli jak to rozprowadzić. „Wrzos" dostał nieoficjalnie - za tę akcję naganę, bo zrobił ją bez rozkazu no i nie zabezpieczył większej ilości furmanek – był to powód, a oficjalnie jakieś odznaczenie.
    Tak to wtedy wyglądało w praktyce przysłowie "Polak Węgier dwa bratanki....”
    Ciekawym czy ktoś z Rodziny „Wrzosa” zna tą historię ?
    Czy na Węgrzech gdzieś te dokumenty można odnaleźć ?

    Raz na takim towarzyskim spotkaniu spytałem:
    - No i co z tego teraz macie ?(obozy, więzienia, bieda). Tamci z AL, GL mają zaszczyty stanowiska itp.
    Jeden z gości odpowiedział:
    - Bo widzisz Ojczyzna jest jak kobieta? Myśmy Ją podsadzali za d.... to teraz mamy g...., tamci podsadzali za cycki to teraz mają mleko"
    Tak jak pisałem, szkoda że tych spotkań i rozmów nie można było nagrać - jeszcze wtedy magnetofon był nieosiągalny, a i w domu też się "nie przelewało", więc o zakupie nie było mowy. Zresztą nie wiem czy zgodzili by się na te nagrania, byli bardzo ostrożni , z wiadomych powodów.
    Pozostała tylko ulotna pamięć i strzępy zachowanych w mojej pamięci Ich wspomnień.


    [...]




    Zdjęcia i wspomnienia stanowią własność Pana W.Z.


    ..........

    Wyrażam głębokie podziękowanie,
     za możliwość publikacji wspomnień i zdjęć, Panu W.Z.

                                               Janusz Stankiewicz




    Zapraszamy także na stronę LINK na której zamieszczono listę osób zamieszczonych w książce Pani Henryki Sasal - Sadowskiej, opisującej tajne nauczanie w powiecie koneckim ...




    20 - 27 październik 2006 r.

     

     

    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005