<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Lata 1939 - 1947 Informacje cz. 2

  • 3 Karpacki Pułk Artylerii Lekkiej
  • 4 Pułk Piechoty nazwiska A - Ł
  • 4 Pułk Piechoty nazwiska M - Ż
  • 30 Pułk Piechoty
  • 13 Pułk Artylerii Pancernej
  • 1 Pułk Piechoty
  • Warszawskie cmentarze żołnierzy poległych w 1939 roku
  • Obrona Warszawy i Modlina - 1939 r.; nazwiska A - G
  • 8 Bydgoski Pułk Piechoty
  • 6 Pułk Artylerii Lekkiej
  • 39 Pułk Artylerii Lekkiej
  • Pracownicy Poczty i Telekomunikacji 1939 – 1945
  • 14 Pułk Piechoty
  • 7 Pułk Piechoty nazwiska A - Ł
  • 7 Pułk Piechoty nazwiska M - Ż
  • „Ocalić od zapomnienia”
  • Obóz śmierci w Kołdyczewie (1942-1944)
  • Eksterminacja inteligencji polskiej latem 1942 r. w nowogródzkiem
  • 10 Pułk Piechoty
  • Baranowicze
  • Kryptonim „San”
  • RUDAU II Reichsautobahnlager pod Królewcem
  • 27 Wołyńska Dywizja AK
  • MAUZOLEUM - polegli w latach 1939 - 47
  • Lotnicy w wojnie obronnej w 1939 r.
  • Lotnicy na wojnie 1940 - 1946 r.
  • 6, 7 i 8 Pułk Lotnictwa Szturmowego
  • W obronie Armii Krajowej na wileńszczyźnie x
  • Zbrodnia w Sarnim Dworze
  • 1 Dywizja Grenadierów w kampanii Francuskiej 1940 roku
  • Żołnierze Armii Polskiej zmarli w ZSRR w okresie IX 1941 r. do IX 1942 r.; nazwiska na " A - Ł "
  • Żołnierze Armii Polskiej zmarli w ZSRR w okresie IX 1941 r. do IX 1942 r.; nazwiska na " M - Ż "
  • Deportacja na roboty przymusowe mieszkańców Podlasia
  • Wykaz zmarłych polskich zesłańców, więźniów i łagierników w ZSRR w latach 1940-1956
  • 12 Pułk Piechoty - Kołobrzeski
  • Polegli w bitwie pod Lenino - 1943 r.


  • Obóz śmierci w Kołdyczewie (1942-1944)

    (nadesłał Zbigniew Wołocznik)



    Obóz śmierci w Kołdyczewie położonym o kilka kilometrów od Zaosia, miejsca urodzenia znakomitego syna Ziemi Nowogródzkiej Adama Mickiewicza, a niespełna 20 km od Baranowicz, powstał w marcu 1942 roku na terenie majątku ziemskiego, byłej posiadłości senatora RP Tadeusza Szalewicza.



    Kilkuhektarowy teren ze znajdującymi się zabudowaniami dworskimi ogrodzono, rękami pierwszych męczenników - Żydów z getta baranowickiego, podwójnym płotem z drutu kolczastego, postawiono baraki. W większości były to przeróbki chlewów i stodół wiejskich przeniesionych na to miejsce po deportowanych na Sybir w latach 1940-1941 właścicielach. Ponadto zbudowano od podstaw trzypiętrowy budynek więzienia obozowego (do dziś zachowały się Jego fundamenty), w podziemiach którego była katownia i archiwum obozowe. W rok później, na zewnątrz ogrodzenia, wybudowano dwa piece krematoryjne, które po spaleniu kilkuset zwłok zausterkowano i wyburzono. Ponowną budowę konstrukcyjnie ulepszonych pieców udaremnił przybliżający się od wschodu front.
    Obóz funkcjonował do końca czerwca 1944 roku tj. do wkroczenia na Ziemię Nowogródzką Armii Czerwonej. Początek jego wiąże się ściśle z wprowadzaniem od września 1941 roku kadrowo białoruskiej administracji cywilnej, na obszarze utworzonego przez Niemców Generalnego Komisariatu Białorusi ze stolicą w Mińsku, obejmującego województwa nowogródzkie, poleskie i zachodnie obrzeże mińszczyzny.
    Powracający do zajętego przez Niemców Mińska białoruscy uchodźcy polityczni podający się za prawowitych mandatariuszy aktu proklamacyjnego niezawisłość państwa białoruskiego z dnia 25 marca 1918 roku (około 50 zdeterminowanych działaczy politycznych), którzy w roku 1918 uciekli przed bolszewikami po nieudanej próbie utworzenia samodzielnego państwa białoruskiego, zaktywizowani na nowo przez lidera Partii Białoruskich Nacjonalistów mecenasa Fabiana Akińczyca- oraz młodego lekarza Mikołaja Szczorsa ku złudnej wizji wywalczenia u baku Niemców niezawisłego państwu białoruskiego, poczęli instalować agendy białoruskich akcji utworzonych w tym celu w Niemczech jeszcze przed wybuchem w czerwcu 1941 roku wojny niemiecko-sowieckiej.
    Najwcześniej powołaną formacją była Białoruska Samopomoc (Bielaruskaja Samapomacz) kierowana przez Iwana Jermaczenkę (
    działacz polityczny. Ur. 13.05.1894 r. we wsi Kapaczoŭka w pow. borysowskim . W 1920 r. był jednym z organi zatorów Komitetu Białoruskiego w Turcji, od 1921 r. przedstawicielem dyplomatycznym BRL na Bałkanach. W okresie międzywojennym mieszkał w Pradze. W czasie II wojny światowej kierował Białoruską Samopomocą Ludową. Zmarł 25.02.1970 r. w USA.)  z jej późniejszą przybudówką paramilitarną zwaną Białoruską Samoobroną (Bielaruskaja Samaachowa) do kierowania którą powołano sztab z ppłk. Józefem Hućką, zajmujący się werbunkiem i szkoleniem oddziałów policyjnych oraz kadry dla mającego wkrótce powstać wojska białoruskiego.
    W miarę utwierdzania się aliansu białorusko-niemieckiego szły dalsze koncesje na rzecz Białorusinów: zgoda na wprowadzenie białoruskiego języka urzędowego, powołanie szkolnictwa białoruskiego, prasy, organizacji politycznych, związków zawodowych. Białoruskiego Towarzystwa Naukowego i na koniec Białoruskiej Centralnej Rady, jako namiastki rządu tymczasowego z prezydentem Radosławem Ostrowskim, działaczem partyjnym białoruskiej "Hramady", byłym przed wojną dyrektorem gimnazjum białoruskiego w Wilnie.
    Wśród 12 wydziałów (ministerstw) Centralnej Rady znaczące miejsce zajmował wydział wojskowy, szefem którego został mjr Franciszek KuszeI (przed wojną oficer służby stałej WP). Jego sekwencją było powołanie w trybie mobilizacji białoruskiego wojska (Bielaruskaja Krajewaja Abarona) tudzież sztabu pod kierunkiem carskiego oficera Konstantego Jezowitowa. Zadaniem tego wojska oraz wcielonej do batalionów policyjnych formacji Samaachowy było współdziałanie z Niemcami i stacjonującymi na Białorusi kolaboranckimi formacjami wojskowymi w walce przeciwko oddziałom partyzanckim i podziemiu antyhitlerowskiemu. Innymi słowy była to walka o utrzymanie bezpieczeństwa na zapleczu frontu niemiecko-sowieckiego pod kierunkiem sławetnego von dem Bacha (Zalewskiego), późniejszego pogromcy Powstania Warszawskiego.
    Białoruskie uobecnianie się w szeregu dziedzinach życia społecznego i gospodarczego pod okupacją niemiecką, zmierzało zdecydowanie do białorutenizacji kresowych ziem polskich, które traktowano jako białoruskie przejściowo przyłączone do sowieckiej republiki białoruskiej w następstwie wykonania paktu Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 r.
    Na początku białoruskie polityczno-organizacyjne poczynania były pozbawione czynnika scalającego je w jedyną nadającą atrybuty państwowości całość, jaką widziano w narodowych organach administracji ogólnej. A te od pierwszych dni okupacji znalazły się całkowicie w ręku miejscowych Polaków dążących do utrzymania własnego stanu posiadania i tą drogą kontynuowania ciągłości państwowości polskiej na kresach.
    Impulsem do obwołania aparatu zarządzania cywilnego, kadrowo białoruskiego, na obszarze utworzonego Generalnego Komisariatu Białorusi, stał się dekret Hitlera z dnia 17 lipca 1941 r. sankcjonujący zastępowane tymczasowej administracji wojskowej przez instytucje cywilne.
    Odtąd pod hasłem '"Białoruś dla Białorusinów" - mającego wprawdzie odleglejszą przeszłość, bowiem już w akcie proklamującym powstanie państwa białoruskiego, uchwalonym na wszechbiałoruskim kongresie dnia 25 marca 1918 roku, zapowiedziane było zerwanie wszelkich związków z Polską na zawsze - przystąpiono najhaniebniej do białorutenizacji całego aparatu zarządzania na ziemiach odebranych Polsce w roku 1939.
    Rozpoczęły się brutalne rugi Polaków ze wszystkich stanowisk i budzące przerażenie masowe mordy ludności polskiej. Wymienię niektóre przykłady:
    - w powiecie słonimskim w ciągu miesiąca wyrzucono z pracy ponad tysiąc osób,
    - jesienią 1941 w masowej egzekucji w Stołpcach rozstrzelano 82 Polaków,
    - w Malewie k/Nieświeża rozstrzelano 182 osoby, wśród których burmistrza nieświeskiego Jerzego Teluka, komendanta nieświeckiego obwodu AK pchor. Józefa Wróblewicza ps. „Mirek”, nauczycielkę Zofię Matlawską, dziekana nieświeskiego ks. Mieczysława Kubiaka.
    W roli aranżerów krwawych szaleństw wsławili się: Iwan Kalosza, sukcesor stoika po zamordowanym burmistrzu Teluku (Teluka) w Nieświeżu, poszukiwany do dziś zbrodniarz wojenny (vide Życie Warszawy z dn. 5 maja 1981 r.), Dymitr Kosmanowicz, komendant policji w Nieświeżu, Iwan i Sergiusz Awdziejowie, Aleś Winnicki, Wasyl Pietrowicz, Skwarcow, i szereg anonimowych oprawców.
    Zbrodniczym wynaturzeniom białoruskich siepaczy podbechtywali ich mocodawcy niemieccy, przykładem czego była o złowieszczym rozgłosie rezolucja Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy sformułowana w dokumencie pod nazwą "Polenaktion" zmierzająca do unicestwienia ludności polskiej, tego najcenniejszego czynnika niszczonej państwowości polskiej na okupowanych terenach wschodnich. Akcja polegać miała na szeroko zakrojonej deportacji na przymusowe roboty do Rzeszy i fizycznym wyniszczeniu w obozach śmierci warstwy najbardziej aktywnej. Właśnie tam podjęto zbrodniczą decyzję utworzenia na Białorusi dwóch obozów koncentracyjnych: w Kołdyczewie k/Baranowicz i w Trościańcu Małym pod Mińskiem.
    Realizację tego ludobójczego przedsięwzięcia powierzono białoruskim formacjom policyjnym. Akcję eksterminacyjną wspomagały bataliony kolaborantów ukraińskich, litewskich, łotewskich, tudzież brygada niemieckich kryminalistów Dirlewangera i oddziały RONA (Ruskaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armia).
    Po uruchomieniu obozu w Kołdyczewie masy aresztowanych skazańców kierowano do tego kacetu. W okresach przepełnienia obozu, który jednorazowo mógł pomieścić do kilku tysięcy więźniów, aresztowanych przetrzymywano w 'obozie przejściowym w Zdzięciole k/Nowogródka i sukcesywnie, w miarę opróżniania obozu kołdyczewskiego przez systematycznie trwające mordy, dosyłano nowe partie skazańców. Mówię skazańców, gdyż obóz nie był miejscem odbywania kary za jakieś tam przewinienie lecz miejscem zabijania. Każdy z zatrzymanych z góry był przeznaczony na stracenie i nie było wypadku zwolnienia kogokolwiek z uwięzionych. Aresztowania miały charakter łapanek, dlatego nawet osoby odwiedzające uwięzionych wtrącano do obozu. Tak właśnie między innymi wpadły w ręce oprawców obozowych Maria Lenczewska i Aleksandra Barszczewska, kiedy nieświadomie mogącego nastąpić w obozie aresztowania poszły tam na poszukiwanie wcześniej potajemnie porwanego Czesława Lenczewskiego, komendanta placówki AK w Stołowiczach.
    W okresie od marca 1942 do lipca 1944 roku w kołdyczewskim obozie śmierci wymordowano 22 tysiące więźniów mężczyzn, kobiet, dzieci, starców różnych zawodów i pochodzenia społecznego, przeważnie narodowości polskiej w tym ponad 40 księży katolickich. Powyższe ilości pomordowanych podaję za opublikowanym w roku 1965 w Mińsku, w wydaniu książkowym, swoistego rejestru zbrodni wojennych pt. "Priestuplenija niemiecko-faszistskich okupantów w Biełarusi".
    Publikacja prezentuje ustalenia sowieckich komisji specjalnych popartych wynikami ekshumacji odnalezionych w pobliżu obozu 24 dołów mogilnych o wymiarach 40 x 5 x 3 m wypełnionych zwałami nagięli i półnagich zwłok ze skrępowanymi do tyłu rękami: jeden, z przeszło tysiącem zwłok, na terenie samego obozu, 15 dołów w uroczysku Łozy odległym od obozu o około 2 km i 8 dołów w brzeźniaku Arabowszczyzna także oddalonego od obozu o około 2 km.
    Podczas ekshumacji pomordowanych, jesienią 1944 roku, przez sowieckie komisje sądowo-dochodzeniowe, miejscowej ludności wolno było przenosić zwłoki swoich najbliższych na istniejące cmentarze grzebalne, co też niektórzy i uczynili. Wstrząsającą relację o tej na zawsze bolesnej czynności podała Maria Lichutowa z domu Oleńska, była mieszkanka Okołowa: "przez parę dni poszukiwałam moich najbliższych w rozkopanych, wiejących trupią wonią, dołach mogilnych. W jednym z nich, znajdującym się na terenie samego obozu kołdyczewskiego, odnalazłam i wydobyłam zwłoki moich rodziców Adama i Anny Oleńskich, siostry Wiktorii Łotyszonek z domu Oleńskiej z przyciśniętym do piersi ciałkiem niemowlęcia płci żeńskiej urodzonym w obozie przed paru tygodniami, a także zwłoki wujostwa Mariana i Hipolity Popkowskich z folwarku Poruczyn, które pogrzebałam we wspólnym grobie na cmentarzu parafialnym w Horodyszczu. Na wydobytych z mogiły zwłokach nagięli i półnagich, nie zauważyłam śladów od kul z broni palnej z wyjątkiem ciała wuja Mariana Popkowskiego, który miał podziurawiony serią pocisków brzuch. W grobie z którego wydobyłam, zwłoki rodziców, znajdowało się mnóstwo drewnianych pałek, którymi, sądzę, ofiary były zabijane".
    Wiele ekshumowanych zwłok przeniesiono na różne cmentarze parafialne. I tak księdza Jana Jezierskiego parafianie przenieśli na cmentarz w Horodyszczu. Na cmentarzu w Nowogródku pogrzebano zwłoki rodzeństwa Ireny, Stanisława i Janiny Petrażyckich, Mieczysława Lichuty i jego 10-letniego syna Ryszarda, Janiny Ciechanowicz i jej półtorarocznej córeczki Krystyny, Stanisława i Mieczysława Lichutów.
    Imienne listy osób więzionych i pomordowanych w obozie kołdyszewskim nie zachowały się - archiwum spłonęło razem z barakami obozowymi. I tylko dzięki przekazom naocznych świadków, relacjom członków rodzin osób pomordowanych i kilku ocalałym więźniom możemy wpisać na listę ofiar tej potwornej masakry i w ten sposób przywrócić pamięci następujące nazwiska:
    * * *


    Adamowicz Czesław 
        
    Adamowicz Czesław i Władysław

    ur.08.04.1920 w Mińsku, syn Witolda (prawnika) i Marii z Hryniewiczów; uczeń Gimnazjum i Liceum im.Rejtana w Baranowiczach; w konspiracji od przełomu 1941/42; komenda AK w Baranowiczach,wchodził w skład oddziału Kedywu(udział w grupach sapersko-minerskich na szlakach komunikacyjnych i w węźle kolejowym w mieście oraz w grupach egzekucyjnych);aresztowany w kwietniu 1944 i osadzony w lochach obozu koncentracyjnego w Kołdyczewie;wielokrotnie przesłuchiwany i torturowany; rozstrzelany 27/28.06.1944.Na podstawie relacji Komendanta Obwodu "Puszcza", Witolda Lenczewskiego, oraz W.Krajewski:"AK na Ziemi Nowogródzkiej",Warszawa 1997.
    Powyższe informacje nadesłał P. Wiesław, cytowane za Jerzym Olejniczakowskim.

    Beneszów
    - cała rodzina z Horodyszcza
    Bielak Jan - z Baranowicz, oficer AK;
    Bobrowiczowa Jadwiga - ze Stołpców, nauczycielka;
    Chanieckich - cała rodzina z Horodyszcza
    Ciechanowicz Jan - z Horodyszcza, inżynier, żołnierz AK;
    Ciechanowiczowa Janina - z Horodyszcza, żona w/w Jan;
    Ciechanowiczówna Krysia - (l Vi roku), córka w/w Jana i Janiny
    Czyżewska - z Baranowicz, łączniczka AK;
    Drachwiczowa Zofia - z d.Teodorowicz, nauczycielka;
    Dubrawskich - cała rodzina z Horodyszcza
    Dybiżbańscy - , dwaj bracia z Baranowicz, żołnierze AK;
    Działyński Wacław - z Wolnej, podoficer WP;

    Falkowski Grzegorz
    - z Baranowicz, żołnierz AK;
    Falkowski Grzegorz. Przed wojną był drużynowym drużyny harcerskiej przy Gimnazjum im. T. Rejtana i podchorążym rezerwy. Jako prawosławny i zdeklarowany Białorusin cieszył się zaufaniem władz białoruskich i ich niemieckich zwierzchników. W 1941 r. pełnił funkcję zastępcy niemieckiego komendanta Arbeitsamtu (urząd m.in. wydający zaświadczenia o pracy i przepustki na podróż). W rzeczywistości miał pseudonim "Grysza" i w komendzie Ośrodka AK "Puszcza" w Baranowiczach był odpowiedzialnym za legalizację dokumentów. Aresztowany po wsypie i zamordowany w Kołbyczewie.
    ( inf. Jarek Swoboda)


    Fursa Leokadia
    - z Horodyszcza;
    Hładki - z Wolnej, żołnierz AK;
    Jaźwiński Wacław - ze Stołowicz, żołnierz AK;
    Jezierski Jan - , ks. proboszcz z Horodyszcza;
    Kornacewicz Konstanty - z Horodyszcza;
    Kowrecki Kazimierz - , ks. proboszcz z Połoneczki;
    Kulesza Marcin - z Baranowicz, żołnierz AK, syn w/w Marii Kulesza;
    Kulesza Maria - z Baranowicz;
    Kulesza Reginka - (lat 3!^), córka w/w Marcina Kuleszy;
    Lechów - cała rodzina z Horodyszcza
    Lenczewska- Samotyja Maria - z folw. Soczewki, siostra w/w Czesława;
    Lenczewska- Samotyja Stanisława - z folw. Soczewki, matka w/w Czesława;
    Lenczewski-Samotyja Czesław - z folw. Soczewki, oficer AK, d-ca placówki AK w Stołowiczach;
    Lichuta Mieczysław - z Horodyszcza;
    Lichuta Ryszard - (lat 10) z Horodyszcza, syn w/w Mieczysława Lichuty;
    Lichuta Stanisław - z Horodyszcza;
    Łotyszonek Julian - z Horodyszcza, mąż Wiktorii Łotyszonek, żołnierz AK;
    Łotyszonek Wiktoria - z d. Oleńska z Horodyszcza, z noworodkiem pici żeńskiej urodzonym w obozie, córka w/w Adama i Anny Oleńskich;
    Łukaszewicz Alfred - z całą rodziną, żołnierz AK z Baranowicz;
    Matusewicz Edmund - z Baranowicz, oficer AK;
    Misionko Albert - z Horodyszcza;
    Murowicka Maria - z Baranowicz, łączniczka AK;
    Nieścieruk Mikołaj - z Baranowicz, żołnierz AK;
    Nowicki Ryszard - z Baranowicz, żołnierz AK;
    Oleńska Anna - z Okopów, żona w/w Adama Oleńskiego;
    Oleński Adam - z Okopów;
    Petrażycka Irena - z Horodyszcza, siostra w/w Janiny;
    Petrażycka Janina - z Horodyszcza;
    Petrażycki Stanisław - z Horodyszcza, brat w/w Janiny i Ireny Petrażyckich;
    Piątek Stanisław - z Baranowicz, żołnierz AK;
    Piekarski Edward - z Baranowicz, żołnierz AK;
    Popkowska Hipolita - z Poruczyna, żona w/w Mariana Popkowskiego;
    Popkowski Marian - z Poruczyna;
    Rowińskich - cała rodzina z Horodyszcza
    Siejko Bohdan - (lat 9), syn Jadwigi i Stanisława Siejków;
    Siejko Jadwiga - z d. Szostak, córka w/w Marii Szostak, żołnierz AK;
    Siejko Stanisław - , nauczyciel z Rubieżewicz, oficer AK, mąż w/w Jadwigi Siejko;

    Sikorski Andrzej 
    - z Baranowicz, żołnierz AK;









    Zdjęcie Andrzeja Sikorskiego zrobione w Baranowiczach 5 września 1942 r. 
     
    ( inf. Jarek Swoboda)









    Stańczak Maria
    - z Horodyszcza, nauczycielka;
    Szostak Maria - z d. Kozakiewicz, z Nowej Myszy;
    Szpakowska Irena - z Baranowicz, łączniczka AK;
    Teluk Ryszard -
    (lat 16) z Nieświeża;


    Twaróg Adam


    - - inżynier radiostacji Polskiego Radia  w Baranowiczach został osadzony w Obozie w Kołdyczewie i rozstrzelany świtem w ostatnich dniach jego istnienia. Ojciec przetrwał wyjątkowo długo, gdyż był Niemcom potrzebny jako fachowiec elektryk. Pamiętam (byłem kilkuletnim dzieckiem) zimową podróż saniami do obozu, po drodze jakiś postój przy studni i wiele sań, potem kolczaste ogrodzenie na drewnianych słupach i takież wrota ze szlabanem. Ojca (miał wówczas 33 lata) słaniającego się po tyfusie z laską w ręku wyprowadził jakiś kolega z baraku na drogę naprzeciw bramy, jakieś 30 m od niej, tak chwilę stali. I tak mi został w pamięci , jako zamazana , przygięta sylwetka człowieka z laską. Kolejny wyjazd "saniostopem" , znowu z jakimiś białoruskimi sąsiadami  zakończył się niepowodzeniem. Matka chciała podać ojcu kawałek słoniny przez sąsiadkę, a dalej przez białoruskiego strażnika. Matkę aresztowano i tylko dzięki wstawieniu się jakiegoś strażnika (że przed wojną pomagałą Białorusinom i ich dzieciom) zostałą  zwolniona. To znam tylko z opowiadań... O śmierci ojca dowiedzieliśmy się długo po wojnie dzięki staraniom jego brata, który otrzymał list od współwieźnia, który uciekł
    z innymi podkopem w przededniu likwidacji obozu. Po wkroczeniu Rosjan rozegrały się dramatyczne sceny : ludzie rozgrzebywali mogiły i rzucali sie z płaczem na ciała. Ojca rozpoznano i pogrzebano nieco na uboczu pod brzozą. Pamiętam jak w Krakowie nagle matka schowała się ze mną w bramie, gdyż po przeciwnej stronie ulicy w mundurze milicyjnym paradował jakiś oprawca z Kołdyczewa
    ( inf. Andrzej Grabowski )



    Wańkowicz Ryszard
    - z Baranowicz, żołnierz AK;
    Wańkowicz Władysław - z Baranowicz, żołnierz AK, brat w/w Ryszarda;
    Wołosewicz - z Baranowicz;

    Zwoliński Franciszek
    - z Baranowicz, wachmistrz AK;







    Zdjęcie Franciszka Zwolińskiego z żoną (brunetka, stoi z tyłu), synem i sąsiadkami zrobione przed jego domem w 1943 r. F. Zwoliński była zawodowym żołnierzem w stopniu rotmistrza(?). Rodzina Zwolińskich mieszkała w Baranowiczach przy ul. Krzywe Koło 55.
    ( inf. Jarek Swoboda)














    Wykaz parafian kościoła w Horodyszczu zamordowanych w kołdyczewskim obozie.
     
    ( Dane otrzymane z Białorusi z parafii w Horodyszczu - 4.12.2008 r.)




    Bieniasz Aleksander - - s. Aleksandra lat 44,
    Bieniasz Czesław - - s. Aleksandra lat 14,
    Bieniasz Stanisława - - Cichanowicz lat 21,
    Bieniasz, Anna - - c. Jana,
    Byliński Władysław - - s. Aleksandra lat 40,
    Chanecka xx - - ( siostra Stanisława),
    Chanecki xx - - (syn)
    Chanecki Stanisław - - ,
    Chwalko - -
    Chwalko Alina - - c. Edwarda lat 19,
    Chwalko Edward - - lat 45
    Cichanowicz Jan - - lat 29,
    Cichanowicz Janina - - lat 24,
    Cichanowicz Krystyna - - c. Jana, 1 rok,
    Dubrawska Maria - - c. Edwarda lat 26,
    Dubrawski Michał - - s. Feliksa lat 26,
    Furowicz Antoni - - s. Józefa lat 22,
    Furowicz Łucja - - lat 22,
    Furowicz Regina - - c. Antoniego lat 4,
    Fursa Bronisław - - s. Antoniego lat 49,
    Fursa Jan - - s. Antoniego lat 58,
    Fursa Leonarda - - c. Jana lat 16,
    Gruszyn (dziecko) - -
    Gruszyn xx (mąż) - -
    Gruszyn xx (żona) - -
    Gryszczuk Witold - - lat 29,
    Jermołowicz Antoni - - s. Mieczysława lat 20,
    Jermołowicz Emilia - - c. Mieczysława lat 22,
    Jermołowicz Gertruda - - c. Mieczysława lat 34,
    Jermołowicz Leonarda - - c. Mieczysława lat 24,
    Jermołowicz Maria - - lat 56,
    Jermołowicz Mieczysław - - s. Antoniego lat 64,
    Jezierski Jan - - , ksiądz,
    Jurewicz Janina - - ,
    Jurewicz Stanisław - - ,
    Jurewicz xx (syn) - - lat 7,
    Jurewicz xx (syn) - - lat 10,
    Karnacewicz Konstanty - - s. Konstantego lat 24,
    Kosjan Bronisław (ojciec) - -
    Kosjan xx (syn) - -
    Kuczyńska xx - - c. Wacława ur w Kołdyczewie 1 m-c,
    Kuczyńska xx (jego żona), - -
    Kuczyńska Janina - - c. Lucjana lat 10,
    Kuczyński Feliks - - s. Antoniego,
    Kuczyński Józef - - lat 31,
    Kuczyński Lucjan - - s. Witolda lat 60,
    Kuczyński Stefan - - s. Józefa lat 56,
    Kuczyński Wacław (jego zięć) - - lat 22,
    Lichuta Czesław - - s. Władysława lat 22,
    Lichuta Jarosław - - s. Wincentego lat 26,
    Lichuta Maria (matka) - - lat 46,
    Lichuta Mieczysław - - s. Adama lat 39,
    Lichuta Ryszard - - s. Mieczysław lat 10,
    Lichuta Stanisław - - s. Józefa lat 37,
    Lichuta Witold - - s. Michała (syn) lat 23,
    Lichuta Witold - - s. Władysława lat 18,
    Linow Kazimierz - - s. Aleksandra (syn) lat 19,
    Linowa Bronisława - - (matka) lat 43,
    Mostowski Jan - - ,
    Mostowski Józef - - s. Jana,
    Mostowski Witold - - s. Jana,
    Mostwowska Janina - - c. Jana,
    Nowicka Bronisława - - lat 44,
    Nowicka Helena - - c. Stanisława lat 16,
    Nowicki Czesław - - syn Stanisława lat 24.
    Nowicki Henryk - - s. Stanisława lat 17,
    Nowicki Stanisław - - lat 45,
    Nowicki Tadeusz - - s. Stanisława lat 49,
    Olifierko Józef - - lat 37,
    Pieskowski xx - - ,
    Pieskowski xx - - ,
    Pieskowski(a) - - (dziecko) lat 5,
    Pieskowski(a) - - (dziecko) lat 6,
    Pietrarzycka Irena - - c. Jana lat 21,
    Pietrarzycka Janina - - c. Jana lat 24,
    Pietrarzycki Stanisław - - s. Jana lat 18,
    Pietrarzycki Stanisław - - s. Jana,
    Rawińska Albina - - lat 51,
    Rawińska Anna - - c. Stanisława lat 2,
    Rawińska Bronisława - - c Antoniego lat 19
    Rawińska Helena - - c. Antoniego lat 22,
    Rawińska Maria - - (żona ich syna Stanisława) lat 27,
    Rawińska Wacława - - c. Antoniego lat 23,
    Rawiński Antoni - - s. Jana lat 59,
    Rawiński Antoni - - s. Stanisława lat 2,
    Rawiński Józef - - s. Antoniego lat 20,
    Rawiński Kazimierz - - s. Antoniego lat 16,
    Rawiński Wiesław - - s. Stanisława lat 3,
    Rawiński Zygmunt - - s. Antoniego lat 18,
    Sawicka Maria - - c. Jana lat 26,
    Sawicki Jan - - s. Michała lat 24,
    Syryca Antoni - - lat 38,
    Świetlik Józef - - s. Ludwika lat 49,
    Świetlik Maria - - lat 43,
    x xx - - (mąż Bronisławy)
    x xx - - (dziecko Bronisławy urodzx. W Kołdyczewie 2 m-ce,
    x xx - - (syn Heleny) 1 rok,
    Zeleniecki Wacław - - ,











    * * *


    Z terenu gminy Horodyszcze aresztowano i wymordowano ponad cztery tysiące Polaków, w tym 150 z samego miasteczka Horodyszcze.
    Staż obozową i wszelkie funkcje w komendzie obozu, łącznie z wydziałem śledczym pełnili Białorusini z 13 batalionu policyjnego podległego baranowickiemu SD (Sicherheitsdienst). Funkcje komendantów straży obozowej i podległej im administracji pełnili przeszkoleni w Mińsku i awansowani na lejtnantów Sergiusz Bobko, a od roku 1943 Mikołaj Kalko. Całość nadzorował niemiecki nadzorca z dwoma pomocnikami.
    Więźniowie, nim śmierć im zadano, byli zmuszani do pracy przy wydobywaniu torfu na urobiskach wokół Jeziora Kołdyczewskiego, wyrobie mydła (częściowo z materiału ludzkiego), część pracowała w pracowniach szewskiej, krawieckiej, stolarskiej, garbarskiej. Podczas śledztwa, ukierunkowanego wyłącznie na wykrycie polskiego podziemia, które odbywało się w pomieszczeniach budynku więziennego, pod nadzorem szefa wydziału śledczego Diaczenki, byłego funkcjonariusza NKWD, więźniów torturowano do stanu pełnego okaleczenia lub śmierci. Torturowano częstymi apelami, pokazowymi egzekucjami, zmuszaniem do czołgania się po błocie, skakania żabką lub do "kawaleryjskiej defilady" polegającej na bieganiu na czworakach z innym więźniem na grzbiecie jako "jeźdźcem". Egzekutorami tego rodzaju praktyk karnych prócz Bobki i Kalko byli dowódcy plutonów straży obozowej Aleksander Waronik, Michał Kuchta, Aleksander Leusz, Leonid Sinkiewicz, Andrzej Karalewicz.
    Obóz zastał zlikwidowany w dniach 27, 28 czerwca 1944 r. Wymordowano wówczas ostatnich więźniów a baraki podpalono. Białoruska straż obozowa, wraz ze swymi rodzinami ewakuowała się z Niemcami na Zachód, poszerzając po drodze przez Warszawę krąg okrucieństw udziałem w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Niektórzy wystraszeni wizją kary za popełnione zbrodnie szukali w Polsce ukrycia pod zmienionymi nazwiskami. Nie we wszystkich przypadkach sposoby te były skuteczne. W latach pięćdziesiątych na terenie Polski ujęto Sergiusza Bobkę ukrywającego się pod nazwiskiem Stefan Bukowski, Aleksandra Leusza jako Józefa Suchockiego i Aleksandra Waronika.
    W grudniu 1957 roku wszyscy trzej zostali skazani przez Wojewódzki Sąd we Wrocławiu - chociaż właściwym ze względu na miejsce popełnienia przestępstwa byłby sąd republiki białoruskiej - na karę śmierci, której nie wykonano. Zbrodniarzy nawet nie wydalono z Polski i nie wiedzieć dlaczego przyznano im prawa obywatelskie PRL. Pikanterii szczególnej; dla przewodu sądowego kołdyszewskich zbrodniarzy dodawał znamienny fakt, iż jeden z oprawców korzystał z partyjnego immunitetu PZPR, nie był więc aresztowany i przed sądem występował z wolnej stopy. Do dziś zbrodniarze ci, z wyjątkiem zmarłego Waronika, żyją w Polsce: Bobko we Wrocławiu, Leusz w Szczytnie.
    Nieliczni wybrali powrót do ZSRR w nadziei na możliwość skutecznego ukrycia się we własnym kraju. Zawiedli się. W roku 1961 zostali wytropieni i ujęci przez sowieckie służby bezpieczeństwa Mikołaj Kalko. Michał Kuchta, Andrzej Karalewicz i Leonid Sinkiewicz. Wojskowy Trybunał! Białoruskiego Okręgu Wojskowego w Baranowiczach, na procesie jawnym, szeroko komentowanym w tamtejszej prasie, skazał w dniu 14 marca 1962 roku wszystkich czterech na karę śmierci i wyrok wykonano. W ręce NKWD dostał się także niemiecki nadzorca obozu Fritz Jórn. Jako jeniec przebywał w obozie w Kursku, tam rozszyfrowany, sądzony i powieszony.
    Kołdyczewskie cmentarzysko, krwawa kainowska plama na zbiorowym sumieniu Białorusinów omamionych szaleńczą wizją wywalczenia u boku Niemców samodzielnego państwa białoruskiego zostaje w straszliwym stanie opuszczenia. Zbiorowe mogiły są bezczeszczone przez "nieznanych sprawców", wokół rozgrzebywanych kopców mogilnych poniewierają się resztki szkieletów ludzkich, a petycje miejscowych Polaków do białoruskich władz wojewódzkich w Baranowiczach o objęcie tych miejsc ochroną nie odnoszą skutku. Kwestię tę w listopadzie 1993 roku bezskutecznie poruszał Józef Lichuta z Mińska, na łamach grodzieńskiego tygodnika "Głoś z nad Niemna".
    Nietknięta zachowała się tylko jedna z 24 mogił zbiorowych, ta mianowicie, która znajduje się na placu byłego obozu w otoczeniu kilku domów mieszkalnych, nad którą wznosi się monument przedstawiający postać matki boleściwej z napisem w języku rosyjskim: "W tym miejscu i w okolicy pogrzebano 22 tysiące sowieckich patriotów zamordowanych przez niemiecko-faszystowskich grabieżców w latach 1942-1944".
    Jest to szyderstwo i fałsz historyczny o wyrafinowanym cynizmie, gdzie pomordowanych Polaków, obywateli polskich nazywa się "sowieckimi patriotami", natomiast pomija się milczeniem właściwych zabijaków, którzy na równi z popełnioną zbrodnią nieśli hańbę swojej nacji.
    We wsi Kołdyczewo, położonej naprzeciwko majątku Kołdyczewo, a ciągnącej się po obu stronach szosy wiodącej z Baranowicz do Nowogródka, tuż przy uliczce skręcającej do odległego o 1,5 km majątku-obozu, znajdują się dwie płyty kamienne nazywane przez miejscową ludność pomnikiem kołdyczewskim. Na jednej z nich napis w języku białoruskim głosi:


     

     

    "Przechodniu zatrzymaj się!
    W tym miejscu w latach wielkiej wojny Ojczyźnianej 
    był Kołdyczewski obóz śmierci. 22 tysiące pokój 
    miłujących ludzi
    poniosło śmierć z rąk hitlerowskich katów";



    Na drugiej inskrypcja wierszowana:


    "Gdy wam powiedzą, że popiół milczy, nie wierzcie
    Nie wierzcie,
    że pod waszymi stopami oniemiały żwir
    Słuchajcie nakazu
    z ofiary naszego życia i śmierci
    Szanujcie pokój i strzeżcie Go”.


     

     


    Niezorientowany przechodzień tak właśnie może odebrać cytowane inskrypcje. Nie zmienia to faktu, że ludobójcza rzeź w obozie Kołdyczewskim została dokonana rękami opętanych szałem etnicznej nienawiści białoruskich nacjonalistów pozostających na usługach hitlerowskiego aparatu terroru. Wulgarne zafałszowanie nagrobnych inskrypcji w Kołdyczewie oraz rujnacja grobów pomordowanych ludzi zmierza ku gruntownemu zadeptywaniu prawdy o wielkim na tej ziemi mordzie Polaków Kresowych, obywateli polskich To straszne dziedzictwo katowskiego mordu i etnicznej nienawiści wciąż pozostaje świeże bólem rozpaczy.


    Wiktor Noskowski 
    Wrocław, w lipcu 1994 r.




    SUPLEMENT


    1.
    30.01.2008 r
    Chciałam poinformować, że w Obozie w Kołdyczewie zginęła krewna mojej mamy, nosiła więźniom chleb przez płot, została złapana i osadzona w obozie. Zginęła przy jego likwidacji.
    Jej rodzice - Helena i Bronisław Rotkiewiczowie - mieszkali w Kołdyczewie, ona - Emilia - ur. się w 1917r., tuż przed wojną wyszła za mąż, jej mąż był osadnikiem, otrzymał ziemię od Marszałka Piłsudskiego w Tuchanowiczach (obecnie jest to część wsi Karczowa). Nazwiska męża nie znam, wiem jeszcze, że Emilka urodziła w Horodyszczu syna (1940-41?). Jej mąż musiał uciekać na Zachód, a ona ukrywała się u rodziny, której było dużo w Baranowiczach, Kołdyczewie i okolicach.
    Maria Litwin

    2.
    9.03.2008 r
    Sikorski (z Baranowicz) miał na imię Andrzej (Jędrek). Zginął w Kołdyczewie.
    Opowiadała mi o nim moja mama, która mieszała w Baranowiczach i była na jego pogrzebie.

    3.
    15.03.08
    * Zdjęcie Andrzeja Sikorskiego zrobione w Baranowiczach 5 września 1942 r.
    * Zdjęcie Franciszka Zwolińskiego z żoną (brunetka, stoi z tyłu), synem i sąsiadkami zrobione przed jego domem w 1943 r. F. Zwoliński była zawodowym żołnierzem w stopniu rotmistrza(?). Rodzina Zwolińskich mieszkała w Baranowiczach przy ul. Krzywe Koło 55 
    * Falkowski Grzegorz. Przed wojną był drużynowym drużyny harcerskiej przy Gimnazjum im. T. Rejtana i podchorążym rezerwy. Jako prawosławny i zdeklarowany Białorusin cieszył się zaufaniem władz białoruskich i ich niemieckich zwierzchników. W 1941 r. pełnił funkcję zastępcy niemieckiego komendanta Arbeitsamtu (urząd m.in. wydający zaświadczenia o pracy i przepustki na podróż). W rzeczywistości miał pseudonim "Grysza" i w komendzie Ośrodka AK "Puszcza" w Baranowiczach był odpowiedzialnym za legalizację dokumentów. Aresztowany po wsypie i zamordowany w Kołbyczewie.
    * W Kołbyczewie oprócz obozu był również wydzielony oddział więzienny (w murowanym budynku, a nie w barakach).
    Jarek Swoboda


    4.
    7.06.08

     

    ŚP Wacława Wołocznik c. Aleksandra  ur. 1919 r. zamordowana lat 25 w Obozie Koncentracyjnym w Kołdyczewie w czerwcu 1944 r. podczas likwidacji obozu

     

     

     


     

    ŚP Harcerz Józef Wołocznik s. Aleksandra  ur. 1925 r.  lat 19 zamordowany w Obozie Koncentracyjnym w Kołdyczewie w czerwcu 1944 r. podczas likwidacji obozu









    5.
    29.07.2008 r

     

    13. białoruski batalion specjalny SS.

    Na terenach Białorusi SD sformowała 13. białoruski batalion do zadań specjalnych. W lecie 1944, w szczytowym okresie swego rozwoju, liczył on 7 kompanii. Pełnił służbę wartowniczą i ochronną różnych obiektów, m.in. jedna z kompanii stanowiła załogę obozu koncentracyjnego w Kałdyczewie niedaleko Baranowicz. Sztab batalionu stacjonował w Mołodecznie, a jego żołnierze pochodzili z poboru ogłoszonego na wiosnę 1943. Kadra oficerska i część  podoficerskiej była niemiecka, a reszta podoficerów pochodziła z Białorusi. Byli to głównie przedwojenni podoficerowie Wojska Polskiego i Armii Czerwonej.



    6.
    1.12.2008 r
    Moja rodzina pochodzi z miejscowości Kołdyczewo na Białorusi. Wśród najcenniejszych pamiątek rodzinnych ma swoje miejsce fotografia, na której jest pomnik Matki Boleściwej postawiony ku czci pomordowanych w Obozie w Kołdyczewie. Na odwrocie mój teść napisał „To fotografia brackiej mogiły, w której leży 22 tysiące ludności" i data 28.11.1964r. W obozie w Kołdyczewie zginęła siostra mojego teścia Emilia Zacharczuk z domu Rotkiewicz (w Suplemencie pod artykułem Obóz śmierci w Kołdyczewie (1942-1944) jest wzmianka o Emilii napisana przez Marię Litwin – jak się okazało dzięki Pana artykułowi odnalazłam kuzynkę).

    Rozmawiałam dziś z teściową i pokazałam przysłane przez pana (Zb. Wołocznika _przyp. JS) informacje. To bardzo bolesne wspomnienia dla naszej rodziny. W obozie została zamordowana siostra mojego teścia Emilia Zacharczuk z domu Rotkiewicz, córka Rotkiewicz Aleksandra i Heleny (część rodziny nazwisko pisze Ratkiewicz). 

    Teściowa opowiadała (Jej informacje wyłącznie pochodzą z opowiadań Jej męża, Jej teściowej i rodziny), że Emilia Zacharczuk z domu Rotkiewicz zginęła w obozie w Kołdyczewie przy jego likwidacji. Emilia pomagała więźniom -  została złapana i osadzona. Gdy ją ujęto miała ze sobą 2-3 letniego syna Jerzego (Zacharczuka). Jej późniejszy kaci po długich prośbach pozwolili zostawić jej syna. Po likwidacji obozu Jej mama wiele dni przeszukiwała doły z pomordowanymi – na próżno. Zmarła nie wiedząc jaki okrutny los spotkał Jej córkę.

    W 1964r teściów odwiedziła rodzina mieszkająca w Baranowiczach. Opowiadali o toczącym się procesie katów z obozu. Cały proces był nadawany przez radio i megafony. Podczas przesłuchania jeden z obozowych katów opowiadał o Emilii.  Szeroko rozwodził się jak Ją torturowano, pozbawiono godności i zabito. 

    Po powrocie do domu rodzina przysłała teściom fotografię pomnika postawionego ku czci pomordowanych (jako załącznik). Chciałabym prosić gdyby natrafił Pan na jakiekolwiek wzmianki o Emilii Zacharczuk z domu Rotkiewicz o ich przesłanie. Może ktoś z członków Stowarzyszenia Rodzin Kołdyczewskich pamięta Emilię.
     
    Magdalena Rotkiewicz
     

    7.
    16.12.2008 r
    Wg relacji mojej cioci Zofii (siostra mojego Ojca) w Kołdyczewie został zamordowany ( w 1944),  jej starszy brat - Jan Ciechanowicz syn Aleksandra ur w 1911 roku. Ciocia mieszka w Baranowiczach (Białoruś), napisała, że z tego co pamieta Jan współpracował z partyzantami i nie wiem czy pracował w Radiostacji, czy niemcy złapali Go z radiostacją w kazdym bądź razie zginął w obozie. Miał zonę Jadwigę i synka Bogdana, który zmarł na zapalenie płuc.
     
    Mirek Ciechanowicz.







    *  *  *
     
     
     Stefania z d. Ciechanowicz (ok.1872-1944) wraz z mężem, podchorąży oddziału partyzanckiego AK Lucjanem Kuczyńskim, w 1944 r. za przynależność do nowogródzkiego Okręgu AK została aresztowana razem z dziećmi: Lukrecją, Janiną, Anną, 12-letnim Stanisławem oraz z synem Wacławem z jego żoną Aliną - w lipcu 1944 zostali rozstrzelani w obozie niemieckim w Kołdyczewie, pow. Horodyszcze, woj. nowogródzkie.

    Krystyna Ciechanowicz dziecko (1 rok) zginęła bestialsko zamordowana - rozerwana przez esesmana i rzucona do zbiorowej mogiły  w łagrze w Kołdyczewie, pow. Horodyszcze w 1944r. 

    inf. z witryny - http://ciechanowicz.republika.pl/413.htm

    inf. Zb. Wołocznik


    Bernowiczowa (Maria?) - żona właściciela majątku Zubki (koło Klecka  mój dopisek) w pow. Nieśwież, po wkroczeniu Sowietów w 1939 r. uciekła z dwojgiem dzieci do Warszawy. Wróciła do majątku po 22 czerwca 1941 r., została administratorem, by wkrótce zginąć w obozie w Kołdyczewie k. Baranowicz22.”  Relacja: ALSZP Józef  Ksieniewicz  str. 194
    Opublikowane w książce Krzysztof Jasiewicz „Zagłada polskich kresów”Ziemiaństwo polskie na Kresach Północno – Wschodnich Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką Studium dziejów zagłady dawnego narodu politycznego/ Oficyna Wydawnicza Volumen Wa-wa Instytut Studiów Politycznych PAN Warszawa 1998 str 273/
    (przesłał Zbigniew Wołocznik)



    inf. Zb. Wołocznik










    Przedstawiam artykuł  z "Głosu znad Niemna" 9-15.05.1994r. pt. Mściciel, opisujący dalsze losy zbrodniarzy wojennych - oprawców z Kołdyczewa - w tym członka partii PZPR
    którym nie wymierzono sprawiedliwości, a wyroki więzienia kolejnymi amnestiami zmniejszono i wypuszczono na wolność.
    Zbigniew Wołocznik



    MŚCICIEL
     
     
    Przez lata miotały nim sprzeczne uczucia: od zemsty po chrześcijańskie przebaczenie. Jerzy Z,, porucznik AK, ps. "Narcyz", obecnie mieszkaniec podbydgoskiej wsi, postanowił, że odnajdzie wojennych zbrodniarzy, katów swej siostry. Poświęci! na to kilka lat, poniósł niemałe koszty.
    Porucznik "Narcyz" w końcu 1942 r. otrzymał polecenie zorganizowania oddziału " 0. P. Hanka". Dowództwo In-spektoratu "Południe" w Baranowiczach,, gdzie łączniczką była jego siostra Janina Z. , ps. "Mery", postanowiło, że będzie w tym oddziale umieszczać m. in. ludzi spalonych.

    OPRAWCY Z KOŁDYCZEWA
    Sergiusz Bobko do policji białoruskiej wstąpił pod koniec 1943 r. w Baranowiczach. Służył w wydziale śledczym podporządkowanej niemieckiej służbie bezpieczeństwa Sicherheits Dienst (SD). Uczestniczył w organizowaniu obozu zagłady w majątku ziemskim Kołdyczewo, 16 km od Baranowicz. Wkrótce został komendantem straży obozowej w randze Untersturmfuhrera i podobnie jak jego koledzy - Aleksander Leusz i Aleksander Weronik - paradował w mundurze SD.
    Załoga obozu stanowiła czwarta kompanię 13 batalionu białoruskiego; podporządkowanego SD.  Sergiusz Bobko podlegał komendantowi obozu Jornowi.
    W obozie zabijano Żydów, Polaków, Rosjan. W jednym z pierwszych transportów, przywieziono do Kołdyczewa grupę polskiej inteligencji ze Stołpców i okolic. Byli to ludzie dość dobrze ubrani, na ogół zamożni, swym wyglądem odbiegali od obozowej nędzy, Strażnicy bez kłopotu zrabowali im co cenniejsze przedmioty, po. czym pod nadzorem Sergiusza Bobki wyprawili w drogę samochodami, które uśmiercały ludzi spalinami. Kolumna odjechała w stronę pobliskich lasów.
    "Ciężarną więźniarkę nauczycielkę Jadwigę Stańczyk, białoruscy oprawcy rozebrali do naga, połamali, drzwiami palce u rąk, zgwałcili, na odchodnym rozpruli bagnetem brzuch. Niektórzy strażnicy posługiwali się pałkami brzozowym z przymocowaną na końcu sprężyną lub kawałkiem żelaza (...) Skatowanego partyzanta przybili do dębu, Żydom nakazano rękami i ustami, zbierać ziemię zroszoną krwią, a zamordowanego nazywać Jezusem Chrystusem"... (Ze wspomnień, spisanych przez więźniów obozu w Kołdyczewie, w posiadaniu Jerzego Z.),
    Sergiusz Bobko, Aleksander Weronik i Aleksander Leusz wraz z podległymi im strażnikami brali udział w zabijaniu Żydów, Polaków i Białorusinów również poza terenem obozu. Uczestniczyli m. in. w likwidacji getta w Nieświeżu, gdzie zamordowano 600 osób, a także getta w Baranowiczach, Horodyszczu i Stołówiczach: nagich ludzi wpędzano do zbiorowych mogił i rozstrzeliwano."
    Ponura sława obozu w Kołdyczewie sprawiła, że wywiadowcy Armii Krajowej zajęli się rozpracowaniem szczególnie okrutnych i niebezpiecznych, kolaborantów, spośród załogi. Sąd wojskowy w Baranowiczach wydał wyroki *

    NIKOGO NIE ZDRADZIŁA
    "Mery" została aresztowana w połowie 1943 r. podczas dużej wsypy, Znalazła się w Kołdyczewie. Sowita łapówka umożliwiła krótkie widzenie córki z ojcem. Prosiła o ciepłą odzież. Wiedziała dużo. Nie zdradziła nikogo. Od tamtego spotkania nie dała znaku życia.  Tragiczny los siostry, młodziutkiej łączniczki, gnębił przez lata por. "Narcyza".
    - W 1985 r. bytem w Kołdyczewie, szukałem śladów siostry. Miałem nadzieję odnaleźć zbiorową mogiłę, szukałem kogoś z załogi obozu. Bez powodzenia - wspomina. Przypadek sprawił, że po powrocie do kraju odnalazł w Zielonej Górze Adama Sz., który podczas wojny prowadził zlewnię mleka w Kołdyczewie, to był punkt zwrotny w prywatnym śledztwie.   

    36 LAT PO PROCESIE    :
    Adam Sz. miał wiadomości zgoła sensacyjne. W 1957 r. był świadkiem na procesie Bobki, Leusza i Weronika, który odbył się przed Sądem Wojewódzkim we Wrocławiu.
    ■ . Cała trójka po wojnie mieszkała w Polsce i ukrywała się pod zmienionymi
    nazwiskami.
    ■Aleksander Weronik wywiózł poza teren obozu kobietę, prawdopodobnie kucharkę, zabrał jej złote obrączkę i pięciorublówkę, a następnie kobietę tę zastrzeli)..." (z uzasadniania wyroku 1 Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu, sygn. akt., IV K 307/57)
    Z Zielonej Góry Jerzy Z. pojechał do Wrocławia. W sądzie nie chcieli z nim
     rozmawiać. Sekretarka znalazła jednak sygnaturę akt sprzed 36 lat - Akta zosta-
    ły przekazane w 1967 r. do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich
    w Warszawie. Jeszcze tego samego dnia postarał się o glejt: "Sąd Woiewódzki we Wrocławiu wyraża zgodę na zapoznanie się z aktami-sprawy IV K 307/57 w
    archiwum Głównej Komisji..."

    SKAZANI NA ŚMIERĆ
       Tydzień,później był w Warszawie. . Dokumenty; choć nie kompletne, wiele wyjaśniały. Sergiusz Bobko (do 1939, r. zawodowy kapral Wojska Polskiego, pełnił służbę w ochronie Belwederu), Aleksander Leusz odpowiadający z wolnej stopy jako działacz powiatowego szczebla PZPR) i Aleksander Weronik uznani zostali za winnych popełnienia zbrodni wojennych i 2 .XI.11957 r. skazano ich na karę śmierci.
    W styczniu 1958 r. Rada Państwa zamienią karę śmierci na dożywotnie więzienie
     27 marca 1957r. karę złagodzono na 25 lat więzienia. Potem Leuszowi i Weronikowi amnestia obniżyła karę do 10 lat więzienia. Pierwszy wyszedł na wolność w 1965 r., drugi nie zdążył wyjść, bo zmarł w celi,
    Sergiusz Bobko po odsiedzeniu 2/3 kary w 1972 r. wrócił do domu  Jerzy Z. postanowił ich odnaleźć.
     - Uchwyciłem jedyne nitki,  jakie znalazłem w dokumentach. Były to ich adresy
    z 1957 r. Sergiusza Bobki w Legnicy i Aleksandra Leusza w Mrągowie, przyjaciel
    z Legnicy sprawdził adres Bobki w biurze meldunkowym, a w liście pisał: "Zastanawiam się, czy to dopuścić się samosądu, skoro istnieje możliwość oddania go w ręce żydowskie - oni na pewno zadziałają; skuteczniej. W Wiedniu istnieje żydowskie biuro ścigania zbrodniarzy wojennych.". (Chodziło o biuro Szymona Wiesenthala - przyp. J. S.) - wspomina porucznik "Narcyz".
     
    NIEMCY MU KAZALI
    Pojechał do Legnicy. Na ul. Wrocławskiej, u Segiusza Bobki, dziś emerytowanego szewca, nikt nie otworzył drzwi.
    Jeździł tam jeszcze 6 razy. Mieszkał u znajomych, chodził o różnych porach. Nic. Wreszcie wpadł na pomysł. Zadzwonił do ZUS-u (Zakładu Ubezpieczeń Społecznych), przedstawił się aktualnym nazwiskiem Bobki i poprosił o przyspieszenie wypłaty.
    - Niestety, to niemożliwe, pieniądze będą w ten dzień co zawsze - usłyszał.
    - To znaczy?
    - W najbliższy piątek,
    Zapukał z samego rana. Drzwi otworzył Bobko  Jerzy Z. poznał go, czas zrobił swoje. Powiedział, że jest starym znajomym, że chce porozmawiać.
    - Skąd?
    - Z Baranowicz.
    Tamten znieruchomiał.
    -A jak nazwisko?
    Podał zmyślone.
    Rozmowa była bardzo trudna.. Jerzy.Z. pytał Bobkę, jak żyje, co porabia, narzekał na ciężkie czasy - żeby przełamać nieufność. Cały czas w napięciu. Oko w oko ze zbrodniarzem. Po godzinie zjawił się listonosz. Porucznik "Narcyz" rozejrzał się po pokoju. Bobko żył skromnie. Wreszcie nastąpiło najważniejsze - pytanie o wojenną przeszłość  Bobko spieszył się. Powtarzał w kółko że Niemcy mu kazali... Że po dziś dzień żyje w strachu, w więzieniu czuł się pewniej. Miał tam utrzymanie, raz na tydzień zmianę bielizny i raz na dwa tygodnie zmianę pościeli. Mówił, że z całej załogi obozu został sam.
    Chwilami, choć początkowo wytrącony z równowagi, Bobko odzyskiwał pewność siebie..Zaczął chodzić po pokoju?
    - Dość już tej rozmowy - stwierdził w pewnej chwili'.

    ZŁOTO? MOŻNA ODDAĆ ŻONIE
    W dwa miesiące po odwiedzinach u Bobki stanął Jerzy Z. u drzwi Aleksandra Lelusza. Dzwonek przy furtce jednorodzinnego domku rozjuszył trzy psy.
    - Józek, ktoś do ciebie - zawołał kobiecy głos,
    Jerzy Z: zaczął kluczyć o Baranowiczach, o rzekomych wspólnych znajomych, o spotkaniach w mieszkaniu Sergiusza Bobko na ul. Fryzjerskiej. Aleksander Leusz cały był nieufny. Z trudem trafiał drżącą dłonią papierosem do popielniczki. "Narcyz" mówił, że bardzo chciałby się zobaczyć się z Weronikiem.
    - Tak ? A po co ?  Weronik nie żyje.
    O Kołdyczewie ani słowa.

    WYROK W KIESZENI
    Żaden z dwóch mężczyzn, których odnalazł Jerzy Z., nie przypuszczał, że rozmawiali
    z byłym dowódcą oddziału Kedywu P„Hanka".
    - Miałem w kieszeni kilka wyroków w imieniu Polski Walczącej, między innymi
    Aleksandra Leusza, Sergiusza Bobkę, Aleksandra Weronika.
                                                                                      Jacek SOWIŃSKI





    Dnia 03 lutego 1993r. zmarł w USA jeden z katów Hitlerowskiego Obozu Śmierci w Kołdyczewie  Sergis Hutyrczuk w stosunku do którego zakończono postępowanie sądowe  o pozbawienie obywatelstwa Stanów Zjednoczonych i który miał zostać deportowany
     
    Poniżej przedstawiam krótki przebieg głośnego procesu z lat 1990 – 1993  o pozbawienie obywatelstwa i deportację  zbrodniarza  wojennego z Białorusi zamieszkującego w USA w miejscowości Somerset –New Jersey.
     
    Mieszkaniec New Jersey przestępcą wojennym
     
    Opublikowano: 16  sierpnia 1990 r.

    Rząd federalny, który dzisiaj rozpoczął proces pozbawienia obywatelstwa mieszkańca Somerset, podejrzanego  o to, że jest nazistowskim  przestępcą wojennym - rozpoznany jako dowódca "Czarnego komanda'' w obozie koncentracyjnym.
    Rząd federalny , który dzisiaj rozpoczął rozpatrywanie sprawy o pozbawienie obywatelstwa człowieka z  Somersetu, który był nazistowskim przestępcą wojennym, rozpoznanym jako dowódca "Czarnego komanda'' w obozach koncentracyjnych.
     
    Hutyrczyk Sergis, dziś 66 letni mężczyzna, podczas II Wojny Światowej pełnił ponad trzy lata służbę  w nazistowskiej policji na terenie okupowanej Polski, powiedział Sher Neal, dyrektor Federalnego Biura Specjalnych Śledztw w Waszyngtonie. Pan Sher powiedział, że Pan Hutyrczyk ukrył swoją nazistowska przeszłość kiedy składał podanie o  obywatelstwo Stanów Zjednoczonych.
    W skardze złożonej do Federalnego Sądu Okręgowego w Newark, napisano , że  Hutyrczyk był oficerem w policji utworzonej od ochrony miejscowej ludności polskiej  i zabił kilku więźniów w obozie koncentracyjnym w  Kołdyczewie oraz nadzorował inne straże podczas dokonywania egzekucji.
    Hutyrczyk zaprzeczył oskarżeniom, które on nazywał  ''propagandą bolszewicką''
    i stwierdził, że to nie prawda.
     
    Federalny Sędzia Odbiera Obywatelstwo USA byłemu strażnikowi Obozu Koncentracyjnego w Kołdyczewie
    WASHINGTON, 2 październik 1992r. / U.S. Newswire / -- Dział Sprawiedliwości zawiadomił dzisiaj, że Sąd Federalny w Newark wydał wyrok pozbawienia obywatelstwa USA Hutyrczyk Sergisowi z Somersetu,   J. N., oparł się na posiadanych informacjach z których wynikało, że podczas  II Wojny Światowej służył on w uzbrojonej straży więziennej w obozie koncentracyjnym w  Koldyczewie (dziś Białoruś).
    Pomocniczy prokurator generalny Robert S. Mueller z  III Wydziału ds. Zbrodni powiedział, że rząd teraz będzie musiał przeprowadzić deportację Hutyrczyka.
    Wyrok pozbawienia obywatelstwa  został wydany przez Sędziego okręgowego Harold A. Ackermana, który znalazł "niezwykle przekonywujące dowody winy...”
     
     
     
    Pierwszy Nazistowski  strażnik przegrał sprawę o obywatelstwo USA
    Opublikowano: 3 października 1992 r.
    Federalny Sąd w Newark, w piątek rozpatrywał sprawę pozbawienia obywatelstwa USA człowieka, który przyznał się, że pracował jako strażnik w nazistowskim obozie pracy w Kołdyczewie .
    Biuro Departamentu Sprawiedliwości ds. Specjalnych Śledztw, które bada nazistowskie zbrodnie wojenne, próbuje od 1990 deportować 68 letniego Hutyrczyk  Serwis Hutyrczyk, który żyje w miejscowości  Somerset, powiedział, że pracował przy tworzeniu obozu w Kołdyczewo w 1942roku (obecnie Białoruś),  ale odszedł zanim stał się on obozem koncentracyjnym.
    Kilku więźniów tego obozu zidentyfikowało Hutyrczyka na podstawie zachowanych zdjęć fotograficznych, jako oficera, który osobiście zabił wielu Żydów i dozorowało inne straże podczas masowych morderstw.
     

    Hutyrczyk Sergis, 68 lat; nazistowski strażnik nie żyje.
    Opublikowano: 6 lutego 1993r.
    Hutyrczyk Sergis, który stracił obywatelstwo  Stanów Zjednoczone, ponieważ został zidentyfikowany jako nazistowski strażnik obozu koncentracyjnego podczas II Wojny Światowej  zmarł w środę 03.02.1993r.  Miał 68 lat.
    Jego prawnik, Benedict Josepha, powiedział, że jego śmierć była skutkiem komplikacji powstałych na skutek pęknięcia tętniaka.
    Benedict poinformował w czwartek, że złoży odwołanie w tym tygodniu od  wyroku wydanego dnia 2 października br. przez   Sędziego Harolda Ackermana,  który pozbawił Hutyrczyka obywatelstwa USA.
    Prokuratorzy potwierdzili, że Pan Hutyrczyk został uznany za  Czarnego Dowódcę z obozu koncentracyjnego w  Kołdyczewie na Białorusi. Świadkowie zeznali, że znęcał się nad Żydami i zabijał Żydów na terenie obozu.
    Hutyrczyk komentując zarzuty podczas rozprawy przyznał, że odbywał służbę woskową na terenie rodzimej Białorusi, aby zapobiec atakom komunistów i czasami patrolował teren obozu koncentracyjnego. Stwierdził, że on nigdy nie prześladował cywilów i zasugerował, że świadkowie mogli go pomylić z jego kuzynem.
    On i jego żona przyjechali do Stanów Zjednoczonych w 1954 r. i mieszkali w Nowym Brunszwiku, a następnie w 1975r. przenieśli się do Franklin, gdzie od 1981r. Hutyrczyk pracował w niepełnym wymiarze czasu jako dozorca.
    Żona Hutyrczyka w dalszym ciągu żyje.


     


     Przesyłam skany z gazety białoruskiej dot. rozkopywania grobów w przeszukiwaniu zwłok zamordowanych w Kołdyczewie członków rodziny oraz krewnych - Kołdyczewo 1944 rok.
    Jakość ksero  gazety nie pozwala na lepsze skany ale są one wstrząsające.



    Stowarzyszenie Rodzin Kołdyczewskich
    Prezes Edward Dubrawski





     Kołdyczewo - przeklęte piękno
     


     













    Zdjęcie: o. Aleksander Wałasowicz  z cerkwi Opieki Matki Bożej z  Jodczyc zamordowany w Kołdyczewie.
     




    Znany białoruski poeta i kompozytor Siergiej Nowik-Pioun w jednym z listów opisał majątek Kołdyczewo, który znajduje się 18 kilometrów na północ od Baranowicz: "... nad brzegiem jeziora znajduje się były majątek ziemianina  Świdy Kołdyczewskiego.  Piękne drzewa rozpostarły swoje rozłożyste gałęzie i schowały pod nimi budynki majątku.  Tylko stajnia nad jeziorem i nowy biały budynek z tyłu za sadem widzieli podróżnicy. Z krzaków bzu dochodziła delikatna woń, wesoło szczebiotały ptaki.”
    Wydaje się, że nie ma lepszego miejsca na odpoczynek. Rzeczywiście, w tym zakątku można by stworzyć  doskonałą bazą wypoczynkową dla naszych i zagranicznych turystów.
    Byłoby to możliwe, gdyby nie wydarzenia, które rozegrały się tu w latach 1942-1944.  One na zawsze zamieniły Kołdyczewo w  duży masowy grób i  wraz z tym przekreśliły to wszystko, co było wcześniej.


       Kołdyczew obóz 
    (za zgodą  HOLEDZIŃSKI vel ŻEROMSKI )

    Wiosną 1942 roku, trochę obok drogi, która prowadziła  z Baranowiczach do Horodyszcza , duży plac został  otoczony kilkoma rzędami drutu kolczastego
     i głęboką fosą , poza którą wybudowano drewniane baraki.
    Obok powstały punkty uzbrojone  w gniazda karabinów maszynowych i pomieszczenia dla strażników. W ten sposób rozpoczęła  się historia jednego z najgorszych obozów śmierci w okupowanej Białorusi. 
    Pierwszymi jego więźniami zostali aresztowani i osadzeni w przepełnionych więzieniach w Baranowiczach i Stołpcach. Stąd do Kołdyczewa dostarczono około czterystu osób. Od tego czasu przez ponad dwa lata, to słowo budziło przerażenie okolicznych mieszkańców. Z tysięcy więźniów , którzy się tu  dostali tylko niewielu szczęśliwcom udało się wyjść z życiem.
    Tutaj osadzano partyzantów, członków podziemia i ich rodzin, Żydów i Cyganów, chłopów i nauczycieli, młodych i starych. Więźniów lokowano w dużej stodole dla bydła, wyposażonej w trzypiętrowe prycze.
    Ludzie spali na gołych deskach, albo po prostu na podłodze. Nie było tam żadnych łóżek. Kobiety i dzieci przebywały w oddzielnym baraku, ale warunki bytowe były takie same jak u mężczyzn.
    Baraki były zawsze przepełnione,  w obozie w różnych okresach znajdowało się jednocześnie od 600 do 900 więźniów, więc niektórzy z nich, byli więzieni w piwnicy Komendantury na zimnej betonowej posadzce. 
    Na początku Kołdyczewo funkcjonowało jako obóz pracy.  Praca rozpoczynała się o 6-7 rano i trwała, aż do zachodu słońca. Dla wszystkich zostały określone normy pracy na torfowisku.  Mężczyzna musiał wydobyć z bagna 1550  kawałków torfu dziennie, a kobieta - 1150. Norma dotyczyła chorych i zdrowych. Tych, którzy nie mogli pracować, rozstrzeliwano na miejscu.
    Więźniów karmiono zupą z buraków, ziemniaczanych łupin i mięsa z padłych koni, dawano chleb z różnymi zanieczyszczeniami. Codziennie ktoś padał martwy z głodu i od choroby. W styczniu 1943 roku, w ciągu kilku dni w obozie zmarło ponad 30 ludzi.  Ale regularnie przybywały nowe grupy więźniów.  Wkrótce Kołdyczewo przekształciło się wyłącznie w obóz zagłady. Ciężka praca była jednym ze sposobów zabijania. Ponad  to stosowano różne metody tortur i likwidowania więźniów;  truto ich spalinami w specjalnym samochodzie nazywanym duszegabkom,  umierali z głodu, byli rozstrzeliwani,  ponosili śmierć na skutek  tortur i nieludzkich żartów,  na koniec spalano ich ciała w krematoryjnym piecu.
    Istniała nawet specjalna  komora tortur. Wspomnień tych, którzy przeszli przez to piekło, normalny człowiek nie może spokojnie czytać. Nie jestem w stanie przytoczyć wszystkich szczegółów. Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej , niech  poszuka  książki G. Paromczyka  "Kołdyczewska tragedia" ,  wydanej w Mińsku w 1962 roku. A my pytamy się: Kto stworzył te wszystkie potworności w stosunku do bezbronnych ludzi?  Niemcy?  W obozie był tylko niemiecki komendant podoficer Franz Jorn i kilku jego żołnierzy (od 2 do 4).
    Żołnierze z 13 Białoruskiego batalionu policyjnego SD  było ich w sumie  99. Podczas wojny, ci młodzi chłopcy ze wsi i miasteczek szybko przerodzili się w żądne krwi zwierzęta.
    Batalion powstał w styczniu 1943 roku w Mińsku. Niektórzy z jego żołnierzy zostali przymusowo zmobilizowani, ale przyjęto również i tych, którzy wstąpili do policji dobrowolnie. Oczywiście z takich ochotników składała się także ochrona kołdyczewskiego obozu. Najpierw wyznaczono na dowódcę Sergiusza Bobko, a później Mikołaja Kalko. Tak się po prostu  złożyło, że los tego kata jest ściśle związany z naszym miastem  Kleckiem. Urodził się w wiosce Bychowszczyzna, przed wojną pracował przy budowie dróg, i na początku okupacji został przydzielony do pracy jako technik oddziału kleckiej rady powiatowej.  Tu zwrócił na siebie uwagę Niemców szorstkim odnoszeniem się do Żydów.
    Wkrótce został wysłany do Mińska, na szkołę oficerską, a następnie otrzymał stopień porucznika - dowódcy 13 Batalionu.  Kalko brał udział w walkach z partyzantami, zajmował się rekrutacją ludzi do batalionu. Wiosną 1943 r. przybył do Klecka, gdzie zwerbował 25 ludzi.
    Często odwiedzał Kaplanawicza, tu pracował jego  brat  jako kowal.
    Miejscowi ludzie dobrze pamiętają Kalko, który zawsze nosił czarny mundur SS  i czapkę – ze znakiem czaszki i skrzyżowanymi piszczelami. W marcu 1944 r. został mianowany komendantem obozu w Kołdyczewie.
    Ten straszny człowiek odznaczał się chorą wyobraźnią i osobistą mściwością. Nigdy nikomu nie umiał przebaczyć, a nawet pamiętał dawne krzywdy i teraz postanowił wyrównać osobiste rachunki.
    W kwietniu 1944 roku w ciągu jednego dnia w Klecku została aresztowana  prawie cała polska młodzież. 60-80 osób, a wśród nich była 17-letnia dziewczyna, załadowano ich na dwie ciężarówki i wywieziono do Kołdyczewa. Tam ich wszystkich rozstrzelano po długich torturach.
    Wśród aresztowanych był też technik drogowy Siergiej Rucki. Jeszcze przed wojną, pracował razem z Kalko i doszło między nimi do jakiegoś konfliktu.   Teraz w Kołdyczewie Kalko zemścił się.  Nie wiadomo, co było istotą konfliktu przed wojną i kto miał rację, ale zemsta komendanta była straszna. Rucki został pobity na śmierć. Jego żona, która przyjechała do obozu po wyzwoleniu, aby odszukać ciało męża, zidentyfikowała jego trupa tylko dzięki swetrowi,  który  sama  zrobiła. Jego twarz przypominała kawał krwawego mięsa.
    Wiosną 1944 r. do Kołdyczewa przywieźli Aleksandra Wałasowicza 92-letniego popa z cerkwi prawosławnej pw. Opieki Matki Boskiej w Jodczycach.  Jego syn
     i córka byli w partyzantce. Proponowano i staremu, aby poszedł do lasu, ale on odmówił, nie chciał, aby dla kogokolwiek stał się ciężarem i zamiast partyzanckiego obozu  znalazł się w obozie zagłady. Według wspomnień świadków ojciec zachowywał się z godnością, pocieszał towarzyszy niedoli, błogosławił tych, którzy się do niego zwracali. Opowiadano, że z jednej z kolumn więźniów, którą gnali na rozstrzelanie, uciekła dziewczyna  i pobiegła do Wałasowicza, krzycząc: "Ojcze, pobłogosław na śmierć!". W odpowiedzi usłyszała: "Dziecko, błogosławię Ciebie do życia!".
    I stał się cud: dziewczyna ta przeżyła podczas rozstrzeliwania więźniów. Ranna spadł na dno dołu, a w nocy udało się jej  wydostać spod trupów i ukryć.  Zaś Aleksander pozostał w Kołdyczewie na zawsze. Łącznie w obozie zginęło ok.  22.000 ludzi. Ostatnia wielkie rozstrzelanie miało miejsce kilka dni przed wkroczeniem  Armii Czerwonej.  W encyklopediach i doniesieniach stwierdza się, że było to 30 czerwca 1944, jednak  S.Nowik-Pioun wskazuje inny dzień - w nocy z dnia 1 na 2  lipca 1944.  Nie ma żadnych podstaw, aby nie wierzyć człowiekowi, który przeszedł przez wszystkie kręgi obozowego piekła , oraz że data ostatniego rozstrzelania na zawsze zapisała się w jego pamięci.
    Przed swoim odejściem strażnicy wysadzili w powietrze wszystkie budynki obozowe, zrównali z ziemią nasypy w miejscach pochowania ofiar i posiali na nich trawę.  Wszystko zrobili, aby ukryć ślady zbrodni.
    Przez jakiś czas to im się udało. Kaci z 13 Batalionu uniknęli kary.  M. Kalko przedostał się do Polski, gdzie pracował jako technik-budowniczy mostów .      W 1947 roku trybunał wojenny Północnej Grupy Wojsk skazał go za współpracę z Niemcami na karę 25 lat. Ale o zbrodniach w  Kołdyczewie nic nie było jeszcze wiadomo. Odsiedział  8 lat w obozach Republiki Komi ASSR, białoruskiego policjanta z Kołdyczewa objęła amnestia, po zwolnieniu zamieszkał w Workucie.
    W lecie 1960 roku przyjechał odwiedzić rodziców i Kleck.
    Tu na rynku zobaczyła go Jewgienija Jakimowicz z Dziamidowicz, była więźniarka Obozu  śmierci w Kołdyczewie.
    W pierwszej chwili kobieta nie była w stanie uwierzyć, że kat i morderca stoi tuż przed nią w cywilnym  ubraniu.  Wciąż nie wierząc własnym oczom, kobieta spytała: "Czy Pan Kalko?". „Tak”. "Byłeś w Kołdyczewie?".  ”Byłem” "Twoje ubranie jest całe we krwi! Pójdziemy do prokuratora! ".
    Kalko rzekomo zgodził się, poszedł z nią za róg, a następnie mocno uderzył pięścią w twarz i uciekł. Ocknąwszy się  J .Jakimowicz poszła na policję. Wszczęto  śledztwo, Kalkę zaczęto poszukiwać.
    Stwierdzono, że w Workucie  pracował jako zastępca szefa kopalni, a nawet był wyróżniony jako przodownik pracy. Wkrótce wszczęto również śledztwo  w sprawie jego wspólników w zbrodniach popełnionych w Kołdyczewie.  W 1962 roku w Baranowiczach na ławie oskarżonych zasiadł  M.Klako, L.Sinkiewicz, strażnicy M.Kuchta i A. Karalewicz. Ten ostatni zdążył jeszcze powalczyć w Sowieckiej Armii  i dostać medal "Za zwycięstwo nad Niemcami".
    Był to jeden z najbardziej głośnych procesów zbrodniarzy wojennych w BSSR. Jako świadków zostało przesłuchanych 62 osoby spośród byłych więźniów.  Siedmioro  z nich pochodziło z Kleckiego rejonu.
    Wreszcie z całą mocą zabrzmiała cała prawda o obozie śmierci w Kołdyczewie. Dopiero po 18 latach przestępcy otrzymali to na co sobie zasłużyli. Wszyscy czterej zostali skazani na śmierć, wyroki wykonano.
    W 1964 roku na terenie obozu został postawiony pomnik ofiar terroru.

    Źródło http://www.kleck.by/?p=1244 Autor; Bliniec Andrew Pracownik Naukowy Państwowego Muzeum Historii z Klecka.
    Tłumaczył: Zbigniew Wołocznik

    .











     



    14 listopad 2007 r. 
    - 24 wrzesień 2010 r.

    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005